Javier uniósł kieliszek szampana.

Nie pij.

Żeby mieć ją na oku.

Spojrzenie Liany zatrzymało się na szkle o pół sekundy za długo, akurat na tyle długo, by to zauważył. To było subtelne. Każdy inny by to przeoczył. Ale Javier zbudował wielomiliardowe imperium, zauważając to, co ludzie uważali za niewidzialne.

Uśmiechnął się, rozluźnił ramiona i podniósł kieliszek do ust.

Palce Liany zacisnęły się na jej własnym członku.

Wtedy, w ostatniej chwili, Javier opuścił kieliszek i cicho się zaśmiał.

„Zanim wzniesiemy toast” – powiedział na tyle głośno, by mogli go usłyszeć goście przy sąsiednim stoliku – „pozwólcie, że podziękuję wszystkim obecnym za przybycie i wspólne świętowanie”.

Liana wydała ostatnie tchnienie, niemal niezauważalnie.

Jeszcze nie pił.
Ale też nie odmówił.

Mecz wciąż trwał.


Pułapka, którą zastawił na oczach wszystkich

Javier delikatnie pstryknął palcami.

„Sommelierze” – powiedział. „Czy mógłbyś mi wyświadczyć przysługę?”

Szef sommelierów podszedł i skinął głową z szacunkiem.

„Ten szampan” – powiedział Javier nonszalancko, unosząc kieliszek – „smakuje… inaczej niż ten, który zwykle piję. Czy mógłbyś przynieść mi nową butelkę? Z tą samą etykietą”.

Liana zesztywniała.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama