Część druga
Adrien kroczy po korytarzach niczym zwycięski generał rankiem po moim zwolnieniu. Nie byłem tam, żeby to zobaczyć, ale nie musiałem. Wiedziałem, jak działają tacy ludzie jak on – arogancja nie celebruje się po cichu. Żywi się widowiskiem.
Nie zdawał sobie sprawy, że jego „zwycięstwo” zasiało już ziarno jego upadku.
Bo nie przeżywałam żałoby. Planowałam.
W tamten wtorek rozłożyłem dokumenty na podłodze mojego mieszkania – mozaikę wpływów, których nikt inny nie pamiętał. Siedem lat nieprzespanych nocy i zapomnianych podziękowań pozostawiło we mnie coś potężniejszego niż lojalność: wiedzę.
Perłą w koronie była klauzula ciągłości ukryta w umowie o partnerstwie międzynarodowym Merrick. Umowa, która uratowała Braxton & Co., gdy byliśmy na krawędzi bankructwa.
To nie był tylko przypis. To był kręgosłup połowy przychodów firmy. I moje nazwisko było w nim wpisane.
Klauzula 14.3: „W przypadku usunięcia pani Claire Donovan ze stanowiska bez podania przyczyny, Merrick International zastrzega sobie prawo do rozwiązania niniejszej umowy według własnego uznania”.
Siedem lat później napad złości Adriena doprowadził do dokładnie tego samego. Usunął mnie bez powodu.
A Merrick International? Nadal mi ufali. Osobiście pielęgnowałem tę relację. Kadra kierownicza znała mnie z imienia i nazwiska, a nie tylko z zapisu w kontrakcie.
Adrien zapalił zapałkę. Chciałem mu pokazać, jak szybko pali się papier.
Krok pierwszy: subtelność.
Napisałem grzecznego, neutralnego maila do działu prawnego Merrick. Bez dramatyzmu, bez zemsty. Po prostu profesjonalne przypomnienie o klauzuli ciągłości, spisane w formie akt.
„Szanowny Panie Mecenasie, zgodnie z klauzulą 14.3 naszej obowiązującej umowy, pragnę poinformować, że od poniedziałku nie jestem już zatrudniony w Braxton & Co. Ta zmiana może wpłynąć na warunki określone w naszej umowie. Proszę o informację, jeśli potrzebuje Pan formalnej dokumentacji.”
Żadnych gróźb. Żadnego gniewu. Tylko fakty.
Kliknąłem „Wyślij”.
Zanim zamknąłem laptopa, pierwsza kostka domina już się przewróciła.
Krok drugi to cierpliwość.
Adrien był z natury niecierpliwy. Wydawał rozkazy, zanim zrozumiał procedury, żądał raportów bez kontekstu i przepisywał procedury, których sam nigdy nie wykonał.
Każdy jego lekkomyślny e-mail był dziurą w jego wiarygodności. Musiałem tylko czekać.
A czekanie okazało się łatwiejsze, niż myślałem. Bo w ciągu czterdziestu ośmiu godzin pęknięcia już się ujawniły.
Starszy menedżer, jeden z nielicznych, którym wciąż ufałem, zadzwonił do mnie dyskretnie. „Claire… sprawy nie idą dobrze. Projekty, które Adrien forsował, stoją w miejscu. Klienci zadają pytania. Nikt nie wie, kto co ma podpisać”.
Uśmiechnęłam się do telefonu. „Tylko trzymaj głowę nisko. Dokumentuj wszystko”.
To było wszystko, co powiedziałem. To było wszystko, co miałem do powiedzenia.


Yo Make również polubił
Oddychaj swobodnie: naturalne środki łagodzące kaszel
Łatwy dwuwarstwowy deser bez pieczenia, super kremowy
„Na start ma 40 głosów”. Jest nowy faworyt konklawe. To on zastąpi Franciszka?
Chrupiący i Zdrowy Pieczony Owsiak z Orzechami, Nasionami i Owocami