Spodziewałam się Mai. Przyjaciółki. Mojej matki. Kogoś, kto wskaże na drzwi i powie: „Dobra, dość tego samotności ze swoimi myślami, wróć do tych, którzy cię kochają”. Zamiast tego Rachel weszła i zamknęła za sobą drzwi, jakby sama tam mieszkała.
Otarłam twarz. „Właśnie wychodziłam”.
Nie ruszyła się. Oparła się o drzwi. Uśmiech, który wniosła na moje przyjęcie, zniknął z jej twarzy niczym naklejka. „Właściwie, Jenny” – powiedziała, studiując swój manicure – „musimy porozmawiać”.
„Nie sądzę, żebyśmy mieli.” Mój głos był cichy. Mój głos mnie zawstydzał.
Podniosła wzrok. W jej oczach malował się ten drapieżny spokój – zafascynowany, rozbawiony, znudzony, wszystko naraz. „Wiem, że go słyszałeś”. Uniosła elegancko ramię. „Biedactwo”.
„Nie wiem, o czym mówisz.”
Rachel zaśmiała się lekko, a przyjemny brzęk szkła rozbrzmiał w uszach. „Proszę”. Podeszła bliżej, a ja instynktownie cofnąłem się, aż biodrem dotknąłem blatu. „Naprawdę myślałaś, że Carlos zostanie z tobą na zawsze? Spójrz na siebie”.
Słowa padły z chirurgiczną precyzją. Przywarłam do zlewu. „Carlos mnie kocha” – powiedziałam, nienawidząc błagania w tym stwierdzeniu, tego, że brzmiało to tak, jakbym próbowała przekonać ławę przysięgłych, a nie siebie.
„Carlos uwielbia to, kim dla niego byłaś” – odpowiedziała. „Żona, która dopełnia portfolio. Stabilność. Szacunek. Dobrze wychodzisz na zdjęciach do rodzinnych kartek świątecznych”. Przechyliła głowę. „Ale mężczyźni tacy jak Carlos? Potrzebują czegoś innego. Namiętności, przygody. Kobiety, która sprawia, że czują, że mogliby spalić swoje życie i to byłoby dzieło sztuki”.
„Czy sypiasz z moim mężem?” Zaskoczyło mnie, że mój głos zamarł, mimo że moje ręce się trzęsły.
„Ponad rok”. Wzruszenie ramion. „Na długo przed tym, jak zaszłaś w ciążę. Powiedziałam mu, że też jestem w ciąży, żeby przyspieszyć termin”. Uśmiechnęła się szerzej. „Nie jestem. Nie znoszę dzieci. Bałaganiarskie, głośne, wymagające. Robię mu przysługę”.
„Kłamiesz mu.”
„Ja nim kieruję”. Powiedziała to delikatnie, niemal życzliwie. „Carlos myśli, że po tym, jak cię rzucił, dostanie nowy początek. Tak naprawdę dostanie kobietę, która będzie zabawna, elegancka i nigdy nie będzie go obciążać rzeczywistością życia rodzinnego”. Jej wzrok powędrował na mój brzuch. „To twoja robota”.
Próbowałem ją ominąć, ale złapała mnie za ramię z zaskakującą siłą. „Jeszcze nie skończyliśmy”.
„Puść” – powiedziałem cicho. „Ludzie będą mnie szukać”.
„Są zbyt zajęci, upijając się szampanem Carlosa i podziwiając dom, który wkrótce odnowię”.
Bardziej przerażała mnie pewność siebie w jej głosie niż okrucieństwo. Nie blefowała. Miała plan.
„Czego chcesz?” zapytałem.
„Jasność”. Uśmiechnęła się powoli jak rekin. „Twoje małżeństwo się skończyło. On czeka, aż urodzisz, bo to kwestia optyki. Wtedy będziesz samotną matką z porządnym comiesięcznym wynagrodzeniem i ciałem, które pamięta, co mu zrobiono. Będzie wpadał na zdjęcia i wakacje, kiedy będzie prasa. Dam mu życie, jakiego pragnie”.
„Myślisz, że porzuci swoje dziecko?” – wyszeptałam.
„Porzucić?” Udała szok. „Zrobi to, co robią tacy mężczyźni jak on – będzie ojcem dla tłumu, zleci trudne sprawy na zewnątrz. Ty, Jenny, zostaniesz sama o trzeciej nad ranem z wrzeszczącym dzieckiem i swoim żalem. Mówię ci to, bo chcę, żebyś usłyszała to ode mnie. Bo wygrałem”.
Dziecko napierało w górę, pięta albo główka przetoczyła mi się pod żebrami, a ból mnie rozwścieczał. Przywrócił mi cząstkę siebie. Wyrwałam rękę z uścisku Rachel i otworzyłam drzwi. „Zwariowałaś”.
„Naprawdę?” Podążyła za nim, jej obcasy chrzęściły na płytkach, potem na kamieniu. Popołudnie pochłonęło nas w całości, gdy wróciliśmy w kalifornijską jasność. „A może jestem jedyną uczciwą?”


Yo Make również polubił
16 objawów raka, które kobiety mają tendencję ignorować
Przez całe życie źle korzystałem z kostki toaletowej: zawiesiłem ją na krawędzi, ale trzeba to zrobić inaczej.
„Najniebezpieczniejsze jedzenie” na świecie zabija 200 osób rocznie
Tort czekoladowy z nadzieniem z serka śmietankowego i polewą czekoladową