CZĘŚĆ 1 — Cytat
Providence obudziło się 14 listopada zimne, niczym wczesnozimowy chłód, który spływał po plecach płaszcza i sprawiał, że całe miasto czuło się przedwcześnie wyczerpane. Lekkie płatki śniegu drapały w okna sądu, gdy napływali ludzie – przestępcy drogowi, zestresowani rodzice, nastolatkowie, którzy prawdopodobnie woleliby być gdziekolwiek indziej, byle nie w sądzie miejskim. Sędzia Frank Caprio widział przez lata niemal każdą sprawę i zachowywał cierpliwość człowieka, który rozumiał, że czasami ludzie nie potrzebują kary, lecz łaski.
Popijał kawę, przeglądając swój terminarz popołudniowej sesji. Lista była typowa: przekroczenie prędkości, wykroczenia parkingowe, przeterminowane rejestracje. Nagle coś nietypowego przykuło jego uwagę.
Stan kontra Amanda Chin
Powołanie: Nieuprawnione odstąpienie od przydzielonych obowiązków
Kara pieniężna: 250 USD
Wystawiający organ: Okręg szkolny Providence
Mandat od władz szkolnych? Za „nieuprawnione opuszczenie szkoły”? Nie pamiętał, kiedy ostatnio go widział. Przejrzał załączone dokumenty – wyciągi z regulaminu frekwencji, zawiadomienie dyscyplinarne i raport sporządzony przez kuratora oświaty. Zmarszczył brwi. To nie był rodzic. To był nauczyciel.
Zanim zdążył zastanowić się nad absurdem decyzji władz szkolnych o wysłaniu nauczyciela do sądu miejskiego za naruszenie harmonogramu zajęć, w pomieszczeniu rozległ się głos komornika.
„ Sprawa państwa przeciwko Amandzie Chin ” .
Drzwi sali sądowej się otworzyły i wszystkie rozmowy ucichły w połowie zdania.
Do środka weszła młoda kobieta – drobna, Azjatka-Amerykanka, w widocznej ciąży. Nie tylko lekkiej. Poruszała się z nieomylnym, powolnym, ostrożnym krokiem osoby w zaawansowanej trzeciej ciąży, jedną ręką podpierając dolną część pleców. Jej sukienka ciążowa i miękki szary kardigan opinały jej zaokrąglony brzuch; wyglądała, jakby dźwigała ciężar dziecka i miesięcy stresu. Jej długie, czarne włosy były związane w niski kucyk, a do piersi przyciskała grubą teczkę, niemal ochronnie, niczym tarczę.
Amanda Chin rozejrzała się po sali sądowej, biorąc głęboki oddech. Była zdenerwowana – każdy to widział – ale w jej oczach było coś jeszcze: wyczerpanie. Takie, które nie wynikało z jednego ciężkiego dnia, ale z wielu.
Sędzia Caprio obserwował ją uważnie, gdy siadała na krześle oskarżonego, lekko krzywiąc się przy siadaniu. Coś w jego piersi ścisnęło się z niepokoju.
Poprawił okulary.
„Dzień dobry, pani Chin.”
„Dzień dobry, Wasza Wysokość”. Jej głos był cichy, ale stanowczy, choć wyglądało na to, że utrzymanie równowagi kosztowało ją całą uncję sił.
Zanim cokolwiek innego, Caprio zadał najbardziej oczywiste pytanie:
„Pani Chin… kiedy ma pani termin?”
Amanda położyła dłoń na brzuchu.
„18 stycznia, Wasza Wysokość. Jestem w 32. tygodniu ciąży”.
Sędzia powoli skinął głową.
„Czy to twoje pierwsze dziecko?”
„Tak, Wasza Wysokość. Dziewczynka.”
W jej głosie słychać było iskierkę radości, która szybko została przyćmiona przez niepokój.
„No cóż, z góry gratuluję”. Zrobił pauzę, przeglądając wezwanie w jej aktach. „Według tych dokumentów jest pani nauczycielką angielskiego w ósmej klasie w szkole średniej Roosevelt?”
“Tak.”
„I dostałeś mandat od kuratora oświaty za wcześniejsze wyjście z pracy. Grzywna 250 dolarów”. Sędzia spojrzał na niego zdezorientowany. „Czy możesz wyjaśnić, co się stało?”
Amanda zawahała się. Jej gardło podskoczyło, gdy przełknęła ślinę.
„Tak, Wasza Wysokość. Mogę.”
Drżącymi palcami otworzyła teczkę i wyciągnęła stos starannie ułożonych dokumentów. Notatki medyczne. Regulaminy szkoły. Listy. Przygotowała się do tego jak do rozprawy sądowej, a nie zwykłego posiedzenia sądu miejskiego. Już samo to uświadomiło sędzi Caprio, że to, co ją tu sprowadziło, wstrząsnęło nią do głębi.
Wzięła oddech, który brzmiał tak, jakby próbowała powstrzymać emocje.
„Wysoki Sądzie… 3 maja tego roku byłam w szkole, ucząc popołudniowe lekcje w ósmej klasie. Byłam wtedy w 32. tygodniu ciąży – tak samo jak teraz. Około 12:30 zaczęłam odczuwać skurcze”.
Sala rozpraw zadrżała. Kilka osób usiadło prosto. Nawet urzędnik zamarł w pół ruchu, naciskając klawisz.
Amanda kontynuowała.
„Na początku myślałam, że to skurcze Braxtona-Hicksa. Ale pojawiały się co dziesięć minut. Potem co osiem. O 13:00 powtarzały się co sześć minut i stawały się bolesne”.
Sędzia Caprio pochylił się do przodu.
„Miałaś skurcze podczas lekcji?”
„Tak, Wasza Wysokość.”
Zacisnęła dłonie, żeby powstrzymać ich drżenie.
„Poszłam do gabinetu, żeby porozmawiać z moją dyrektorką, panią Rodriguez. Powiedziałam jej, że mam regularne skurcze i że muszę natychmiast wyjść. Martwiłam się, że zaczynam przedwczesny poród”.
„A co powiedział twój dyrektor?” – zapytał ostrożnie Caprio.
Amanda mrugnęła, by powstrzymać napływające jej do oczu łzy.
„Powiedziała mi: «Czy to może poczekać do końca lekcji? Brakuje nam personelu. Masz jeszcze dwie godziny lekcyjne»”.
Sędzia spojrzał na nią z niedowierzaniem.
„Poprosiła cię, żebyś została?”
„Powiedziała, że chyba przesadzam. Że matki rodzące po raz pierwszy zawsze myślą, że rodzą. Powiedziała, że ma trójkę dzieci i wie, jak to jest, gdy rodzi się naprawdę”. Głos Amandy się załamał. „Powiedziała mi, żebym dokończyła dzień”.
Z głębi sali sądowej dobiegł cichy szmer.
Amanda odzyskała spokój na tyle, by kontynuować.
„Wróciłam więc do klasy. Skurcze nie ustawały. Coraz silniejsze. Coraz bliższe. Moje uczennice to zauważyły – niektóre pytały, czy wszystko w porządku. Powtarzałam, że wszystko w porządku, ale nie. O 13:30 skurcze pojawiały się co cztery, pięć minut”.
Zatrzymała się.
„Próbowałam dalej uczyć, ale w pewnym momencie nie mogłam nawet ustać prosto”.
Szczęka sędziego zacisnęła się.


Yo Make również polubił
“Domowy Krem Karmelowy – Rozkosznie Gładki Deser w Zaledwie Kilku Krokach!”
Usuń ciemne plamy, ciemne zacieki i naturalne przebarwienia
Mój szwagier poprosił mnie o upieczenie tortu na jego przyjęcie urodzinowe — gdy zobaczyłam dekoracje, byłam oszołomiona jego kłamstwami
Sok marchewkowy z pomarańczą i imbirem – witaminowa bomba dla zdrowia