Część I
Żyrandol nad stołem w jadalni wyglądał, jakby zaprojektowała go grupa aniołów i bankierów inwestycyjnych: rzędy ręcznie ciętego kryształu i blask tak czysty, że Bordeaux lśnił niczym wstydliwy sekret. Hannah wybrała delikatniejszy wisiorek, gdy dom był jedynie modelem architektonicznym i marzeniem, ale Edric uparł się na żyrandol – to był ten rodzaj deklaracji, która mówiła, że pieniądze tu nie szepczą, lecz śpiewają arię.
Odłożyła widelec i wsłuchiwała się w ciszę, która zaległa między nimi, gęstą i nie do zniesienia. Pieczony kurczak zrobił się letni. Puree z ziemniaków utworzyło delikatną skórkę. Naprzeciwko niej Edric obracał kieliszkiem, wpatrując się w krwistoczerwony wir, jakby w winie można było wróżyć.
„Cały wieczór byłeś cichy” – powiedziała ostrożnie. Zabrzmiało to łagodniej, niż czuła. „Wszystko w porządku?”
„Po prostu mam dużo na głowie”. Nie podniósł wzroku. „Prognozy na czwarty kwartał są ambitne”.
Praca. Niezdobyta twierdza. Za jej murami skrywał pominięte kolacje, nocne telefony, całe weekendy, które wyparowywały jak rosa w szafach serwerowych. Praca była nieskazitelnym alibi, które prezentował inwestorom, przyjaciołom i jej.
Hannah wzięła oddech. Słowa zadrżały jej na języku jak zbyt mocno szarpnięta struna. „Widziałam opłatę na czarnej karcie. Cartier”. Spróbowała się uśmiechnąć. „Myślałam, że moje urodziny będą dopiero za trzy miesiące”.
Kryształ brzęknął, gdy jego szkło zetknęło się z dębem. Ten dźwięk nigdy wcześniej nie wydawał się głośny. W końcu podniósł wzrok, a jego oczy były jak wypolerowany metal. Kochała chłopaka o łagodnych brązowych oczach w przeciągłym, uniwersyteckim sublokalu. Pisał kod przy kuchennym stole, podczas gdy ona szkicowała koncepcje logo na kalce technicznej przy otwartym oknie. Oczy tego chłopaka były niezmiennie ciepłe. Oczy tego mężczyzny nie odzwierciedlały niczego.
„Musimy porozmawiać” – powiedział.
Oczywiście, że tak. Cztery słowa, które pojawiły się niczym umyte ręce chirurga: skuteczny, nieunikniony i już za późno.
„Nie byłem wobec ciebie sprawiedliwy” – zaczął Edric, a jego głos był tak gładki, że spływał po jej skórze niczym lodowata woda. „Od jakiegoś czasu jestem nieszczęśliwy”.
Nieszczęśliwy. Jakby dom na wzgórzu, chata w Aspen i firma warta więcej niż niektóre kraje były kołdrą zmiętą u stóp jego duszy. „Nieszczęśliwy z czego?” – zapytała. „Z odrzutowca? Z życia, o którym zawsze marzyłeś?”


Yo Make również polubił
Mini Foie Gras Tatins z jabłkami
🐟 Południowy Smażony Sum – chrupiący, aromatyczny i przepyszny! 🍽️
Małe brioszki jogurtowe: miękkie i lekkie na śniadanie
“Kremowa Rozkosz Kawowa: Delikatny Deser dla Miłośników Kawy”