Dyrektor szpitala ją zwolnił — kilka minut później na dachu wylądował śmigłowiec marynarki wojennej – Page 4 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Dyrektor szpitala ją zwolnił — kilka minut później na dachu wylądował śmigłowiec marynarki wojennej

CZĘŚĆ III 

W chwili, gdy Amelia dotarła do drzwi na dach, poczuła wibracje helikoptera w piersi. Stare metalowe drzwi trzeszczały o framugę przy każdym obrocie łopat, jakby cały szpital drżał z niecierpliwości.

Otworzyła je.

Deszczowa mgła spłynęła po dachu. Śmigłowiec ewakuacji medycznej Marynarki Wojennej zawisł zaledwie kilka stóp nad lądowiskiem, a jego reflektory przecinały noc niczym dwa słońca. Ratownicy medyczni w żółtych płaszczach przeciwdeszczowych zasłaniali się wiatrem.

Szef załogi zauważył ją i zaczął energicznie machać.

„Doktorze Grant! Stan krytyczny!”

Biegła truchtem po śliskim betonie, z nisko pochyloną głową, a mokre włosy smagały ją po plecach. Kiedy helikopter w końcu wylądował, wyskoczyło z niego dwóch ratowników medycznych z noszami.

Marines w mundurze bojowym leżał do niego przywiązany, blady, krwawiąc obficie przez na wpół rozerwany bandaż uciskowy na brzuchu. Był ledwo przytomny.

„O czym jest ta historia?” krzyknęła Amelia, przekrzykując wiatr.

„Rana odłamkowa!” krzyknął jeden z sanitariuszy. „Opatrunek polowy nie trzyma – ciśnienie spada – wymaga natychmiastowej interwencji chirurgicznej!”

„Ruszamy!”

Poprowadziła drużynę do środka, biegnąc sprintem do klatki schodowej. Woda deszczowa kapała jej z włosów i szorowania, gdy wykrzykiwała polecenia na korytarzu.

„Trauma 2 otwarta! Ruszamy! Henderson – przygotuj się do pilnej laparotomii!”

Doktor Patricia Henderson — twarda, doświadczona, rzetelna — już szorowała, uważnie obserwując.

„Nie ma dostępnego chirurga dyżurnego” – powiedziała. „Ortopeda jest na sali operacyjnej, chirurg ogólny w innym szpitalu, a traumatolog wraca samolotem z konferencji”.

Amelia skinęła głową. Decyzja podjęta.

„W takim razie to zrobię.”

Henderson zesztywniał. „Grant… to poważny uraz brzucha”.

“Więc?”

„Więc” – powiedział ostrożnie Henderson – „nie masz jeszcze uprawnień do pełnej chirurgii urazowej”.

Sanitariusz trzymający worek z kroplówką patrzył na nich z rozpaczą.

„Za kilka minut umrze” – błagał.

Henderson gwałtownie wciągnął powietrze.

„Do diabła” – mruknęła. „Dobra. Pomogę.”

W sali urazowej wybuchł zorganizowany chaos. Światła. Instrumenty. Krew. Monitory wydawały dźwięki ostrzegawcze.

Amelia założyła rękawiczki. Henderson ustawił retraktory. Pielęgniarki ustabilizowały pacjenta. Terapeuta oddechowy wyregulował respirator.

Następnie-

Skalpel.
Nacięcie.
Rozlana krew.
Dłonie Amelii poruszały się szybko, metodycznie, precyzyjnie.

To były właśnie takie chwile, dla których istniała – gdy każde uderzenie serca, każda decyzja, każda sekunda miały znaczenie.

Marine jęknęła i wygięła się w łuk, próbując coś zrobić. Amelia nacisnęła spust, szukając źródła krwawienia.

„Głęboka penetracja odłamkami” – mruknęła. „Rozcięcie wątroby… może śledziony. Cofnij tutaj”.

Henderson poszedł za jego przykładem bez zadawania pytań.

Zastabilizowali krwawienie, usunęli odłamki, opatrzyli rozdartą tkankę, zabezpieczyli ranę i przywrócili funkcje życiowe.

Po czterdziestu pięciu wyczerpujących minutach puls żołnierza piechoty morskiej się uspokoił.

„Ciśnienie utrzymuje się” – powiedziała Amelia, ciężko oddychając. „Stan jest stabilny”.

Henderson westchnął i odchylił się do tyłu.

„Właśnie uratowałeś mu życie” – powiedziała.

„I złamał co najmniej cztery kolejne protokoły”.

Henderson prychnął. „W takim razie zajmiemy się papierkową robotą”.

Amelia otarła czoło rękawem. „Uda mu się”.

Sanitariusze wystąpili naprzód, a w ich oczach pojawiła się wdzięczność.

„Dziękuję pani” – wyszeptał jeden z nich. „On jest… on jest moim bratem”.

Amelia zamarła – zupełnie się tego nie spodziewała.

Położyła dłoń na ramieniu młodego mężczyzny. „Wtedy nigdy nie umrze na mojej warcie”.

Ale ratowanie życia żołnierza piechoty morskiej w środku nocy wiązało się z konsekwencjami.

Przed wschodem słońca Amelia otrzymała wiadomość e-mail z adnotacją PILNE – ZAWIADOMIENIE O PRZEGLĄDZIE ADMINISTRACYJNYM .

Potem drugi.
I trzeci.

Około południa wezwano ją na spotkanie z zespołem prawnym szpitala.

Świetnie.
Sępy krążyły.

Weszła do sali konferencyjnej i natychmiast poczuła spadek temperatury. Trzech prawników siedziało za stołem zawalonym segregatorami i dokumentami dotyczącymi polityki. Jedna z nich, poważnie wyglądająca kobieta o imieniu Karen Baines , uniosła brodę.

„Doktorze Grant” – powiedziała. „Mamy pewne obawy”.

Amelia skrzyżowała ramiona. „Słucham.”

„Wczoraj wieczorem przeprowadziłeś nienadzorowaną, poważną operację urazową”.

„Nie było dostępnego lekarza prowadzącego” – powiedziała Amelia. „Pacjentka krwawiła”.

„Nie o to chodzi.”

„A więc co?”

Karen otworzyła segregator i przesunęła kartkę na stół.

„To jest lista uprawnień. Nie jest pan sklasyfikowany jako chirurg urazowy.”

„Nie miałam czasu sprawdzić listy” – warknęła Amelia. „Miał ciśnienie czterdzieści na dwadzieścia”.

Wyraz twarzy Karen się nie zmienił. „Po prostu nie możemy pozwolić, żeby rezydenci wykonywali nieautoryzowane operacje”.

„Nie jestem już rezydentem” – poprawiła Amelia. „Jestem ordynatorem oddziału medycyny ratunkowej”.

Prawnik pochylił się do przodu. „To nie zwalnia cię z obowiązku przestrzegania zasad”.

„Polityka nie ma znaczenia, jeśli pacjent umrze” – powiedziała chłodno.

Karen wygładziła rękaw kostiumu. „Doktorze Grant, pańskie zachowanie stwarza niebezpieczny precedens”.

Amelia spojrzała gniewnie. „Tak. Precedens ratowania ludzi”.

Karen westchnęła zirytowana. „Ten szpital jest zagrożony. Jeśli marine lub jego rodzina złożą wniosek…”

„Nie zrobią tego” – powiedziała Amelia. „Dosłownie uratowałam mu życie”.

„Nie wiesz tego.”

Amelia podeszła bliżej do stołu, jej głos był niski, pewny i spokojny, co sprawiło, że wszyscy trzej prawnicy poczuli się nieswojo.

„Wiem, co się dzieje, gdy lekarze wahają się ze strachu. Ludzie umierają. I nigdy na to nie pozwolę. Nie na moim oddziale ratunkowym”.

Cisza.

Na koniec Karen zamknęła teczkę.

„Zarząd zbada ten incydent. Możesz zostać wezwany na formalne przesłuchanie”.

Amelia nawet nie drgnęła. „Będę gotowa”.

Odwróciła się i wyszła. Jej puls walił jak młotem, ale nie ze strachu.

Z wściekłością.

Tego wieczoru James pojawił się w szpitalu bez zapowiedzi.

Znalazł ją siedzącą samotnie na dachu, z nogami zwisającymi z betonowej półki, wpatrującą się w panoramę San Diego. Słońce zachodziło ognistymi smugami pomarańczy i czerwieni.

„Czy mogę usiąść?”

Nie odrywała wzroku od horyzontu. „Od kiedy pytasz o pozwolenie?”

Usiadł obok niej i lekko otarł się o jej ramię.

„Wszystko w porządku?”

Roześmiała się bez humoru. „Nie. Ale żyję”.

„Kłopoty prawne?”

Skinęła głową. „Przygotowują się do ponownego śledztwa w mojej sprawie”.

„Za uratowanie kolejnego życia” – mruknął James. „Niewiarygodne”.

„Taki jest system” – powiedziała cicho. „Jest zbudowany na opak. Nagradzaj tych, którzy przestrzegają zasad. Karz tych, którzy je łamią, nawet jeśli ich złamanie kogoś ratuje”.

„A jednak” – powiedział łagodnie James – „i tak nadal ratujesz ludzi”.

Lekko obróciła głowę.

„Uważasz, że postępuję słusznie?”

„Wiem, że tak jest” – powiedział. „Bo kiedy ja umierałem na pustyni, a wszyscy inni zamarzli, ty nie”.

Zaparło jej dech w piersiach. Spojrzała na swoje dłonie.

„Mówią, że podjąłem zbyt duże ryzyko”.

James uśmiechnął się ironicznie. „Rodzina tego Marine’a tak nie uważa. Jego młodszy brat prosił mnie, żebym ci to dał”.

Podał jej małą złożoną kartkę papieru.

Notatka napisana ręcznie.

Doktorze Grant,
uratował mi pan życie, kiedy nie miałem prawa przeżyć. Jeśli ktoś pana zapyta, proszę mu powiedzieć, żeby ze mną porozmawiał. Sprawił pan, że znów uwierzyłem w cuda.
​​— Szeregowy Lucas Young

Amelię piekły oczy.

Wsunęła notatkę do kieszeni kurtki.

„Dziękuję” – wyszeptała.

James szturchnął ją w ramię. „Wiesz… większość ludzi przez całą karierę nie robi niczego naprawdę niezwykłego. Ty robisz niezwykłe rzeczy przed śniadaniem”.

Zaśmiała się cicho. „To wyczerpujące”.

„Tak” – powiedział James. „Ale warto”.

Siedzieli razem, gdy ostatnie smugi światła słonecznego znikały za horyzontem.

Następnego ranka rada szpitala wezwała Amelię – nie w celu ukarania jej, lecz na rozmowę.

Przewodniczący usiadł na czele stołu.

„Doktorze Grant” – powiedział. „Przeanalizowaliśmy incydent z wczorajszej nocy”.

Przygotowała się.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Wróciłem wcześniej z misji i zastałem moją żonę w ramionach innego mężczyzny — ale kiedy nagranie stało się viralem, ludzie mówili, że to ja jestem w błędzie.

Kiedy znów pojawił się w sieci, w końcu odniósł się do wszystkiego. Ale nie w filmie. Napisał długi post. Powiedział, ...

Mój ojciec wyrzucił mnie z domu, gdy dowiedział się, że jestem w ciąży — 18 lat później odwiedził go mój syn

Więc kiedy nadeszły jego 18. urodziny i zapytałam go, czego chce — ciasta, kolacji, przyjaciół — spodziewałam się, że wzruszy ...

W pralce znajduje się „małe pudełko” o niezwykle silnym zastosowaniu: nieumiejętność jego wykorzystania to marnotrawstwo

Środkowa przegródka „małego pudełka” wydaje się mniejsza niż dwie pozostałe przegródki, ponieważ mieści płyn zmiękczający tkaniny; możemy wlać tam niewielką ...

Koniec kontroli: historia wolności i buntu

„Doskonale” – odpowiedziałem. „Jestem wolny”. Wsiadając do radiowozu, by bezpiecznie odjechać, pomyślałem o wszystkim, o czym milczałem przez lata. O ...

Leave a Comment