„I uznaliśmy, że Protokół Granta cię chroni”.
Amelia mrugnęła. „Co?”
Członek zarządu przesunął dokument.
„Sprawa Marines kwalifikuje się jako nagły przypadek zagrażający życiu, bez możliwości interwencji chirurgicznej. Państwa działania są zgodne z zasadami protokołu”.
Karen, prawniczka, siedziała w kącie i marszczyła brwi, wyraźnie przegłosowana.
„Więc mówisz…” Amelia powiedziała powoli.
„Wspieramy was” – zakończył przewodniczący.
„Tym razem” – mruknęła.
Zarząd zaśmiał się niezręcznie.
Inny członek dodał: „Rodzina marines już publicznie chwali szpital. A marynarka wojenna… cóż… oni właściwie nie krytykują twojej decyzji”.
„To mało powiedziane” – powiedział przewodniczący. „Dziś rano otrzymaliśmy telefon z Departamentu Obrony z gratulacjami za zatrudnienie pana”.
Amelia zacisnęła usta, oszołomiona.
Przewodniczący pochylił się do przodu.
„Zmieniasz ten szpital. Nie przestawaj.”
Ale stara gwardia nie zamierzała przestać walczyć.
Tego popołudnia Amelia zastała Hendersona czekającego na nią w jej biurze.
Starszy lekarz wyglądał na napiętego i skonfliktowanego.
„Musimy porozmawiać” – powiedział Henderson.
„A co z wczorajszą nocą?”
„Nie. O tym, co będzie dalej.”
Henderson zamknęła drzwi, co zdarzało się jej rzadko.
„Niektórym starszym lekarzom nie podoba się kierunek, w jakim zmierzasz”.
Amelia skrzyżowała ramiona. „Nie pracuję dla nich”.
„Nie” – zgodził się Henderson. „Ale mogą ci utrudnić życie. I planują to zrobić”.
“Kto?”
„Nie wymieniam nazwisk. Ale próbują odświeżyć argument, którego Owens użył, żeby cię zwolnić”.
Amelia zacisnęła szczękę. „Że jestem impulsywna. Że działam za szybko”.
„Że jesteś niebezpieczny” – powiedział cicho Henderson.
W pokoju zrobiło się zimno.
Po dłuższej chwili Amelia zapytała: „Czy zgadzasz się z nimi?”
Henderson zawahał się.
Następnie stanowczo pokręciła głową.
„Nie. Myślę, że jesteś niezbędny. Ale musisz być przygotowany. Będą cię testować. Będą cię naciskać. Spróbują złapać na błędzie.”
Amelia powoli wypuściła powietrze. „W takim razie dopilnuję, żeby tego nie zrobić”.
Henderson uśmiechnął się do niej zmęczonym uśmiechem. „Dobrze. Bo nadchodzi burza – a ty jesteś w jej centrum”.
Tej nocy Amelia znów pracowała do późna. Na oddziale ratunkowym rozbrzmiewała jak zwykle chaotyczna orkiestra alarmów, krzyków, szybkich kroków i przetaczanych noszy.
Około północy Margarita – pielęgniarka, która zawsze była dla niej miła – znalazła ją w pokoju zaopatrzeniowym, gdy uzupełniała zestawy ratunkowe.
„Doktorze Grant” – powiedziała – „musi pan zrobić sobie przerwę”.
„Tak, zrobię to. W końcu.”
Margarita spojrzała na nią. „Nie pozwól im cię złamać”.
„Nie zrobią tego” – powiedziała Amelia. „Nie pozwolę im”.
Ale ona to czuła.
Narastające napięcie.
Opór zaciskający się jak imadło.
Rozpoczęła rewolucję.
A rewolucje zawsze niosły ze sobą konsekwencje.
Wyszła z pokoju zaopatrzeniowego akurat w chwili, gdy na oddziale ratunkowym rozległ się przerażony krzyk.
„Kod niebieski! Pacjent się załamał! Potrzebujemy doktora Granta – natychmiast!”
Amelia nie wahała się.
Ona pobiegła.
Bo wahanie zabija.
Akcja zapisana.
A ona zawsze wybierała tę drugą opcję.
Zawsze.
CZĘŚĆ IV
Krzyk odbił się echem na oddziale ratunkowym niczym strzał z pistoletu.
„ KOD NIEBIESKI! Pokój 7! Dr Grant — TERAZ! ”
Amelia pobiegła korytarzem, zanim jej mózg zdążył przetworzyć kierunek. Pielęgniarki się rozstąpiły. Wózki potoczyły się. Monitory piszczały w szalonym, desperackim rytmie.
Kiedy wpadła do pokoju numer 7, zobaczyła mężczyznę w średnim wieku leżącego na noszach, z bladą skórą i ledwo unoszącą się klatką piersiową. Jego żona stała w kącie, krzycząc przez łzy, zakrywając usta dłońmi.
„Co się stało?” warknęła Amelia.
Pielęgniarka Kayla natychmiast wyrecytowała szczegóły. „Ostra niewydolność oddechowa – omdlenie podczas triażu – możliwa zatorowość płucna – brak pulsu!”
„Rozpoczynamy uciskanie klatki piersiowej!” Amelia wskoczyła na stopień i zaczęła uciskać klatkę piersiową z rytmiczną, brutalną precyzją.
„Jeden miligram epinefryny” – zamówiła.
Kayla wcisnęła strzykawkę.
Henderson rzucił się do ataku, zakładając rękawiczki. „Co mamy?”
„Rozległy zator” – powiedziała Amelia między uciskami. „On już umiera”.
„Leki trombolityczne?” zapytał Henderson.
„Za wolno.”
Oczy Hendersona rozszerzyły się. „A potem co?”
„Masaż serca na otwartej klatce piersiowej” – powiedziała Amelia.
Henderson zamarł. „Grant… jeśli to zrobisz…”
„Uratujemy go albo stracimy”. Amelia podniosła wzrok. „Przygotuj tacę”.
W pokoju zapadła głucha cisza, po czym Henderson się poruszył.
Bycie dobrym lekarzem czasami oznaczało działanie wbrew własnym lękom.
W ciągu kilku sekund przygotowano tacę do torakotomii ratunkowej.
Skalpel.
Rozwieracz żeber.
Kleszcze.
Hemostaty.
Żona szlochała jeszcze mocniej. Amelia podeszła do niej i położyła jej mocną, pewną dłoń na ramieniu.
„Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby go odzyskać” – powiedziała. „Ale musimy działać teraz”.
Kobieta skinęła głową przez łzy. „Proszę… proszę, uratuj go”.
Bez wahania.
Bez strachu.
Po prostu cel.
Amelia wróciła do łóżka i włożyła nową parę rękawiczek.
„Kayla, zadzwoń do banku krwi – dwie jednostki 0- są gotowe.”
„Tak, doktorze.”
„Henderson, twoje ręce są teraz pewniejsze niż moje. Pierwsze nacięcie?”
Henderson pokręciła głową. „Nie. To ty znasz tę procedurę jak własną kieszeń. Wycofam to.”
Amelia skinęła głową z wdzięcznością.
“Skalpel.”
Zrobiła nacięcie między żebrami. Krew się rozlała. Zapach adrenaliny i żelaza wypełnił pomieszczenie.
„Rozszerzacz żeber”.
Henderson otworzył klatkę piersiową. Serce mężczyzny leżało odsłonięte – ciche. Nieruchome.
Amelia sięgnęła do środka, objęła go obiema dłońmi i zaczęła uciskać ręcznie.
„No dalej” – mruknęła. „No dalej, no dalej – nie rezygnuj ze mnie”.
Monitory wyświetlały obraz w trybie płaskim.
„Naładuj do 20” – powiedziała.
Elektrody defibrylatora umieszczono na otwartej powierzchni serca. Ładunek narastał – pikanie, pikanie –
“Jasne!”
Wstrząs przeszedł przez całe ciało.
Nic.
„Jeszcze raz. Czysto!”
Kolejny wstrząs.
Jakiś szmer ruchu, a potem nic.
Henderson wyszeptał: „Grant…”
„Jeszcze raz!” zażądała Amelia. „Czysto!”
Trzeci szok nastąpił.
Serce się ścisnęło.
Poza tym.
Następnie-
Pip.
Pip.
Pip.


Yo Make również polubił
Mój mąż nie chce już jeść chleba ze sklepu, chleba bez wyrabiania
Biały ocet: tajna broń w walce o śnieżnobiałe ubrania i puszyste ręczniki!
Ciasto makowe z kremem waniliowym z 1 opakowaniem pudru waniliowego
Sekretne Pętle Śnieżne – Przepis na Niezwykle Pyszne Słodkości, Które Zachwycą Każdego!