Część 1 

Neon brzęczał słabo w mżawce, a jego różowe światło migotało niczym bicie serca, które nie chciało ustać. Całodobowa restauracja Tommy’ego stała na skraju odludnego odcinka drogi nr 17, niczym droga, którą kierowcy ciężarówek uciekali przed ciszą między stanami, a osoby cierpiące na bezsenność uciekały przed samymi sobą. Wewnątrz zapach spalonej kawy i smażonej cebuli unosił się wszędzie – w winylowych kabinach, chromowanych blatach, zmęczonych duszach.

Mia Roberts zawiązała fartuch drżącymi palcami, starając się nie patrzeć na swoje odbicie w kawiarce. Delikatny fioletowy nalot pod jej lewym okiem był wciąż widoczny, nawet pod starannie nałożoną warstwą korektora. Nadgarstek bolał ją w miejscu, gdzie bransoletka nie do końca zakrywała żółknący brzeg siniaka. Opuściła rękaw i wzięła głęboki oddech.

„Trzymaj swoje życie osobiste z dala od mojej restauracji” – powiedział jej kierownik w zeszłym tygodniu, zapalając kolejnego papierosa, którego nie wolno mu było palić w środku. „Klienci przychodzą tu, żeby zapomnieć o swoich problemach, a nie oglądać twoje”.

Więc się uśmiechała, bo uśmiechanie nic nie kosztowało i nie mogła sobie pozwolić na utratę kolejnej pracy.

Zegar wybił 23:42. Tłum był rzadki: dwóch kierowców ciężarówek o twarzach jak znoszona skóra; student pochłonięty laptopem; a przy narożnym stoliku mężczyzna, którego już wcześniej widziała – cichy. Zawsze samotny. Zawsze obserwujący.

Miał na sobie prostą szarą bluzę z kapturem, ciemne dżinsy i ten wyraz cichej cierpliwości, jaki posiadają tylko nieliczni mężczyźni. Miał taką twarz, którą się rozpoznaje, ale nie potrafi się jej umiejscowić – dopóki nie uświadomi się sobie, że widziało się ją na plakatach filmowych, na ekranach, w opowieściach o ludziach, którzy dokonywali rzeczy niemożliwych.

Jason Statham.

Nie żeby ktokolwiek wierzył, że to naprawdę on. Po co gwiazda filmowa jadłaby jajka o północy w jakiejś knajpce? Ale przychodził raz czy dwa razy w tygodniu, zamawiał czarną kawę, może kanapkę z indykiem i wychodził bez rozgłosu. Dawał solidne napiwki. Pilnował swoich spraw.

Dziś jednak jego wzrok podążał za Mią, gdy pracowała przy ladzie. Nie wzrokiem mężczyzny, który się gapi – ale wzrokiem człowieka, który widzi.

I widział wszystko.

Na drugim końcu baru siedziało dwóch mężczyzn, którzy nie pasowali do tego miejsca. Pierwszy był wysoki, barczysty, z gładko zaczesanymi do tyłu włosami i śmiechem, który brzmiał groźnie. Drugi był niższy, bardziej wredny, z twarzą, która drgała, gdy się uśmiechał. Ich skórzane kurtki lśniły w świetle jarzeniówek, a buty były porysowane brudem, jakiego nie odziedziczy się po uczciwej pracy.

Mia już im wcześniej służyła. Dokładnie poprzedniego wieczoru.

Żałowała, że ​​to zrobiła.

Nazywali ją kochaniem. Prosili, żeby „więcej się uśmiechała”. Jeden z nich musnął jej ramię, gdy sięgnęła po jego talerz, a jego palce zatrzymały się na nim zbyt długo. W jego oddechu czuć było ciężki zapach whisky.

Teraz wrócili.

Starała się nie drżeć, podchodząc. „Co podać, panowie?”

„Kawa” – powiedział wysoki, odchylając się do tyłu. „I może tym razem uśmiech”.

Jego przyjaciel zaśmiał się cicho. „Zapomniałeś jej twarzy, Tommy? To ona ostatnio upuściła ci ciasto. Może potrzebuje motywacji”.

Mia mówiła spokojnie: „Kawa, to jest to”.

Odwróciła się szybko i ruszyła w stronę lady, krocząc odrobinę za szybko. Śmiech podążał za nią jak dym.

Za nią dłoń Jasona zamarła nad filiżanką kawy. Jego wzrok, ciemny i nieprzenikniony, przesunął się z Mii na mężczyzn, a potem z powrotem. Zauważył lekki grymas w jej ruchu, sposób, w jaki jej ramiona zgięły się wpół, jakby przygotowywała się na uderzenie.

Widział już wcześniej taką mowę ciała – w zaułkach, kryjówkach i zapleczach na całym świecie. To nie był strach przed konfrontacją. To był strach przed powtórzeniem. Strach przed ponownym spotkaniem.

Kiedy Mia wróciła do stolika z kawą, wysoki sięgnął po jej nadgarstek, uśmiechając się szeroko. „No, kochanie, nie uciekaj tak szybko…”

Łyżeczka Jasona brzęknęła o spodek.

Dźwięk był cichy. Ale przeciął pomieszczenie niczym wystrzał z pistoletu.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama