W środku była moja przyszłość – dokumentacja mojej własnej firmy: Solar Therapeutics.
Zarejestrowanej trzy tygodnie temu, wyłącznie na moje nazwisko.
Wtedy wydawało się to przesadą – planem awaryjnym na wypadek, gdyby Ellis nadal „zapominał” o uznaniu mojej pracy.
Teraz brzmiało to jak proroctwo.
Zacząłem przeglądać pliki, dwukrotnie sprawdzać rejestry danych i przygotowywać prezentację, którą miałem przedstawić Kieranowi i inwestorom za niecałe sześć godzin.
Gdyby chcieli cudu, dałbym im go.
Ale tym razem musieliby za niego zapłacić odpowiedniej osobie.
O 2:30 ktoś zapukał do moich drzwi i Newton wskoczył pod kanapę.
Sprawdziłem przez wizjer – Ellis .
Oczywiście.
Był sam, jego czarny sedan stał na krawężniku z włączonym silnikiem. Wyglądał… starzej.
Stres wyrył mu w ciągu nocy nowe zmarszczki na twarzy.
Zastanawiałem się, czy go zignorować, ale to tylko opóźniłoby nieuniknione. Otworzyłem drzwi.
„Czy mogę wejść?” zapytał cicho.
Odsunąłem się bez słowa.
Rozejrzał się po mieszkaniu – mała kuchnia, stosy czasopism, delikatny zapach kawy. Jego wzrok padł na mojego laptopa, ale nie zatrzymał się na nim na dłużej.
„Inwestorzy wyszli” – powiedział w końcu.
„Przykro mi to słyszeć” – odpowiedziałem.
„Nie, nie jesteś” – powiedział z gorzkim śmiechem. „Zaplanowałeś to”.
„Planowałem chronić swoją pracę” – poprawiłem. „Reszta była efektem ubocznym”.
Przeczesał włosy dłonią. „Belle była nadgorliwa. Nie powinna była prezentować się bez ciebie. Ale możemy to naprawić. Wróć. Pełny kredyt zaufania, wyższe stanowisko, podaj swoje warunki”.
Aż smutno było patrzeć, jak bardzo był przewidywalny.
Prawie.
Przyjrzałem mu się przez chwilę – temu człowiekowi, który kiedyś powiedział mi, że jestem „przyszłością firmy”. Człowiekowi, który zbudował imperium na pracy innych ludzi.
„Dlaczego miałbym ci teraz zaufać?” zapytałem cicho.
„Bo bez ciebie stracilibyśmy wszystko” – powiedział.
„Nie, Ellis” – powiedziałem, kręcąc głową. „ Stracisz wszystko. Ja już zacząłem od nowa”.
Coś błysnęło w jego oczach – nie do końca zaskoczenie. Rozpoznanie. Znów mnie nie docenił.
„Nie możesz udostępniać naszych badań konkurencji” – warknął. „Wszystko, co opracowałeś, należy do firmy”.
„Nieprawda” – powiedziałem spokojnie. „Wszystko, co stworzyłem dla firmy, należy do firmy. Wszystko, co stworzyłem po tym, jak zorientowałem się, że twoja córka kradnie moją pracę, należy do mnie”.
Jego wyraz twarzy stwardniał. „Nigdy nie wygrasz tej walki”.
„Już to zrobiłam” – powiedziałam cicho.
Wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym odwrócił się w stronę drzwi. „Popełniasz błąd”.
„Może” – powiedziałem. „Ale to moja sprawa”.
Gdy wyszedł, zawibrował mu telefon. Zerknął na ekran i jego twarz zrzedła.
„Nie skończyłem” – mruknął, odbierając telefon i odchodząc.
Zamknęłam za nim drzwi, a mój puls stał się stabilny.
Spotkałem się z gorszymi rzeczami.
Ludzie tacy jak Ellis zawsze wierzyli, że władza pochodzi z posiadania. Nigdy nie zrozumieli, że prawdziwa władza pochodzi z wiedzy.
A tego miałem mnóstwo.
Punktualnie o 15:00 zadzwonił mój telefon.
„Kieran” – powiedziałem, odbierając po pierwszym sygnale.
„Jesteśmy zainteresowani” – powiedział. „Ale nie jestem sam”.
„Tak właśnie zakładałem.”
„Cała grupa inwestycyjna jest tutaj” – kontynuował. „Musimy dokładnie wiedzieć, co macie – a czego Ellis nie ma”.
„Wyślij mi adres SMS-em” – powiedziałem. „Przyniosę dowód”.
Dwie godziny później stałem w sali konferencyjnej na najwyższym piętrze firmy inwestycyjnej z widokiem na centrum miasta.
Była ona lustrzanym odbiciem sali konferencyjnej, w której dwadzieścia cztery godziny wcześniej zakończyłem karierę – te same garnitury, to samo napięcie – tyle że tym razem to ja przejąłem kontrolę.
„Zanim zaczniemy” – powiedziałem, rozstawiając laptopa – „chcę coś wyjaśnić. To, co zaraz zobaczycie, należy do mnie, a nie do Ellis Biotech”.
Kieran skrzyżował ramiona. „To przeczy temu, co nam wczoraj powiedziano”.
„Wyobrażam sobie, że wiele rzeczy, o których powiedziano ci wczoraj, nie wytrzyma krytyki”.
I wtedy zacząłem.
Prezentacja była zwięzła i konkretna – bez zbędnych udziwnień i zbędnych dodatków.
Opowiedziałem im o prawdziwej metodologii, podstawowych zasadach procesu stabilizacji molekularnej i o tym, jak udoskonaliłem go w stopniu, który Belle i Ellis nie byli w stanie pojąć.
Pokazałem dane, nie obietnice.
Wyniki na żywo, nie slajdy.
A kiedy skończyłem, przeprowadziłem krótką demonstrację. Próbka związku na ekranie projektora utrzymywała się stabilnie – bez degradacji, bez odchyleń. Wyniki były idealne.
W pokoju zapadła cisza.
W końcu głos zabrała Amara Patel, jedna ze starszych partnerek:
„To jest… niezwykłe”.
Kieran powoli skinął głową. „To też sprawi, że Ellis będzie wyglądał jak oszust”.
„Ellis to oszust” – powiedziałem po prostu. „Pozwolił swojej córce przedstawić coś, czego nie rozumiała. Inwestorzy kupowali fasadę”.
Wymienili spojrzenia.
„Co dokładnie nam oferujesz?” zapytał Kieran.
Podałem mu teczkę. W środku znajdowały się dokumenty rejestracyjne mojej firmy, wnioski patentowe i zwięzły biznesplan.
„Moja firma, Solar Therapeutics ”, powiedziałem, „szuka inwestycji, aby wprowadzić ten proces na rynek. Żadnych wygórowanych kosztów, żadnego nepotyzmu, tylko naukowcy, którzy wiedzą, co robią”.
Amara przejrzała teczkę. „Założyłeś spółkę trzy tygodnie temu?”
„Widziałem, dokąd to zmierza” – powiedziałem. „I przygotowuję się na nieprzewidziane okoliczności”.
Inny inwestor pochylił się do przodu. „Ile osób jest w twoim zespole?”
„Cztery” – powiedziałem. „Wszyscy byli badacze z Ellis, którzy odeszli, bo znudzili się polityką. Wiemy, co budujemy i wiemy, jak to dokończyć”.
Kieran stuknął w teczkę. „Zdajesz sobie sprawę, że Ellis będzie się temu sprzeciwiał. Będzie twierdził, że jest właścicielem”.
„Niech spróbuje” – powiedziałem, przesuwając kolejny dokument po stole. „Każda linia danych, każdy test, każda iteracja po określonej dacie zostały wykonane poza siedzibą firmy, na moim własnym sprzęcie, z udziałem niezależnych świadków. Wszystko jest udokumentowane i zweryfikowane przez prawnika”.
Przejrzał papiery, lekko unosząc brwi. „Ochraniałeś się miesiącami”.
„Chciałem chronić swoją pracę ” – poprawiłem.
Znów cisza. Tym razem innego rodzaju – taka, która poprzedza okazję.
W końcu Amara zamknęła teczkę. „Będziemy musieli zweryfikować wszystko niezależnie”.
„Cieszę się z tego” – powiedziałem. „A skoro już to robisz, może wstrzymaj się z wysłaniem Ellisowi tych osiemdziesięciu milionów”.
To wywołało kilka uśmiechów.
Kieran wstał i wyciągnął rękę. „Będziemy w kontakcie”.
Kiedy ją uścisnęłam, nachylił się bliżej i powiedział cicho: „Ellis dzwonił do mnie dzisiaj sześć razy. Wpada w panikę”.
Spojrzałam mu w oczy. „Powinien”.
Kiedy wychodziłem z budynku, niebo lśniło pomarańczowo od zachodzącego słońca.
Mój telefon zawibrował, a na ekranie pojawiła się kolejna wiadomość od Zary:
„Ellis traci panowanie nad sobą. Zwolnił trzy osoby. Belle płacze w łazience. Co zrobiłeś ??? ”
Uśmiechnąłem się i wsunąłem telefon do kieszeni.
Na zewnątrz powietrze było chłodne, a miasto tętniło odgłosami wieczornego ruchu ulicznego.
Po raz pierwszy od kilku dni czułem się spokojny – nie zły, nie przestraszony.
Już gotowe.
Bo nie chodziło już o zemstę.
Chodziło o odzyskanie tego, co moje.


Yo Make również polubił
PIECZONY BAKŁAŻAN Z POMIDORAMI I MOZZARELLĄ
5 zaskakujących przyczyn osłabienia nóg u seniorów — i jak sobie z tym poradzić!
Naturalny eliksir dla pelargonii – dzięki temu prostemu przepisowi na pewno zakwitną
Kwiat, który wybierzesz, ujawni Twoją prawdziwą cechę charakteru