Część 1
O 3:11 nad ranem koparka pracowała na biegu jałowym na moim podjeździe niczym smok z zgagą. Jej łyżka unosiła się kilka centymetrów nad dachem z gontu cedrowego, który ręcznie odnawiałem przez sześć miesięcy. Spaliny diesla mieszały się z mgłą, a rytmiczny syk hydrauliki sprawiał, że moje szyby drżały.
Wyszłam na zewnątrz w flanelowych spodniach od piżamy i kapciach, ściskając telefon, a serce waliło mi jak młotem, jakbym obudziła się w czyimś koszmarze.
Kobieta w perłach i daszku od tenisa stała w snopie światła reflektorów maszyny, przyciskając do biodra podkładkę do pisania niczym odznakę szeryfa.
„Masz czterdzieści osiem godzin albo zrównamy tę pionierską chatę z ziemią!” krzyczała, przekrzykując silnik.
Operator — zmęczony mężczyzna w kamizelce odblaskowej i wzrokiem rozbieganym od tysiąca metrów, typowym dla kogoś, komu płacono wystarczająco dużo, by ignorować szaleństwo — wzruszył ramionami.
„Proszę pani, jest trzecia nad ranem” – powiedziałam, mrugając. „Nie może pani… co… co to jest?”
Wskazała długopisem moją chatę. „Sekcja 9B standardów wspólnotowych! Niebezpieczne konstrukcje podlegają natychmiastowemu usunięciu!”
Jej głos był tak piskliwy, że przeszył noc. Okna na całej długości Sycamore Glenn Drive rozświetliły się. Zasłony drgnęły. Czyjś pies zaczął szczekać.
Tak właśnie oficjalnie poznałem Sandrę Withers , prezeskę Stowarzyszenia Właścicieli Domów Sycamore Glenn. Siedem lat u władzy, samozwańcza moralna przewodniczka ślepej uliczki i samozwańcza „strażniczka estetyki przedmieść”.
A ja?
Nazywam się Owen Wrath – mam trzydzieści osiem lat, jestem rozwiedziony, cichy, łagodny i mam alergię na konflikty. Zajmuję się analizą danych. Kolekcjonuję stare mapy. Mówię „żadnych zmartwień”, nawet gdy zmartwienia są ewidentne.
Wszystko, czego pragnąłem, to spokój i miejsce, w którym nie unosiłby się zapach odświeżacza powietrza i polityki wspólnoty mieszkaniowej.
Chata Blackwella była takim miejscem.
Zbudowany w 1869 roku przez rodzinę pionierów, stał na skraju naszego osiedla, gdzie zadbane trawniki Sycamore Glenn stykały się z szumiącymi sosnami. Wszyscy inni widzieli rozpadającą się drewnianą skrzynię, którą należało zburzyć. Ja widziałem historię – miejsce warte ocalenia.
Osiemnaście miesięcy temu kupiłem go na licytacji podatkowej za cenę niższą niż cena używanego samochodu. Został zajęty podczas sporu spadkowego. Siding był szary i kruchy, dach się zapadał, ale konstrukcja była mocna. Spędzałem wieczory i weekendy na jego renowacji – ręcznie, deska po desce.
Nauczyłem się rozłupywać gonty cedrowe z YouTube’a i od siedemdziesięcioletniego rzemieślnika o imieniu Dale, który pachniał tytoniem i trocinami. Przyrządziłem wapno według przepisów z podręczników z XIX wieku. Wyszukałem gwoździe z kwadratowymi łbami na złomowiskach trzy stany dalej.
Każdy gont, każda szyba z falistego szkła była autentyczna. Kiedy skończyłem, chata wyglądała, jakby wyszła z sepiowej fotografii.
Sandra jednak uznała to za coś szpecącego — „atrakcję cosplay z pogranicza”, która kłóciła się z jej wizją osiedla w kolorze beżowym.
Jej kampania przeciwko mnie zaczęła się skromnie.
Na moich drzwiach przyklejono kartkę z informacją: Niedozwolona rustykalna estetyka. Naruszenie art. 7-12-f ustawy.
Tylko że nie było paragrafu 7-12-f.


Yo Make również polubił
Ciasto miodowe przekładane kwaśną śmietaną
Jak zrobić sok detoksykujący oczyszczający wątrobę
Zapomniana Sałatka, Która Wprowadzi Cię w Zachwyt – Prosta, Zdrowa, Bez Majonezu i Pełna Smaku!
Stopa cukrzycowa: czym jest i jak leczyć jedno z najpoważniejszych powikłań cukrzycy