Kiedy powiedziałem operatorowi, że prezes wspólnoty mieszkaniowej próbuje sprzedać prywatną nieruchomość, która nie jest jej własnością, nastąpiła chwila ciszy, zanim urzędnik po drugiej stronie powiedział:
„Proszę pana, to brzmi jak oszustwo”.
Muzyka. Dla. Moich. Uszu.
Uzgodniliśmy plan. Mieli mieć w pobliżu funkcjonariuszy w cywilu podczas rzekomej „transakcji” w klubie. Miałem przynieść dokumenty potwierdzające, że akt własności należy do mnie.
O 15:45 tego popołudnia zaparkowałem naprzeciwko klubowni i obserwowałem Denise, jak przygotowuje swoją małą, fikcyjną ofertę nieruchomości. Miała notes, okulary przeciwsłoneczne i tę samozadowoloną postawę agentki nieruchomości, jakby miała zamiar sprzedać nieruchomość nad morzem, a nie kradziony asfalt.
Kupujący pojawił się punktualnie z kopertą w ręku.
Denise wyciągnęła rękę, uśmiechając się, jakby właśnie zamknęła depozyt. Wtedy podeszło dwóch funkcjonariuszy.
„Proszę pani” – powiedział jeden z nich. „Chcielibyśmy zadać pani kilka pytań na temat miejsca parkingowego, które pani reklamowała w internecie”.
Wyraz jej twarzy – bezcenny. Zamarła w pół uśmiechu, niczym notatnik, w połowie drogi między pewnością siebie a załamaniem.
„C-co masz na myśli?” wyjąkała. „To tylko przeniesienie do innej społeczności”.
„Czy ma pan prawo sprzedać prywatną nieruchomość?” – zapytał funkcjonariusz.
„Cóż, technicznie rzecz biorąc, to nie jest prywatne…” – zaczęła.
Wtedy wysiadłem z samochodu i wręczyłem kopię mojego aktu własności.
Nastała cisza tak czysta, że można by ją było zamknąć w butelce.
Wyraz twarzy Denise zmienił się z zakłopotania w czystą panikę. Funkcjonariusz przekartkował kartki, skinął głową i powiedział: „Proszę pani, jeśli nie udowodni pani własności ani autoryzacji, to wygląda na oszustwo”.
Kupującemu opadła szczęka. „Czekaj – masz na myśli, że to nie było legalne?”
Prawie zrobiło mi się go żal. Prawie.
„Panie” – powiedział mu łagodnie funkcjonariusz – „może pan zażądać od niej zwrotu pieniędzy”.
Denise spłonęła rumieńcem. „To nieporozumienie!” – wyrzuciła z siebie.
Policjant pokręcił głową. „W takim razie sugeruję, żebyś przestał reklamować rzeczy, które do ciebie nie należą”.
Stałem tam z rękami w kieszeniach, rozkoszując się każdą sekundą.
Kiedy policjanci w końcu odeszli, spojrzała na mnie gniewnie, jakbym podpalił jej dom. „Pożałujesz tego” – syknęła.
Uśmiechnęłam się. „Może. Ale nie dzisiaj”.
Tej nocy myślałem, że chaos się skończył. Nalałem sobie nawet drinka i wzniosłem toast za poetycką sprawiedliwość. Ale jak się okazało, Denise dopiero się rozkręcała.
Bo jeśli czegoś się nauczyłam w tym tygodniu, to tego, że nie można lekceważyć małostkowego prezesa stowarzyszenia właścicieli domów, który ma za dużo wolnego czasu, a za mało uczciwości.
I właśnie miałem się przekonać, jak daleko posunie się, żeby uprzykrzyć mi życie.
Część 2:
W poniedziałek po „Incydencie na parkingu” obudził mnie dźwięk zrywanej taśmy za drzwiami wejściowymi.
To nigdy nie jest dobry znak.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem to — jaskrawożółty napis „OGŁOSZENIE O NARUSZENIU” przyklejony tuż na drzwiach niczym szkarłatna litera dla podmiejskich grzeszników.
NARUSZENIE: Niestosowne zachowanie wobec zarządu wspólnoty mieszkaniowej.
GRZYWNA: 250 USD.
UWAGI: „Mieszkaniec zachowywał się agresywnie i zakłócał porządek na zebraniu wspólnoty. Nałożono karę administracyjną zgodnie z paragrafem 7-B”.
Do spotkania nie doszło .
Wpatrywałam się w kartkę przez dobre dziesięć sekund, zanim wybuchnęłam tak głośnym śmiechem, że musiałam oprzeć się o framugę drzwi. To była typowa Denise – małostkowa, złośliwa i całkowicie przekonana, że wydrukowana informacja może mnie zastraszyć i zmusić do uległości.
Tyle że właśnie wdała się w kłótnię z facetem, który dla rozrywki czyta statuty wspólnoty mieszkaniowej.
Złapałem zawiadomienie, zrobiłem zdjęcie i wysłałem je mojemu przyjacielowi Ronowi.
JA: „Zgadnij, kto nadal jest wściekły, że przyłapano ją na sprzedaży asfaltu?”
RON: „Wpisała cię na listę niegrzecznych, stary. Lepiej upiecz jej ciasteczka, zanim podwoi karę”.
JA: „Nie, mam coś lepszego niż ciasteczka”.
Tego popołudnia postanowiłem złożyć królowej Denise kolejną wizytę – ale tym razem zabrałem ze sobą dokumenty.
Drzwi do biura HOA były uchylone i słyszałem jej głos w środku. Rozmawiała przez telefon, tym przesadnie uprzejmym, pasywno-agresywnym tonem, który mógł zdrapać farbę ze ścian.
„Tak, pani Collins, rozumiem, ale pani żywopłot przekracza wysokość o dziesięć centymetrów. Musimy zachować spójność estetyczną, wie pani…”
Zapukałem.
Rozłączyła się w pół zdania i wymusiła na sobie wymuszony uśmiech. „Panie Taylor. Jak miło pana znowu widzieć”.
„Jestem pewna” – powiedziałam, wchodząc do środka. Jej „biuro” wyglądało jak wyrzucony z Etsy – motywujące cytaty w ramkach za dolara, kolorowe segregatory z napisem „INCYDENTY W HOA” i laminowany harmonogram zatytułowany „Tygodniowa Godzina Mocy Denise”.
Rzuciłem zawiadomienie o naruszeniu na jej biurko. „Czy zechcesz to wyjaśnić?”
Udała, że to przegląda. „Ach, tak. Zachowanie destrukcyjne. Zawstydziłeś zarząd przed całą społecznością. Takie zachowanie podważa autorytet”.
„Władza?” – powtórzyłem. „Denise, próbowałaś sprzedać prywatną własność na Facebooku. Policja musiała się zjawić. Narobiłaś sobie wstydu”.
Zacisnęła usta. „Przez ciebie zarząd wypadł źle”.
Pochyliłem się do przodu, głosem spokojnym, ale stanowczym. „Denise, jeśli uważasz, że możesz mnie ukarać grzywną za zgłoszenie twojej nielegalnej działalności, przeczytaj jeszcze raz artykuł 9-C swojego statutu”.
Zmarszczyła brwi. „Co?”
„Sekcja 9-C” – powtórzyłem, wyciągając zaznaczony fragment. „Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości nie może nakładać grzywien za działania związane ze zgłaszaniem zachowań przestępczych lub oszukańczych. To stanowiłoby odwet”.
Jej policzki pokryły się rumieńcem. „Nie możesz tu tak po prostu wparować i cytować regulamin!”
„Jasne, że mogę” – odpowiedziałem z uśmiechem. „To moje prawo jako właściciela domu. Poza tym składam formalną skargę do stanowej rady regulacyjnej HOA. Wkrótce się z tobą skontaktują”.
Jej udana opanowanie załamała się na ułamek sekundy — akurat na tyle długo, abym wiedział, że trafiłem w sedno.
„Miłego dnia, Denise” – powiedziałem, wychodząc.


Yo Make również polubił
Jeśli zobaczysz te białe smugi w swojej szafie, nie zbliżaj się do nich. Natychmiast wyjdź z domu. Nie uwierzysz, co to jest.
Nanieś tylko 1 kroplę… Twoje plamy starcze znikną na zawsze
Jak oczyścić trzustkę w sposób naturalny?
Karmelizowane Banany Cynamonowe