Sejf nie chciał się otworzyć, a ekspres do kawy bulgotał, jakby z niego kpił.
Cal Hartwell stał w swoim narożnym gabinecie na czterdziestym drugim piętrze, bez marynarki, z poluzowanym krawatem, wpatrując się w stalowe drzwi, które nagle uznały, że to szef. Półkolu mężczyzn w szytych na miarę garniturach krążyło wokół klawiatury z laptopami, skanerami i małymi walizkami na narzędzia, które wyglądały na wystarczająco drogie, by mieć własne polisy ubezpieczeniowe. Za oknem rzeka była ciemną wstęgą, a niebo już chyliło się ku wieczorowi.
„Proszę pana” – powiedział główny technik, starając się zachować spokój – „wypróbowaliśmy wszystkie standardowe sposoby obejścia blokady. System jest w trybie blokady, a zegar wewnętrzny nadal działa”.
Cal nie odpowiedział od razu. Po prostu obserwował migające na panelu czerwone cyfry, jakby odliczały jego godność.
Był człowiekiem, którego ludzie nie oglądali, jak upada.
Zbudował firmę transportową z wynajętego biura i używanego pickupa, a teraz jego nazwisko widniało na ścianie budynku i na ustach bankierów, którzy lubili udawać, że wierzyli w niego od samego początku. Ale dokumenty fuzyjne, których potrzebował – prawdziwy atrament, prawdziwe podpisy, takie, których nie da się wysłać mailem – leżały za tymi bezpiecznymi drzwiami, a zegar na ścianie nie przejmował się historią jego pochodzenia.
Dwie godziny. Tyle miał.
Jeden z mężczyzn otarł czoło, mimo że klimatyzacja była tak zimna, że aż przyprawiła o gęsią skórkę. „Możemy wiercić” – zaproponował, jakby proponował ostateczność.
Cal zacisnął szczękę. „Jeśli będziesz wiercić” – powiedział – „rozniesiesz to, co jest w środku”.
Technik szybko skinął głową. „Tak, proszę pana.”
Cal przełknął ślinę i znów wpatrzył się w sejf. Czuł, jak napięcie w pokoju ogarnia go, ciężkie i publiczne, mimo że to biuro było prywatne. Duma ma to do siebie, że potrafi być głośna, nawet gdy nikt nie odzywa się ani słowem.
Wtedy drzwi za nimi otworzyły się z cichym kliknięciem.
Dźwięk był tak cichy, że powinien być niczym, ale i tak wszystkie głowy się odwróciły. Stres sprawia, że jesteś nerwowy, a ludzie u władzy nienawidzą niespodzianek.
Do środka weszła młoda kobieta z wózkiem pełnym środków czyszczących, z włosami związanymi z tyłu i prostym uniformem. Zamarła, widząc garnitury i sprzęt rozrzucone po marmurowej posadzce niczym na nieudanym konkursie naukowym. Jej wzrok powędrował w stronę Cala, a potem opadł na podłogę, jakby mogła stać się niewidzialna, patrząc w dół.
„Przepraszam” – powiedziała szybko. „Nie wiedziałam…”
„Nie teraz” – warknął jeden z mężczyzn, nawet na nią nie patrząc. „Jesteśmy w trakcie czegoś ważnego”.
Zacisnęła mocniej dłoń na trzonku mopa, czując, jak jej policzki płoną. „Tak, proszę pana” – mruknęła.
Cal zauważył, jak jej dłonie były czerwone w kostkach, jakby szorowała coś upartego. Zauważył, jak napięte były jej ramiona, jakby spodziewała się, że ktoś ją uderzy. Zauważył, że na dolnej półce jej wózka stał dziecięcy lunchbox, jaskrawoniebieski, z kreskówkowym pieskiem.
To sprawiło, że się zatrzymał.
„Kim jesteś?” zapytał Cal, a jego głos był tak ostry, że się wzdrygnęła.
Mężczyźni wyglądali na zaskoczonych. Zwykle nie zwracał się do osób takich jak ona. Zwykle nie zwracał się do nikogo, kto nie miał na sobie garnituru.
Ostrożnie uniosła wzrok. „Maddie” – powiedziała. „Madeline Reyes. Jestem z nocnej ekipy”.
Wzrok Cala ponownie powędrował na pudełko z lunchem. „Przyprowadzasz dziecko do pracy?” – zapytał.
Maddie przełknęła ślinę. „Jest w pokoju socjalnym” – powiedziała cicho. „Tylko do czasu, aż moja sąsiadka skończy swoją zmianę. Jest… jest cicho”.
Cal nie odpowiedział. Spojrzał z powrotem na sejf, potem na migające cyfry, a potem na wózek Maddie, jakby wjechał na niewłaściwy film.
Jeden z mężczyzn odchrząknął. „Proszę pana” – powiedział, próbując odwrócić uwagę Cala. „Powinniśmy wznowić. Czas…”
„Wiem, która jest godzina” – powiedział Cal, a jego ton sprawił, że mężczyzna przestał mówić.
Maddie przeniosła ciężar ciała i zaczęła się wycofywać. Nie chciała tu być. Cal to widział. Chciała zniknąć, nie zostawiając odcisków palców.
Wtedy jej wzrok znów powędrował ku klawiaturze sejfu, a w jej wyrazie twarzy coś się zmieniło — tylko lekko zwęziła twarz, jakby zastanawiała się, czy powinna coś powiedzieć.
Cal to złapał.
„Co?” zapytał.
Maddie mrugnęła. „Nic” – odpowiedziała szybko.
Cal wpatrywał się. „To nie było nic takiego” – powiedział.
Jeden z mężczyzn zaśmiał się pod nosem, zirytowany. „Proszę pana, ona jest…”
Maddie wzięła głęboki oddech i ostrożnie powiedziała: „Miga ikona baterii”.
W pokoju wszystko działo się inaczej.
Technik zmarszczył brwi i pochylił się bliżej klawiatury. „To nie problem z baterią” – powiedział szybko. „Przeprowadziliśmy diagnostykę”.
Policzki Maddie poczerwieniały, ale tym razem nie spuściła wzroku. „Diagnostyka może działać nawet wtedy, gdy bateria zapasowa się wyczerpuje” – powiedziała. „Ikona oznacza, że urządzenie jest w trybie ochrony przed niskim poziomem naładowania”.
Główny technik powoli odwrócił się w jej stronę, jakby przemówiła w języku, którego się nie spodziewał. „Skąd to wiesz?” – zapytał, a w jego głosie słychać było protekcjonalność wynikającą ze strachu przed zażenowaniem.
Maddie lekko wzruszyła ramionami. „Mój tata naprawiał sejfy” – powiedziała. „Zanim… zanim go nie było”.
Cal obserwował jej twarz, kiedy to mówiła. Słowa były oczywiste, ale jej szczęka zacisnęła się, jakby połknęła coś ostrego.
Główny technik prychnął. „To nie jest sejf w lombardzie” – powiedział. „To pomieszczenie o wysokim poziomie bezpieczeństwa”.
Maddie nie protestowała. Spojrzała tylko na klawiaturę i cicho powiedziała: „To nadal sejf”.
Cal poczuł dziwne mrowienie w piersi, takie, jakie się pojawia, gdy ktoś powie coś prostego, co przebija jego ego jak nóż chleb.
Oparł się o biurko, patrząc na Maddie. „Jeśli myślisz, że wiesz, co jest nie tak”, powiedział, „powiedz to”.


Yo Make również polubił
5-minutowe ciasto z 1 jajkiem! To ciasto, które robisz codziennie. Proste i pyszne.
Zgniła i Zamierająca Orchidea? Wystarczy Jedna Łyżeczka, Aby W Jednej Chwili Przywrócić Ją do Życia!
VICKS VAPORUB Hack na usuwanie szkodników: Komary i muchy Pająki Gryzonie Karaluchy i meszki
Domowe napoje imbirowe – rozgrzewające i orzeźwiające