Część pierwsza:
Wiatr smagał stary dom Harry’ego Sullivana, jakby burza żywiła do niego osobistą urazę. Śnieg walił w okna wściekle, uderzając w nie z taką siłą, że cały dom jęczał. Harry siedział przy swoim stole warsztatowym w osobnym warsztacie za domem.
Znajomy rytm papieru ściernego szorującego o dąb pomagał mu wyciszyć myśli. Zajął się wygładzaniem nogi krzesła do jadalni, które naprawiał dla klienta w mieście. Wióry zwijały się i opadały wokół jego butów, zbierając się w miękkie sterty pachnące świeżym drewnem i żywicą. Ostre światło żarówki rzucało jego długi cień na podłogę.
Było już grubo po północy, ale Harry wolał te godziny. Ciszę, samotność, sposób, w jaki świat zewnętrzny zdawał się kurczyć, aż pozostał tylko jego mały krąg światła. Lepsze to niż leżenie w łóżku i wpatrywanie się w sufit, za dużo rozmyślając o ludziach, których stracił – albo o tych, do których najwyraźniej nie mógł już dotrzeć.
Wtedy to usłyszał.
Trzy mocne uderzenia.
Harry zamarł w pół ruchu, jego papier ścierny zatrzymał się na dębie. Przez chwilę myślał, że to może burza, jakiś odłamek rzucony na elewację. Ale potem znowu się to powtórzyło.
Jeszcze trzy.
Trudne. Pilne. Rozpaczliwe.
Powoli odłożył papier ścierny, a każdy nerw w jego ciele pulsował z niepokoju. Nikt nie przychodził do jego warsztatu o tak późnej porze. Nikt go w ogóle nie odwiedzał, naprawdę – już nie.
Harry wytarł dłonie o dżinsy i nasłuchiwał, jego oddech niósł się w ciszy. Znów to samo. Tym razem walenie do tylnych drzwi jego domu.
Zgasił światło i wyszedł w noc, pokonując krótki odcinek drogi z warsztatu do kuchni z podniesionym kołnierzem płaszcza, chroniąc się przed kłującym śniegiem. Burza smagała go po twarzy, ostre igły lodu niesione wiatrem. Szarpnął drzwi kuchni i wślizgnął się do środka, ciepło domu otuliło go niczym koc po ukąszeniu powietrza.
Z kuchni włączył światło na ganku. Przez szybę zobaczył postać skuloną na tle białego świata – drobną postać, pochyloną w wietrze, ściskającą coś mocno przy piersi.
Krew Harry’ego zamieniła się w lodowatą wodę.
Szarpnął drzwi. Chłopiec zatoczył się do przodu, śnieg przylepiał mu cienką kurtkę do ciała, a policzki miał czerwone od wiatru. W ramionach trzymał zawiniątko owinięte w przemoczony różowy koc.
Jego siostrzeniec.
8-letni Martin.
A w jego ramionach, ledwo widoczna pod przemoczonym kocykiem, leżała mała Ari. Miała sześć miesięcy. Jej maleńka główka opadła na jego pierś.
„Wujku Harry!” Zęby Martina szczękały tak gwałtownie, że ledwo mógł wymówić słowa. Jego oczy były szeroko otwarte z przerażenia. „Proszę… pomóż nam.”
„Jezu Chryste, wchodźcie do środka!” Harry przeciągnął oboje dzieci przez próg i zatrzasnął drzwi, by odegnać wyjący wiatr. Zimno oblepiało ich niczym dym.
„Co ty, do cholery, robisz w tę burzę?” – zapytał, choć w jego głosie słychać było raczej strach niż gniew.
Martin zachwiał się na nogach, blady jak wosk, a jego usta już zaczynały sinieć. „Mamo… mama kazała mi biec. Powiedziała… żebym przyprowadził Ariego do ciebie”.
Harry wyjął ręczniki z kosza na pranie i owinął nimi chłopca i dziecko, a jego ręce drżały podczas pracy. Dziecko cicho pojękiwało, a jego maleńka twarz była czerwona od zimna.
„Gdzie jest twoja matka?” Głos Harry’ego stał się niski, niebezpiecznym tonem, którego nie używał od lat.
„U babci”. Głos Martina tym razem załamał się boleśnie, jakby pękła tama. „Znowu się kłócili. Babcia… próbowała zabrać Ariego. Mama kazała mi uciekać”.
Szczęka Harry’ego zacisnęła się tak mocno, że aż bolała. Celeste. Jego matka. Wciąż gra w swoje pokręcone gierki, po tylu latach.
„Mama powiedziała, że zapewnisz nam bezpieczeństwo”. Martin mocniej objął dziecko, nawet gdy Harry wyciągnął ręce, żeby je wziąć.
Harry delikatnie wyjął Ari z rąk Martina. Niemowlę było przerażająco zimne, a jego oczy szkliste i nieostre. Przycisnął je do piersi, próbując wtulić się w nie siłą woli.


Yo Make również polubił
Nie ignoruj tych małych czerwonych plamek na ramieniu – mogą to być ważne sygnały ostrzegawcze
Błyskawiczne paszteciki mamy
Korzyści z codziennego picia wody ze skórką cytrynową
Matka wyrzucona, sekret milionera ujawniony