Część 1

Czy spotkałeś kiedyś kogoś tak pijanego władzą, że zaczął myśleć, że prawo zaczyna się i kończy na nim?
Tak. To moja przewodnicząca wspólnoty mieszkaniowej, Karen Whitmore.

Zanim zajdę za daleko, pozwólcie, że nakreślę tło. Nazywam się Ethan Brooks , mam czterdzieści dwa lata, jestem weteranem, właścicielem domu i najwyraźniej kolejnym celem podmiejskiej tyranii.

Mieszkam w spokojnej okolicy w Kolorado – a przynajmniej kiedyś była cicha, zanim Karen zamieniła ją w prywatne lenno. Rzędy identycznych, dwupiętrowych domów, miejsce, w którym każdy ma identyczne skrzynki pocztowe i macha do nich z podjazdu, niezależnie od tego, czy mówi poważnie, czy nie.

Kiedy przeprowadziłem się tu pięć lat temu, myślałem, że trafiłem szóstkę w totka. Świetne szkoły, bezpieczne ulice i społeczność, która wyglądała jak z reklamy kawy.

Potem ją poznałem .

Karen była kobietą, która nie chodziła pieszo – patrolowała. Spodnie khaki, daszek, okulary przeciwsłoneczne, notes w jednej ręce, kompleks władzy w drugiej. Traktowała wspólnotę mieszkaniową jak wydział bezpieczeństwa wewnętrznego.

Na początku byłem w jej dobrych stosunkach. Płaciłem składki na czas, dbałem o trawnik, a nawet odmalowałem skrzynkę pocztową, gdy zostawiła mi jedno ze swoich niesławnych, przyjacielskich przypomnień .

Ale w przypadku Karen posłuszeństwo czyniło z ciebie ofiarę, która zbyt łatwo wykonywała rozkazy.

Pierwsze „naruszenie” nastąpiło sześć miesięcy po moim wprowadzeniu się.

Moje kosze na śmieci — ustawione schludnie na boku garażu — były „widoczne z ulicy”.

Dobrze. Zbudowałem dla nich mały wybieg. Problem rozwiązany.

Potem przyszła kolej na moją trawę. Najwyraźniej mój „odcień zieleni nie spełniał standardów lokalnych”.

Tak. Odcień zieleni.

Wysłała mi list, w którym zasugerowała „zainwestowanie w nawóz lepszej jakości”.

Prawie wysłałem jej worek obornika z kokardą. Prawie.

Ale dałem sobie spokój.

Potem, trzy lata później, zrobiłem coś, co sprawiło, że głowa Karen eksplodowała: wynająłem piwnicę.

Mój lokator, Jake Turner, nie był zwykłym lokatorem. Był przyjacielem – facetem, z którym służyłem za granicą.

Po tym, jak uraz pleców przerwał jego karierę strażaka, potrzebował miejsca do spania. Miałem w pełni wykończoną piwnicę z osobnym wejściem. Idealnie pasowało.

Zanim pozwoliłem mu się wprowadzić, sprawdziłem każdy punkt w regulaminie wspólnoty mieszkaniowej.
Nic, absolutnie nic , nie mówiło, że nie można wynająć części swojej nieruchomości.

Jake był cichy, zapłacił czynsz na czas, skosił trawnik bez mojej prośby i naprawił płot obok, gdy stary pan Anderson się poślizgnął.

Był to taki sąsiad, jakiego każdy powinien chcieć mieć.

Oczywiście, z wyjątkiem Karen.

Trzy tygodnie po tym, jak Jake się wprowadził, wróciłem do domu i znalazłem pomarańczową kopertę przyklejoną do moich drzwi wejściowych, zapisaną wielkimi literami:

ZAWIADOMIENIE O NARUSZENIU PRAW WSPÓLNOTY – NAJEM BEZ UPRAWNIEŃ
Masz czternaście (14) dni na usunięcie wszystkich nieuprawnionych lokatorów, w przeciwnym razie zostaniesz eksmitowany.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama