Twarz Richarda poszarzała jak brudny popiół. „Kodicyl? Nigdy nie zatwierdziłem kodycylu”.
„Pani Vance wyraźnie stwierdziła, że sprawa powinna zostać złożona w trybie prywatnym” – powiedział Harrison. „Czy mam to przeczytać?”
Richard opadł z powrotem na krzesło. Powietrze w pokoju zawibrowało, naładowane nagłym impulsem elektrycznym, jakby zamek zatrzasnął się z trzaskiem.
„Przeczytaj to” – szepnął Richard.
„Artykuł 4A” – przeczytał Harrison. „Cofnięcie własności osobistej. Darowizna biżuterii dla Richarda Vance’a zostaje cofnięta. Moja kolekcja, w tym diament Dupont Star i perły rodzinne, zostaje przekazana mojej siostrze, Clarze Dupont. Bo ona wie, że to historia, a nie pieniądze”.
Savannah spojrzała na swój kanarkowo-żółty diament i nagle poczuła się nieswojo.
„Artykuł 4B” – kontynuował Harrison. „Nieruchomość. Apartament przy Park Avenue i posiadłość w Hamptons pozostają na razie w posiadaniu pana Vance’a. Natomiast Rosewood Cottage w północnej części stanu Nowy Jork i otaczające go 500 akrów lasu zostaną przekazane Clarze Dupont
”. „Domek?” – warknął Richard, odzyskując nieco pewności siebie. „Dobrze. Zatrzymaj go. To i tak tylko spróchniałe drewno i kleszcze”.
„To także” – przerwał mu gładko Harrison – „teren, który całkowicie otacza drogę dojazdową do nowego ośrodka Vance Luxury Golf Resort, który założył pan w zeszłym miesiącu. Bez tych 500 akrów, panie Vance, pana ośrodek nie ma drogi, wody ani kanalizacji. Teraz Clara jest właścicielką tego wąskiego gardła”.
Wstrzymałem oddech. Nie wiedziałem. Eleanor zatrzymała tę ziemię nie tylko z powodów sentymentalnych, ale jako swego rodzaju plan oszczędnościowy.
„Ona… ona zrobiła to celowo” – wyjąkał Richard. „Wiedziała, że wyczerpałem wszystkie swoje środki na tę inwestycję”. „Artykuł 5” – upierał się Harrison. „Te 50 milionów dolarów w gotówce musi zostać natychmiast przekazane do The Haven, schroniska dla ofiar przemocy domowej”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk poniżej (CZYTAJ WIĘCEJ 》)!
Zapach lilii żałobnych jest absolutnie duszący. To mdła, ciężka słodycz, która oblepia gardło i smakuje pyłkiem i udawanym wyrzutem sumienia. Nawet teraz, dwadzieścia cztery godziny później, stojąc na zimnym listopadowym wietrze przed imponującą wapienną fasadą katedry św. Jakuba, nie mogłam pozbyć się tego zapachu ze skóry.
Wczoraj pochowano moją siostrę, Eleanor Dupont Vance. A wczoraj jej mąż, Richard, dał najlepszy występ w swoim życiu.
Stał na ambonie, niczym uosobienie tragicznej szlachetności w szytym na miarę wełnianym garniturze z Savile Row, ocierając suche oczy chusteczką z monogramem. Mówił o Eleanor jako o swojej „Gwiazdzie Północy”, swoim „kompasie moralnym”. Z pierwszego rzędu obserwowałem żyły na jego szyi i widziałem, że pulsują nie z żalu, lecz z równym, rytmicznym pulsem człowieka odliczającego minuty do wolności.
Znałem prawdę. Wiedziałem, że „Gwiazda Północy” to kobieta, której nie dotknął od dziesięciu lat. Wiedziałem, że podczas gdy Eleanor umierała w głównym apartamencie penthouse’u, walcząc z rakiem, który ją doszczętnie strawił, Richard „pracował po godzinach”.
Spojrzałem na zegarek. 9:45.
Odczytanie testamentu zaplanowano na dziesiątą rano w biurze Grant, Harrison & Finch. Richard prawdopodobnie myślał, że to jego koronacja. Spodziewał się, że opuści salę konferencyjną jako jedyny władca majątku DuPont, miliardów, które zgromadził mój ojciec i które zgromadziła Eleanor. Myślał, że gra skończona.
Ale kiedy szczelniej otuliłam się płaszczem, by ochronić się przed przenikliwym zimnem, poczułam w piersi ponurą, zimną satysfakcję. Richard Vance popełnił fatalny błąd. Założył, że umierająca kobieta to kobieta słaba. Zapomniał, że Eleanor była z rodu Dupontów. A w naszej rodzinie nie umieramy po cichu. Nie znikamy ot tak. Obmyślamy strategię.
Dałem znak kierowcy, a serce waliło mi jak młotem o żebra.
„Proszę przyjść do biura” – powiedziałem spokojnie. „Mam umówione spotkanie z wężem”.


Yo Make również polubił
DROŻDŻOWE PALUCHY
Skąd biorą się torbiele łojowe?
Najlepszy napój spalający tłuszcz, który szybko rozpuści tłuszcz na brzuchu
Ojciec mojej narzeczonej nazwał mnie „śmieciem” podczas kolacji, a potem błagał mnie, żebym nie odwoływał fuzji…