540 marines pozostawionych na pewną śmierć — pilotka zignorowała protokół i uratowała batalion – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

540 marines pozostawionych na pewną śmierć — pilotka zignorowała protokół i uratowała batalion


„Nie ma zezwolenia na CAS”.

Anna pochyliła się nad barierką, mrużąc oczy pod kątem.

Stanowisko artyleryjskie.
900 metrów.
Wschodnia odnoga.
Stałe wzory trawersów.

Liczyła sekundy między wybuchami.
Mapowała łuki w głowie.
Obliczała wiatr.

Wszystko układało się w koszmar, który przewidziała.

Pułkownik Hayes się odwrócił.

„Opcje?”

Major wyrecytował doktrynę.
„Muszą najpierw wyskoczyć ze strefy śmierci”.

„Oni NIE MOGĄ się związać” – krzyknął dowódca oddziału przez siatkę.

„No to trzymają” – upierał się major.

Trzymać.

Trzymać.

Trzymać.

To słowo zabiło więcej Marines niż kule.

Anna poczuła, jak napinają jej się mięśnie.
Jej palce musnęły skórzaną kurtkę lotniczą.

Nie chodziło tu o protokół.

To była geometria.
To był timing.
To była umiejętność.

To był moment, na który przygotowywała się całe życie.

Odetchnęła raz.

„Mogę to zakończyć”.

Major zignorował ją.
Pułkownik Hayes ją odprawił.

Kapral uśmiechnął się z politowaniem.
„Trzymaj się swojego pasa, Cruz”.

Podniosła hełm.

Zapięła swój kombinezon lotniczy.

I wyszedł.

Nie na przekór.

Na służbie.

Obowiązek, o którym zapomnieli, ona pełniła.

Poruszała się po kompleksie niczym cień.

Bez wahania.
Bez pauzy.
Bez marnowania oddechu.

Każda zniewaga, którą musiała znieść, zniknęła z niej niczym kurz.

Każda noc spędzona samotnie z deską do ćwiczeń wyostrzała ostrość widzenia.

Nieśmiertelnik jej ojca stukał o kamizelkę przy każdym jej kroku — pewnie, pewnie, znajomo.

Szef załogi Warthoga spojrzał w górę ze zdziwieniem.

„Kapitanie, nie masz pozwolenia na—”

Sprawdziła zamki pylonów.
Amunicja bezpieczna.
Paliwo pełne.

„Ruszaj się” – powiedziała spokojnie.

Coś w jej głosie kazało mu posłusznie posłuchać.

Wsiadła do kokpitu.
Założyła kask.
Wyświetlacz HUD migał.

Nie powinna była latać.

Nie miała upoważnienia.

Nie miała pozwolenia.

Ale gdyby nie poleciała,
zginęłoby 540 marines.

Przyspieszyła.

Silniki z rykiem się obudziły.

Samolot zaczął się przechylać.

A kapitan Anna Cruz — Viper 206 — ruszyła w stronę doliny, która miała utrwalić jej dziedzictwo.

Nie w chwale.
Nie w buncie.

Ale w najczystszej formie odwagi:

Cichy, zdyscyplinowany, niezbędny.

Część 2 

Warthog nie był stworzony do pięknego wznoszenia się i Anna go o to nie prosiła. Trzymała silnik nisko i pewnie, trzymając się podłoża ciasno jak cień. Każda wibracja, każda zmiana tonu silnika, każde szarpnięcie w rękawicach było znajomym językiem – tym, który opanowywała latami w milczeniu.

Latała bez słowa, trzymając zimne radio na ustach i zaciskając szczękę nie ze strachu, lecz ze skupienia.

Przed nami Dolina Blackthorne rozpościerała się niczym rana.

Słupy dymu wznosiły się w górę.
Błyski światła pulsowały na grzbietach wzgórz – niczym lufy wrogów w szybkim, bezlitosnym rytmie.
Marines drapali się za głazami i na wpół zakopanymi pojazdami, przygwożdżonymi z trzech stron.

Wyglądało to jak piekło.

Takie, o których szeptał jej ojciec podczas długich pustynnych nocy: „Niektóre walki to matematyka, mija. Wygrywasz matematykę, wygrywasz walkę”.

To była matematyka.

Zabójcza, precyzyjna matematyka.

I ona potrafiła to rozwiązać.

Pierwsze przejście

Wspięła się na szczyt wzniesienia obserwacyjnego, obróciła samolot na bok, aż dolina wypełniła cały obszar jej korony, i zajęła odpowiednią pozycję.

„Viper 206 w stosie” – szepnęła do siebie, nie do radia.

Nie ogłosiła swojej obecności.

Nie potrzebowała pozwolenia.

Dostrzegła stanowisko strzeleckie, które widziała na wizji drona — oddalone o 900 metrów, usytuowane na skalistym cyplu, idealnie pod kątem do konwoju.

Dzięki wyświetlaczowi HUD strzelec stał się plamą ciepła przesuwającą się po ekranie.

Wciągnęła powietrze.

Wydech.

Trym dobry.
Wiatr lewo-prawo o prędkości ośmiu węzłów.
Zamieć pyłowa z łagodnymi prądami termicznymi w górę.

Ona się przewróciła.

Ustawieni w kolejce.

GAU-8 szeptał harmoniczne przez ramę.

Teraz.

Ona ścisnęła.

Jeden, przenikliwy grzmot.
Seria 30-milimetrowej sprawiedliwości.
Stanowisko strzeleckie zapadło się jak papier.

Na grzbiecie zapadła cisza.

Marines na ziemi krzyczeli do komunikatora:

„Kto strzela?!”
„Czy to artyleria?”
„Nie, nie, CAS nie ma pozwolenia!”
„Mamy tu ducha!”

Anna nie odpowiedziała.

Wspinała się już w kierunku następnego kąta.

W dolinie zapanował chaos.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Mój syn powiedział mi: „Nie dostaniesz nic z testamentu ojca opiewającego na 25 000 000 dolarów”. Wtedy prawnik przeczytał jedną linijkę, której się nie spodziewał.

Odeszłam od okna i przepłynęłam przez dom, tak jak przepływa się przez muzeum, które kiedyś należało do ciebie. Na kominku ...

Jak zachować świeżość jajek bez lodówki: sprawdzone sztuczki

Prostsze podejście polega na lekkim pokryciu każdego jajka olejem mineralnym. Olej tworzy barierę, która nie dopuszcza tlenu i zapobiega zepsuciu ...

Moja siostra potroiła mój czynsz do 6800 dolarów na Boże Narodzenie — 20 minut później jedno pukanie do drzwi sprawiło, że uśmiech zniknął jej z twarzy

„Właśnie o to mi chodzi, mówiąc o odpowiedzialności. Madison chce mieszkać w luksusowym budynku, ale nie chce na to zapracować” ...

Oto przepis na Schwarzwald na talerzu

Ciasto najlepiej smakuje po kilku godzinach, gdy smaki się przegryzą. Jeśli chcesz przechować ciasto na później, przechowuj je w lodówce, ...

Leave a Comment