Otworzyła plik, przeglądając zdjęcia – tomografię komputerową, wyniki echa, wyniki badań laboratoryjnych.
Był w gorszym stanie, niż się spodziewała. Tętniak rozprzestrzenił się niebezpiecznie blisko korzenia aorty, a tkanka ściany aorty ścieńczała się jak stary pergamin. Bez natychmiastowej operacji ryzyko pęknięcia było niemal pewne.
„Kiedy on przyjedzie?”
James zawahał się. „Już tu jest. Sala przedoperacyjna siedem. Prosi… o spotkanie z chirurgiem, zanim wyrazi zgodę”.
„Oczywiście, że tak” – mruknęła Beth.
Kontrola była religią Roberta Cartera.
„Chodźmy” – powiedziała w końcu, wstając i wkładając biały fartuch – ten z haftowanym napisem „ Dr Elizabeth Carter, Ordynator Chirurgii Kardiotorakochirurgicznej”.
Ironia sytuacji nie umknęła jej uwadze. Dziesięć lat temu powiedział jej, że nigdy nie będzie nosić tego tytułu. Teraz to właśnie z tego powodu być może będzie musiała uratować mu życie.
Droga na salę przedoperacyjną przebiegła w ciszy, słychać było jedynie rytmiczne stukanie obcasów o płytki.
Mózg Beth był już w trybie chirurgicznym:
tętniak aorty wstępującej, ryzyko rozwarstwienia, możliwa naprawa oszczędzająca zastawkę, jeśli zachowana zostanie integralność tkanek. Plan awaryjny — pełna wymiana korzenia. Perfuzja w pogotowiu. Dziewięciogodzinne okno.
Zbudowała swoją karierę na takich przypadkach – niemożliwych, wysokiego ryzyka, operacjach, które rujnowały gorszych chirurgów. Nigdy jeszcze nie zawiodła.
Jednak gdy zbliżała się do apartamentu numer siedem, puls ją zdradził.
James otworzył drzwi.
I oto był.
Robert Carter siedział na szpitalnym łóżku z kroplówką w ręku, ubrany w bladoniebieską koszulę zamiast szytych na miarę garniturów, które niegdyś symbolizowały jego władzę. Wyglądał starzej – siwiejąc, szczuplej – ale jego oczy były takie same. Bystre. Oceniające. Zimne.
Kiedy ją zobaczył, krew odpłynęła mu z twarzy.
„Elizabeth” – wyszeptał. „Kim ty jesteś… Jesteś chirurgiem?”
„Tak.” Beth zachowała kliniczny ton. „Dr Elizabeth Carter, Ordynator Kardiochirurgii. Rozumiem, że ma pani tętniaka aorty wstępującej wymagającego natychmiastowej operacji.”
Zamrugał. „Zostałeś chirurgiem”.
„Dziesięć lat temu” – powiedziała spokojnie. „Od trzech lat jestem ordynatorem kardiochirurgii. Najmłodszym na Stanfordzie”.
Cisza.
„Będziesz potrzebował operacji w ciągu kilku godzin” – kontynuowała, wyświetlając skany na monitorze ściennym. „Bez interwencji prawdopodobieństwo pęknięcia wynosi dziewięćdziesiąt procent w ciągu miesiąca. Po operacji szanse przeżycia wynoszą około siedemdziesięciu pięciu procent”.
Robert Carter zacisnął usta. „Znajdź kogoś innego”.
Beth poczuła ból w piersi na te słowa, ale nie drgnęła. „Jestem jedynym chirurgiem w tym szpitalu uprawnionym do tego typu operacji. Technika, której potrzebujesz, została opracowana przeze mnie”.
„To mnie przełącz.”
„Nie masz czasu na transfer” – wtrącił James, robiąc krok naprzód. „Twoja aorta może pęknąć w każdej chwili. Doktor Carter jest twoją najlepszą – twoją jedyną – szansą”.
Robert zacisnął szczękę. Spojrzał na swoją córkę, tę, o której powiedział, że nigdy nic nie osiągnie, i zobaczył osobę stojącą między nim a śmiercią.
„Dlaczego zostałeś chirurgiem?” zapytał cicho.
Beth spojrzała mu w oczy. „Bo powiedziałeś mi, że nie mogę”.
Wzdrygnął się.
„Mówiłeś, że medycyna kryje się pod nazwiskiem Carter” – kontynuowała. „Więc spędziłam dziesięć lat, udowadniając ci, że się mylisz. A teraz, ironicznie, jestem jedyną osobą, która może cię uratować”.
Zatrzymała się. „Więc prawdziwe pytanie brzmi: czy możesz odłożyć dumę na bok na tyle długo, żebym mogła wykonywać swoją pracę?”
W pokoju zapadła cisza, zakłócana jedynie cichym dźwiękiem monitora pracy serca.
„Ile jeszcze do operacji?” – zapytał w końcu.
„Cztery godziny.”
Skinął głową, niemal niezauważalnie. „Więc zrób, co musisz”.
Beth podała mu formularz zgody. „Podpisz tutaj”.
Jego ręka lekko drżała, gdy brał rysik. Dziesięć lat temu podpisał inny dokument – taki, który ją odcinał, wymazywał z jego życia. Teraz podpisywał dokument, który oddawał jego życie w jej ręce.
„Elizabeth…” – zaczął.
„Jestem bardzo dobra w tym, co robię” – powiedziała, przerywając mu. „Nawet jeśli nigdy nie wierzyłeś, że mogę być dobra”.
Kiedy wyszła z pokoju, na sekundę zdjęła maskę. Jej oddech stał się drżący.
James dotknął jej ramienia. „Wszystko w porządku?”
„Nie” – powiedziała szczerze. „Ale będę”.
Spojrzała w stronę drzwi. „Prosił o to, co najlepsze. Dostaje to, co najlepsze”.
I po raz pierwszy od dziesięciu lat zdała sobie sprawę, że to jej test.
Nie jako córki.
Ale jako chirurga.


Yo Make również polubił
Muffinki sernikowe – przepis na kulinarne arcydzieło!
Ciasteczka jabłkowe: jak zrobić, żeby były miękkie i pachnące!
Domowe sposoby na grzybicę paznokci
Woda na płaski brzuch: prosty i naturalny sposób na pozbycie się tłuszczu z brzucha