Cisza była ciężka, dusząca. Nikt się nie odezwał. Nikt nie przeprosił.
W końcu mama odchrząknęła, jej głos był cienki. „Heidi, kochanie, może powinnaś usiąść. Wyjaśnimy ci to”.
„Wyjaśnić?” Słowo to wyrwało mi się z gardła z hukiem tłuczonego szkła.
Rosemary podniosła się, opierając rękę na plecach. „Heidi, proszę, to nie tak, jak myślisz”.
Mój śmiech był urywany, gorzki. „Nie tak myślę? Jesteś w ciąży z dzieckiem mojego męża. Co właściwie źle zrozumiałam?”
Wśród gości rozległy się szepty.
Mój ojciec próbował wtrącić się cicho: „Nie chcieliśmy zrobić ci krzywdy…”
„Zraniłeś mnie?” – podniosłam głos, chropawy. „Więc pozwoliłeś mi wejść na baby shower w moim własnym domu? Zapłaciłeś za to moimi pieniędzmi, moją pracą, moim życiem?”
Asher w końcu wstał, ustawiając się między mną a Rosemary, jakbym to ja była tu zagrożeniem. „Heidi, uspokój się. To nie jest dobre dla dziecka”.
„Dziecko?” Mój śmiech zmienił się w coś bliższego krzykowi. „A co z twoją żoną ?”
Spojrzał mi w oczy z protekcjonalnym spokojem. „Od dawna nie układa nam się najlepiej. Oboje o tym wiemy. Rose i ja – to, co mamy, jest prawdziwe. To, co mieliśmy, ty i ja, przepadło”.
„Rose”. Nazwał ją Rose, przezwiskiem, które jej nadałem na studiach.
Rozejrzałam się po pokoju. Moja matka, do której dzwoniłam w każdą niedzielę. Mój ojciec, któremu pomogłam opłacić rachunki szpitalne. Lucy, z którą dzieliłam każde święto. Przyjaciele, którym ufałam, zaproszeni do mojego życia.
Nikt z nich nie spojrzał na mnie ze współczuciem. Patrzyli na mnie, jakbym to ja był problemem. Jakbym to ja psuł im idealną uroczystość.
„Jak długo?” zapytałem głosem ostrym jak pęknięta stal.
Rosemary się zająknęła. „Heidi…”
“Jak długo?”
„Rok” – odpowiedział po prostu Asher.
Rok. Podczas gdy ja zabijałam się w pracy, żeby nas utrzymać. Podczas gdy ja płaciłam ratę kredytu, zakupy, każdy rachunek. Podczas gdy on siedział bezrobotny.
„I wszyscy wiedzieli?” – zapytałem.
Cisza.
Wszyscy wiedzieli.
Moja matka podeszła bliżej, wyciągając ręce, jakby chciała mnie pocieszyć. „Pomyśleliśmy, że lepiej będzie, jeśli to wyjdzie od nich…”
„Lepiej?” – warknęłam. „Lepiej niż powiedzieć mi prawdę? Lepiej niż szanować mnie na tyle, żebym mogła decydować, jak mam żyć?”
Lucy w końcu przemówiła chłodnym tonem. „Asher i Rosemary są zakochani. Naprawdę. A to dziecko zasługuje na rodzinę”.
„To dziecko ma rodzinę” – odpaliłem. „Ojca, który nie potrafi utrzymać pracy, i matkę, która wbija nóż w plecy swojej najlepszej przyjaciółce”.
Zdziwienie. Moja mama wyszeptała: „Heidi…”
„Nie” – powiedziałem. „Dość tego. To wszystko…” – wskazałem na balony, transparent, ludzi, którzy wybrali ich zamiast mnie – „…kończy się dziś wieczorem”.
Odwróciłem się w stronę drzwi.
Głos Ashera podążał za mną. „Dokąd idziesz?”
Zatrzymałem się i spojrzałem na niego po raz ostatni.
„Gdzieś, gdzie nie będę musiał patrzeć na żadnego z was, zdrajców”.
Wyszedłem, deszcz pochłonął mnie całego. Ale gdy drzwi zatrzasnęły się za mną z hukiem, wiedziałem jedno z przerażającą pewnością:
Myśleli, że mnie złamali.
Mylili się.
Bo ja się nie łamię. Ja się odbudowuję.
A kiedy skończę odbudowywać, niszczę.


Yo Make również polubił
Dowcip dnia: Mężczyzna dzwoni do domu, żeby porozmawiać z żoną
Przepis na zapiekankę ziemniaczaną z mielonym mięsem
Jeśli nie znasz tego triku, wiele tracisz!
Wypij to, aby schudnąć 70 funtów