Detektyw Raymond Shaw spotkał się ze mną na komisariacie godzinę później. Miał około czterdziestu lat, zmęczone oczy, wyglądał, jakby widział zbyt wiele rozpadających się rodzin i przestało go dziwić ludzkie okrucieństwo.
Słuchał, jak wszystko mu opowiadałam: rozmowę telefoniczną, zebranie w szkole, sfałszowane dokumenty, roszczenie Lydii. Wręczyłam mu kopie mojej prawdziwej dokumentacji – aktu urodzenia Riverside, aktu urodzenia, opieki prenatalnej.
Zbadał je dokładnie.
„Czy twoja szwagierka ostatnio wykazywała niezwykłe zainteresowanie twoim synem?” – zapytał.
Rozmyślałem o minionych kilku miesiącach i nagle pewne szczegóły ułożyły się w całość, która przyprawiła mnie o dreszcze.
Lydia oferowała opiekę nad dzieckiem – wielokrotnie. Lydia robiła zdjęcia Oliverowi na spotkaniach rodzinnych. Lydia publikowała go w mediach społecznościowych z podpisami w stylu „ mój wyjątkowy chłopiec” , które ja uznałam za niezręczny entuzjazm cioci.
„Była… tu i ówdzie” – przyznałam. „Myślałam, że zaczyna się przyzwyczajać do roli cioci”.
Detektyw Shaw powoli skinął głową. „Czasami ludzie budują narrację, zanim zaczną działać”.
To zdanie sprawiło, że zrobiło mi się niedobrze.
„Zbadam dokumenty” – powiedział. „Jeśli są sfałszowane, to poważna sprawa. W międzyczasie ogranicz jej dostęp do syna i udokumentuj wszystko”.
Wyszedłem ze stacji z wrażeniem, że świat nieco się zmienił.
Gdy dojeżdżałem do samochodu, zadzwonił mój telefon.
Dawid.
Jego głos był napięty, wściekły. „Vanesso, Lydia właśnie pojawiła się w moim biurze”.
Mój puls przyspieszył. „Co?”
„Jest tu z prawnikiem” – powiedział David. „Twierdzą, że ma prawa rodzicielskie do Olivera. Żądają testów DNA”.
Moje ręce zrobiły się zimne.
„Co do cholery się dzieje?” – zapytał David.
Przełknęłam ślinę. „Już idę”.
Kiedy dwadzieścia minut później dotarłem do firmy Davida, Lydia siedziała w sali konferencyjnej, jakby była tam swoim miejscem.
Miała na sobie granatową sukienkę, profesjonalnie ułożoną fryzurę i idealnie pomalowane usta. Nie płakała. Nie panikowała. Wyglądała… spokojnie.
Jakby przećwiczyła ten moment przed lustrem.
Obok niej siedział Stuart Brennan — czterdziestolatek, elegancki garnitur, spokojne spojrzenie, typ prawnika, który zbudował swoją karierę na tym, żeby brzmieć rozsądnie, wyrządzając przy tym szkody.
Gdy wszedłem, Lydia podniosła wzrok i się uśmiechnęła.
Nieprzyjazny uśmiech.
Zimny.
„Cześć, Vanesso” – powiedziała. „Cieszę się, że tu jesteś. Mamy wiele do omówienia o Oliverze”.
Usiadłem naprzeciwko niej i ściszyłem głos. „Idziesz do więzienia za oszustwo”.
Uśmiech Lydii nie drgnął. „To skrajna reakcja”.
„Te dokumenty, które dałeś szkole, są fałszywe” – powiedziałem. „Wiesz o tym. Ja wiem. Policja wie”.
Stuart Brennan odchrząknął, płynnie wtrącając się: „Pani Harper. Mój klient ma uzasadnione obawy dotyczące dobra i statusu prawnego dziecka znanego jako Oliver Harper”.
Dawid uderzył dłonią w stół. „Nie nazywaj go „dzieckiem”. To mój syn”.
Stuart ani drgnął. „Lydia ma dokumenty sugerujące, że jest biologiczną matką, a umowa adopcyjna zawarta osiem lat temu nigdy nie została sfinalizowana”.
Głos Davida zadrżał z gniewu. „To bzdura. Vanessa urodziła Olivera. Byłem tam. Trzymałem ją za rękę. Mamy dokumentację szpitalną”.
Spojrzenie Stuarta pozostało spokojne. „W takim razie nie powinieneś mieć problemu z testem DNA”.
Lydia pochyliła się lekko do przodu, wpatrując się we mnie. „Skoro jesteś taka pewna, że jest twój” – powiedziała cicho jak aksamit – „to nie masz nic do stracenia”.
To była pułapka. Czułem to w kościach.
Ponieważ Lydia nie zachowywała się jak kobieta, która wierzy w urojenia.
Zachowywała się jak kobieta, która ma asa w rękawie.
Spojrzałem na nią. „Czego chcesz, Lydio?”
Jej wyraz twarzy się nie zmienił. „Chcę mojego syna”.
Krew mi się zagotowała. „Nigdy nie urodziłaś żadnego dziecka”.
Głos Lydii pozostał spokojny. „Popełniłam błąd, pozwalając ci go zabrać. Byłam młoda. Bałam się. Przekonałeś mnie, że to właściwa decyzja”.
Twarz Davida zbladła. „To się nigdy nie zdarzyło”.
Spojrzenie Lydii na sekundę powędrowało w stronę brata, niemal z czułością. „Nie wiedziałeś wszystkiego” – powiedziała. „Byłeś zajęty studiami prawniczymi. Ufałeś Vanessie”.
Moje paznokcie wbiły się w dłonie pod stołem.
„Masz urojenia” – powiedziałem. „Nigdy nie byłaś w ciąży”.
„To udowodnij to” – powiedziała Lydia. „Zrób test”.
David i ja wymieniliśmy spojrzenia.
Gdybyśmy odmówili, wyglądałoby to podejrzanie. To dodałoby jej historii pikanterii.
Gdybyśmy się zgodzili, wchodzilibyśmy prosto w to, co ona zbudowała.
Ale nie mieliśmy wyboru.
„Dobrze” – powiedziałem. „Zrobimy to. A kiedy okaże się, że kłamiesz, wniesiemy oskarżenie i wystąpimy o nakaz sądowy”.
Stuart przesunął dokumenty po stole. „Badania zostaną przeprowadzone w Metagen Genetics. Niezależne laboratorium. Wyniki w ciągu trzech do pięciu dni roboczych. Wszystkie strony zgadzają się uznać wyniki za ostateczny dowód biologicznego pochodzenia”.
Żołądek mi się przewrócił. Coś w tym, jak szybko to wszystko zostało zorganizowane, jak bardzo byli gotowi, jak pewna siebie wyglądała Lydia – wszystko to krzyczało, że było zaplanowane.
Ale podpisałem.
Dawid podpisał.
Lydia złożyła podpis pewną ręką, tak jakby podpisywała zamówienie na lunch.
Zaplanowaliśmy test na następny poranek.
Gdy wychodziliśmy z sali konferencyjnej, Lydia cicho zawołała: „Vanessa”.
Odwróciłem się.
Uśmiechnęła się ponownie — mała, zadowolona.
„Postaraj się, żeby Oliver cię nie znienawidził” – powiedziała.
Okrucieństwo tego wydarzenia sprawiło, że obraz przed moimi oczami zamazał się ze złości.
Wyszłam bez odpowiedzi, bo gdybym się odezwała, nie byłabym pewna, co z tego wyniknie.


Yo Make również polubił
5 powodów, dla których warto dodać ocet do pralki
Oto jak mieć piękne i kolorowe pelargonie, które upiększą Twój ogród
Ciasteczka z jabłkami: oryginalny sposób na smaczne ciasteczka
Nie wiem, co smakuje lepiej niż te pieczone ziemniaki w piekarniku: niesamowity przepis