Oczywiście. Rian skończył robotę trzydzieści minut temu.
Vivien mrugnęła, a jej uśmiech zniknął.
„Co się dzieje?” wyszeptała.
Warknął: „To tylko usterka” i spróbował ponownie. Ten sam rezultat.
Kierownik pochylił się, zachowując pełną uprzejmość. „Obawiam się, że wszystkie trzy karty zostały odrzucone, proszę pana”.
Głos Granta się podniósł. „To niemożliwe!”
Ton menedżera pozostał spokojny. „Być może pani, która wcześniej autoryzowała konto, będzie mogła pomóc”.
Grant zamarł. „Jaka pani?”
Kierownik skinął głową w stronę baru.
Grant się odwrócił.
Nasze oczy spotkały się w lustrze.
Przeszedł przez pokój trzema krokami, z wściekłością wymalowaną na twarzy.
„Co zrobiłeś?” syknął.
Ostrożnie odstawiłem szklankę. „Pamiętasz menedżera? Zostawiłem instrukcje. Dostaniesz kolację swoich marzeń – i rachunek ode mnie”.
„Jesteś szalony.”
„Nie” – powiedziałem cicho. „Właśnie skończyłem”.
Zaczął się drzeć, jego głos się podnosił, ale mu przerwałam.
Wyciągnęłam telefon, pokazując mu zdjęcia – czerwony znacznik, znacznik czasu, szkic raportu policyjnego już zarejestrowany w systemie Riana.
„Godzinę temu złożyłem pozew o rozwód” – powiedziałem. „Napaść, cudzołóstwo, kradzież finansowa. Ukradłeś osiemdziesiąt tysięcy dolarów z naszego wspólnego konta, żeby sfinansować swój mały romans. Rachunek za restaurację to dopiero pierwsza rata.”
Jego twarz zbladła. „Nie możesz niczego udowodnić”.
„Och, mogę. Zrzuty ekranu, przelewy bankowe, twój SMS do V , w którym obiecujesz jej przyszłość zbudowaną na moich oszczędnościach. Każdy cyfrowy ślad, Grant. Zostawiłeś po sobie cały ślad.”
Za nim stała teraz Vivien, ściskając torebkę. „Osiemdziesiąt tysięcy?” pisnęła.
Grant odwrócił się do niej. „Nie teraz!”
Cofnęła się o krok. „Mówiłeś, że czekają cię premie…”
„Vivien” – przerwałam mu delikatnie – „tak. Po prostu należały do nas obojga”.
Spojrzenie, jakie mu wtedy rzuciła – mieszanka obrzydzenia i rodzącego się instynktu samozachowawczego – niemal było warte całej tej gehenny.
Przysunął się bliżej, a jego głos drżał. „Myślisz, że to czyni cię bohaterem?”
„Nie muszę być bohaterem” – powiedziałem. „Po prostu potrzebuję wolności”.
Kierownik wrócił, dyskretnie trzymając skórzaną teczkę na rachunki.
„Proszę pana, jeśli nie będzie pan mógł uregulować salda, będziemy musieli skontaktować się z ochroną”.
Grant odwrócił się do mnie zdesperowany. „Nie zrobiłbyś tego”.
Uśmiechnęłam się. „Zaskoczyłeś mnie na oczach publiczności. Zaprosiłeś swoją kochankę na naszą rocznicową kolację.
Już udowodniłeś, na co cię stać. Teraz moja kolej”.
Przesunąłem kartę przez bar. „Użyj jej do pokrycia rachunku” – powiedziałem menedżerowi. „Obciąż nasze wspólne konto”.
Skinął głową. „Oczywiście, proszę pani.”
Spojrzałem na Granta. „Aha, i anulowałem twój abonament telefoniczny. Do jutra samochód zostanie odebrany, a zamki w mieszkaniu zostaną wymienione. Rian właśnie składa wniosek o nakaz sądowy”.
W sali wokół nas znów zapadła cisza, goście udawali, że się nie gapią, ale ponieśli sromotną klęskę.
Grant otworzył usta – może błagać, może grozić – ale Vivien złapała ją za płaszcz i wyszła bez słowa.
Patrzył, jak odchodzi, a potem spojrzał na mnie, jakbym właśnie pozbawił go tlenu.
„Smacznego obiadu” – powiedziałem, wstając. „To ostatnia rzecz, jaką kupisz za moje pieniądze”.
Wyszedłem z Lucato Noir na rześkie nocne powietrze, a mój puls w końcu się uspokoił.
Tym razem bez drżenia.
Bez łez.
Światła miasta migotały na masce mojego samochodu niczym konfetti i po raz pierwszy od miesięcy poczułem coś zbliżonego do spokoju.
Ten policzek zakończył jedno życie — i rozpoczął kolejne.


Yo Make również polubił
Przepis na wyśmienite placki ziemniaczane z mozzarellą, pieczarkami i suszonymi pomidorami — idealny danie wegetariańskie na rodzinny obiad
Czy potrafisz znaleźć błąd na zdjęciu jadalni tej rodziny w mniej niż 15 sekund?
Prosty trik Nany na czyszczenie piekarnika
Miód, cytryna, cebula, czosnek i imbir — jedna łyżeczka dziennie, aby poczuć się fantastycznie!