Spojrzała w górę, z pustymi oczami. „Nazywali to »Projektem Lustro«. Zaczęło się od mapowania wzorców psychologicznych – rekonstrukcji pamięci u pacjentów z traumą. Mówili, że mogą naprawiać ludzi, replikując zepsute części. Ale to się nie udało. Kopie nie zostały zamknięte”.
Zaschło mi w ustach. „Mówisz…?”
Skinęła głową. „Byłeś jednym z nich, Tom. Oryginał umarł tamtej nocy. Zastąpili cię. Idealnie. Aż do twojego DNA”.
„To szaleństwo” – wyszeptałem. Ale w tej samej chwili grunt pod moimi przekonaniami zaczął się walić.
Wyciągnęła rękę i dotknęła mojego ramienia. „Nie jesteś potworem. Po prostu zostałeś stworzony, żeby nim być”.
Odsunęłam się. „Gdzie jest Lily?”
„Ona jest z tym prawdziwym” – powiedziała.
„Co takiego prawdziwego?”
„Prawdziwy ojciec. Ten, który nie powinien już istnieć”.
Odwróciłam się w stronę schodów, ale zatrzymałam się.
Monitor zamigotał. Obraz się zmienił. Teraz to nie było moje mieszkanie, tylko ta piwnica. Kamera pokazywała nas oboje, stojących dokładnie tam, gdzie byliśmy.
A za mną z cienia wyłoniła się jakaś postać.
Mój głos, idealnie spokojny:
„Nie martw się, Emily. Ja się tym zajmę”.
Krzyknęła.
Obróciłem się, machając latarką – nic.
Tylko echo mojego oddechu.
Gdy spojrzałem z powrotem na monitor, ekran był pusty.
Ale była tam jeszcze jedna, ostatnia wiadomość, napisana białymi literami:
„KAŻDE ODZWIERCIEDLENIE CHCE BYĆ RZECZYWISTE”.
Biegłem. Nie pamiętam, jak prowadziłem. Nie pamiętam, jak wróciłem do domu.
Kiedy się ocknąłem, świt sączył się przez żaluzje.
Na kuchennym stole stało otwarte metalowe pudełko z grobu. Koperta zniknęła.
Na jej miejscu wisiał rysunek dziecka – trzy postacie z patyczków, trzymające się za ręce: mama, tata i ja.
Ale było tam dwóch mężczyzn.
Obaj mieli na sobie napis „Tata”.
A ten trzymający Lily za rękę został narysowany czarną kredką.
Dni zamieniły się w tygodnie. Śledztwo ucichło. Nikt nie znalazł Emily. Nikt nie znalazł Lily. Policja przestała dzwonić. Świat poszedł naprzód.
Ale każdej nocy, gdy mijam lustro w korytarzu, znów widzę ruch – zaledwie mignięcie.
Opóźnione odbicie.
Uśmiech, który trwa o pół sekundy za długo.
A czasami, gdy budzę się w ciemności, słyszę cichy głos szepczący zza szyby:
„Tato, nie wpuszczaj go”.
Część 5
Poranek wkradł się do mieszkania niczym złodziej.
Nie spałem. Nie mogłem. Wszystkie światła wciąż się paliły, brzęczały, malując ściany bladym, elektrycznym szumem. Świat wyglądał sterylnie, prześwietlony – jak fotografia wywołana zbyt długo.
Lustro w korytarzu wciąż było przykryte prześcieradłem. Przestałem patrzeć kilka dni temu. Jakaś część mnie wiedziała, że to, co było za szkłem, to już nie ja.
Ponownie otworzyłem pudełko – to z grobu. Zdjęcia w środku wydawały się teraz inne. Wyblakłe na brzegach, jakby traciły siłę istnienia.
Na dole było coś, czego wcześniej nie zauważyłem: złożona kartka papieru przyklejona taśmą pod wyściółką.
Odkleiłam kartkę i przeczytałam jedno zdanie napisane ręką Emily:
„Jeśli ją kochasz, nie szukaj jej ponownie.”
Papier drżał mi w dłoni. Przez dłuższą chwilę prawie słuchałem.
Ale ludzki umysł nie tworzy pokoju – tworzy pytanie „ dlaczego? ”.
Więc pojechałem.
Ostatni znany adres Emily znajdował się trzydzieści mil na północ, za granicą miasta, przy drodze, która wydawała się zapomniana przez czas. Niebo było szare, drzewa jak szkielety, a po raz pierwszy od miesięcy powietrze pachniało czystością – jakby świat nacisnął przycisk reset.
Dom był opuszczony. Okna zabite deskami, drzwi zamknięte na łańcuchy.
Wewnątrz wszystko pokrywała gęsta warstwa kurzu, z wyjątkiem pojedynczego śladu małych stóp prowadzącego na tył domu. Lily.
Zakończyli przy drzwiach prowadzących do piwnicy, o której istnieniu nie miałem pojęcia.
W piwnicy było zimno. Betonowe ściany, cichy szum maszyn. Pośrodku stała szklana komora – cylindryczna, wysoka, podłączona przewodami, które wiły się po podłodze do ciemnych monitorów.
Wewnątrz komory coś się poruszyło.
Moja własna twarz patrzyła na mnie przez szybę. Blada. Nieruchoma. Oczy zamknięte, jakby spała.
To byłem ja. Oryginał. Albo kopia. A może jedno i drugie.
Na ścianie obok wisiała seria fotografii, każda oznaczona datą.
Co kilka miesięcy – inna wersja mnie.
Każda z tymi samymi oczami. Tę samą blizną. To samo zagubienie, zastygłe w chwili, gdy się budzili.
Podszedłem bliżej. Postać w komnacie drgnęła – raz, drugi – i otworzyła oczy.
Nie ruszyłem się. On też nie. Przez ułamek sekundy myślałem, że znów jesteśmy lustrami, skrępowanymi szkłem. Potem jego usta wypowiedziały słowa, których nie usłyszałem, ale jakimś cudem zrozumiałem:
Puść mnie.
Powinienem był biec.
Zamiast tego sięgnąłem po włącznik.
Maszyny zasyczały, szyby zaparowały, a powietrze wypełnił niski jęk ulgi. Drugie ja wyszło – boso, chwiejnie, ale żywe.
Spojrzał na mnie tak, jak człowiek patrzy na swój cień.
„Który z nas jest prawdziwy?” – zapytał.
Nie mogłem odpowiedzieć.
Uśmiechnął się zmęczony, niemal życzliwie. „Nieważne. Zasługuje na jednego ojca, nie dwóch”.
Następnie odwrócił się, podszedł do światła sączącego się przez klatkę schodową i zniknął w poranku.
Nigdy go już nie widziałem.
Mijały dni. Potem tygodnie. Policja oficjalnie ogłosiła zaginięcie Emily i Lily.
Przeprowadziłem się, zmieniłem numer telefonu, przestałem patrzeć w lustra.
Czasem w nocy przysięgam, że słyszę dziecięcy śmiech za oknem – cichy, znajomy.
Kiedyś ktoś wsunął kopertę pod moje drzwi. W środku było zdjęcie uśmiechniętej Lily. Wyglądała teraz starzej. Zdrowsza. Bezpieczniejsza.
Na odwrocie, pismem Emily:
„Ona jest szczęśliwa. Nie ma jej już.”
Dotrzymałem obietnicy.
Nie szukam ich. Nie zadaję pytań. Po prostu żyję – cieniem człowieka, który próbuje uwierzyć, że jest cały.
Ale każdego ranka, gdy światło padało akurat na lustro w korytarzu, obok mojego odbicia dostrzegałam niewyraźny zarys — mały, wielkości dziecka — z uniesioną ręką, jakby machała na pożegnanie.
A za nią, na ułamek sekundy, pojawiła się druga wersja mnie, uśmiechająca się cicho, po czym zniknęła.
KONIEC


Yo Make również polubił
Czekoladowa panna cotta: Prosty deser z nutą elegancji
Pyszne Ciastka z Kremem Mlecznym – Przepis na Słodką Przyjemność
Ciasto pomarańczowe: oto jak je upiec, by było miękkie i pachnące!
Dla osób z ZAPARCIAMI: Oto najlepsze herbaty