Stowarzyszenie właścicieli domów wezwało policję z powodu mojego generatora podczas śnieżycy. Przybył funkcjonariusz i poprosił o jego pożyczenie ode mnie. – Page 5 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Stowarzyszenie właścicieli domów wezwało policję z powodu mojego generatora podczas śnieżycy. Przybył funkcjonariusz i poprosił o jego pożyczenie ode mnie.

Moje serce lekko się rozluźniło.

Pobiegłem do garażu i chwyciłem moją przenośną stację zasilania – Jackery, którą kupiłem na kemping i na wypadek sytuacji awaryjnych, bo lubiłem być przygotowany, nawet gdy ludzie się ze mnie z tego powodu naśmiewali. Była w pełni naładowana.

Dzięki Bogu.

Wyciągnąłem go na zewnątrz i poszedłem za nią przez śnieg do jej domu, gdzie w fotelu siedział starszy mężczyzna, z lekko niebieskimi ustami i oczami przymkniętymi ze zmęczenia. Alarm koncentratora piszczał słabo, jakby błagał o pomoc.

Podłączyliśmy.

Maszyna zaczęła brzęczeć i ożyła.

Tlen płynął.

Kolor powoli powracał na jego twarz, jakby świat znów się włączył.

Kobieta — podała, że ​​ma na imię Jennifer — zaczęła głośno płakać, jej ramiona się trzęsły.

„Myślałam, że zobaczę, jak mój tata się dusi” – wykrztusiła.

„Nie jesteś” – powiedziałem stanowczo. „On jest w porządku”.

Jennifer złapała mnie za rękaw i trzymała go tak, jakby bała się, że jeśli go puści, cała sytuacja się rozpadnie.

Potem powiedziała coś, co zmroziło mi krew w żyłach.

„Prezes wspólnoty mieszkaniowej zadzwonił do mnie o szóstej” – wyszeptała. „Zagroził, że nałoży na mnie grzywnę, jeśli spróbuję uruchomić generator”.

Poczułem ucisk w żołądku.

„Nie masz nawet jednego” – powiedziałem.

„Wiem” – powiedziała, ocierając twarz rękawem. „Ale ona chodzi od drzwi do drzwi. Powiedziała, że ​​będzie karać ludzi grzywną tysiąca dolarów, jeśli usłyszy generatory. Ona… ona oszalała”.

Spojrzałem na buczący koncentrator tlenu i wyobraziłem sobie, że Jennifer nie zapuka do moich drzwi, bo boi się mandatów.

Wyobrażałam sobie, że jej ojciec nie przeżyje.

Poczułem coś twardego w klatce piersiowej.

„Jennifer” – powiedziałam, starając się zachować spokój, bo właśnie teraz potrzebowała spokoju – „jeśli Brenda zapuka do twoich drzwi, nie otwieraj. Jeśli będzie ci grozić, zadzwoń na policję. Mamy stan wyjątkowy. To, co ona robi, jest nielegalne”.

Jennifer szybko skinęła głową, a łzy wciąż płynęły. „Dobrze. Dobrze.”

Wracałem do domu przez śnieg, który padał wolniej, ale wciąż równomiernie. Gdy wszedłem do środka, uderzył mnie widok pani Patterson śpiącej w moim fotelu, a Pan Whiskers zwinął się na niej niczym futrzany termofor.

Dorzuciłem kolejny kawałek drewna do ognia i opadłem na kanapę, czując, jak zmęczenie przenika moje kości.

Właśnie zamykałem oczy, gdy usłyszałem krzyki na zewnątrz.

Wiele głosów.

Zły.

Eskalacja.

Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem Brendę Hartwell stojącą na środku ulicy i krzyczącą do Toma Fitzgeralda na końcu ślepej uliczki. Jej parka wyraźnie odcinała się na białym tle niczym znak ostrzegawczy.

Tom stał na podjeździe, jedną nogę stawiając na ziemi, a drugą zastępując protezą, wyprostował ramiona, jak ktoś, kto przeżył coś gorszego niż prezes stowarzyszenia właścicieli domów z notesem.

W jego garażu pracował generator, równomierny i nieubłagany.

Głos Brendy niósł się nawet przez moje okno.

„Nie obchodzą mnie twoje wymówki! Zasady to zasady! Łamiesz je i zostaniesz ukarany grzywną!”

Odpowiedź Toma była jak cios pięścią.

„Mój syn ma cukrzycę typu 1! Jego insulina musi być przechowywana w lodówce! Bez niej umrze! Rozumiesz? Mój ośmiolatek umiera!”

„To zabierzcie go do szpitala!” krzyknęła Brenda.

Tom roześmiał się ostro i bez humoru. „Wyjrzałeś na zewnątrz? Nic się nie rusza! Szpitale są na objazdach!”

Coś we mnie zaczęło się poruszać.

Włożyłem płaszcz i buty i wyszedłem na zewnątrz, na zimno. Wiatr uderzał mnie w twarz niczym wyzwanie.

Pojawili się także inni sąsiedzi, których wciągnęło zamieszanie niczym ćmy do płomienia.

Jeszcze o tym nie wiedziałem, ale burza nie tylko pozbawiła nas prądu.

Wytrąciło coś z równowagi w tej okolicy.

Brenda Hartwell miała się wkrótce dowiedzieć, co się dzieje, gdy próbuje się narzucić „standardy” ludziom, którzy walczą o przetrwanie swoich rodzin.

Nie myślałem. Po prostu się ruszyłem.

Śnieg trzeszczał pod moimi butami, gdy przechodziłem przez podwórko, a wiatr smagał mnie po ramionach, jakby chciał mnie z powrotem do środka. Mój oddech wydobywał się gęstymi, białymi strugami, a zimno szczypało mnie w nos, nawet przez szalik. Latarnie uliczne były zgaszone, więc jedynym światłem było kilka latarek i słaby, szary świt odbijający się od śniegu. Przez to cała ślepa uliczka wyglądała jak czarno-biała fotografia.

Podjazd Toma był już zatłoczony. Paul, mieszkający trzy domy dalej, stał na skraju ulicy z rękami uniesionymi w górę, próbując uspokoić sytuację. Dave też tam był – rosły facet, były trener szkolny, typ sąsiada, który zazwyczaj trzymał się na uboczu. Kilka innych osób kręciło się przy swoich skrzynkach pocztowych w kapciach i zimowych płaszczach, wywabionych z domów głosem Brendy, jakby to był alarm przeciwpożarowy.

Brenda stała na środku drogi, rozstawiona na szerokość stóp, z notesem w jednej ręce i telefonem w drugiej, z twarzą zaczerwienioną z wściekłości i zimna. Wyglądała jednocześnie absurdalnie i przerażająco – jak menedżer, który wszedł na pole bitwy i wciąż myślał, że może zażądać rachunku.

„Nie obchodzi mnie to” – wrzasnęła. „Przepisy są jasne! Używanie generatora jest zabronione między 22:00 a 7:00. To zasada, na którą wszyscy się zgodziliście!”

Tom zacisnął szczękę tak mocno, że widziałem, jak napina mu się mięsień. „Moje dziecko potrzebuje insuliny” – powiedział drżącym głosem, nie ze strachu, ale z wysiłku, by nie wybuchnąć. „Jeśli chcesz mnie ukarać grzywną za utrzymanie mojego dziecka przy życiu, możesz to zrobić z karetką zaparkowaną za tobą. Bo tylko wtedy ta rozmowa ma sens”.

„To zabierz go do szpitala” – warknęła Brenda, jakby czytała z kartki.

Tom parsknął śmiechem, w którym nie było nic poza furią. „Zmiany są na objazdach. Autostrady są zablokowane. Zadzwoniłem. Czekałem na linii trzydzieści minut. Wiesz, co mi powiedzieli? Kazali mi się schronić i oszczędzać ciepło. Więc to robię. Zejdź z mojej posesji”.

Brenda zrobiła krok naprzód, jakby chciała fizycznie skrócić dystans, jakby bliskość miała jej dać prawo do działania. „Nie będziesz mi dyktować, co mam robić. Jestem prezesem wspólnoty mieszkaniowej Meadowbrook Heights. Mam prawo nakładać grzywny…”

„Ta władza kończy się, gdy ludzie zaczynają umierać” – powiedziałem głośniej, niż zamierzałem.

Brenda gwałtownie odwróciła głowę w moją stronę, jakby poczuła zapach krwi. „O, jest. Pan Bohater Generatorów we własnej osobie”.

Nie zatrzymałem się, dopóki nie byłem na tyle blisko, że musiała na mnie spojrzeć. Nie jestem wielki, ale gniew dodaje centymetrów. „Brenda” – powiedziałem powoli i wyraźnie – „gubernator ogłosił stan wyjątkowy. Policja powiedziała mi wprost, że ograniczenia dotyczące generatorów w HOA nie są obecnie egzekwowane. Nękają ludzi w czasie katastrofy”.

Jej oczy się zwęziły. „Nie jesteś prawnikiem”.

„Nie” – powiedziałem – „ale Linda tak”.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

“Naturalny sposób na błyszczącą, czystą toaletę: Prosty trik, który masz w domu!

Stosuj ten trik raz na tydzień, aby utrzymać toaletę w doskonałej kondycji. Przechowuj ocet i sodę w suchym miejscu, z ...

Dlaczego czasami mamy wrażenie, że zasypiamy?

Kilka wskazówek, jak powstrzymać to zjawisko. Chcesz ograniczyć nocne napady złości? Oto kilka dobrych nawyków, które warto wdrożyć: Kładź się ...

Nie mogę się doczekać, aż wypróbuję ostatnią sztukę!

5. Herbata z hibiskusa: zmniejszanie wzdęć Herbata z hibiskusa, wytwarzana z żywych płatków kwiatu hibiskusa, znana jest z cierpkiego smaku ...

Codzienne żucie goździków: mały nawyk o ogromnych korzyściach zdrowotnych

Dlaczego jest to ważne: Wspomaga zdrowie jelit. Może zmniejszyć obciążenie pasożytami. . 11. Pomaga zmniejszyć stres i promować równowagę emocjonalną ...

Leave a Comment