Część 1 

Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem, była cisza — taka, jaka pojawia się tuż przed katastrofą.

O 2:47 rano moja aplikacja bankowa automatycznie mnie wylogowała. Ustawiłem ten timer dla dodatkowego bezpieczeństwa, ale kiedy próbowałem się zalogować ponownie, hasło się nie powiodło. Raz. Dwa razy.

Nieprawidłowe hasło.

Zmarszczyłem brwi i powoli wpisałem to jeszcze raz, pewien, że nie zapomniałem. Pojawił się ten sam czerwony komunikat.

Następnie spróbowałem zresetować hasło.

Adres e-mail odzyskiwania: zmieniony.

Przez chwilę po prostu siedziałem, trzymając kciuk nad ekranem telefonu, a zimny dreszcz zrozumienia wkradał się do mojego żołądka.

Ktoś zablokował mi dostęp do mojego własnego konta.

O ósmej stałem w kolejce w First National Bank z paszportem w ręku, próbując przekonać samego siebie, że istnieje jakieś racjonalne wytłumaczenie. Banki popełniają błędy. Systemy się psują. Wszystko będzie dobrze, jak tylko to wyjaśnię.

Kolejka przesuwała się powoli w blasku jarzeniówek. Hol wypełniał zapach spalonej kawy i tonera do drukarki.

W końcu kierownik oddziału podniósł wzrok i mnie rozpoznał.

„Pani Rodriguez? Wygląda pani na zmartwioną – co się stało?”

„Ktoś zmienił moje hasło i adres e-mail do odzyskiwania w nocy” – powiedziałem. „Potrzebuję dostępu awaryjnego”.

„Zajmijmy się tym już teraz.”

Pani Coleman przemawiała tym pocieszającym, rzeczowym tonem, który sprawiał, że chciało się wierzyć, że wszystko da się naprawić.

Zeskanowała mój dowód osobisty, zweryfikowała moje pytania bezpieczeństwa i przywróciła mi dostęp. Jej wyraz twarzy zmienił się w połowie naciskania klawisza.

„Pani Rodriguez” – powiedziała ostrożnie – „czy wiedziała pani o kilku dużych przelewach z pani konta w ciągu ostatnich sześciu godzin?”

“Co?”

Obróciła ekran w moją stronę. Na górze pojawiło się moje imię, a po nim seria transakcji wychodzących:

20 000 dolarów – Gabriella Rodriguez

15 000 dolarów – konto wspólne (Maria i Antonio Rodriguez)

10 000 dolarów – Miguel Rodriguez

5000 dolarów – Fundusz Pomocy Rodzinie

Pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Przepadło.

Patrzyłem, aż liczby zaczęły się rozmazywać.

„Nie” – wyszeptałem. „Nie wiedziałem”.

Pani Coleman zacisnęła usta. „Czy mam oznaczyć je jako oszustwo?”

„Tak. I proszę zabezpieczyć konto. Nowe hasło, nowe pytania. Usuń wszystkich autoryzowanych użytkowników.”

Pisała szybko, stukot klawiszy brzmiał niemal miłosiernie. „Gotowe. Znów jesteś jedynym posiadaczem.”

Zawahałem się. „Sprawdź, czy są jakieś konta wspólne, których nie autoryzowałem”.

Jej zmarszczka pogłębiła się. „Twój ojciec został dodany trzy tygodnie temu. Podpis na formularzu wygląda… podejrzanie”.

Oczywiście, że tak.

„Usuńcie go” – powiedziałem. „A potem przelejcie resztę na nowe prywatne konto inwestycyjne – gdzieś, gdzie nie będą mogli dotrzeć”.

Nie pytała o szczegóły. „Mądra decyzja. Połączę cię z naszym działem zarządzania majątkiem”.

Zanim ona dokończyła zdanie, mój telefon zaczął wibrować.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama