Przez 10 lat ukrywałem swój sukces, a potem oni zaczęli aplikować do pracy w My Empire… CH2 – Page 3 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Przez 10 lat ukrywałem swój sukces, a potem oni zaczęli aplikować do pracy w My Empire… CH2

Runda pierwsza

Sarah Chen, moja dyrektor ds. technologii, jako pierwsza weszła do małej sali konferencyjnej. Sarah była genialna – absolwentka MIT, bystra jak brzytwa, z talentem do wyłapywania oszustów. Siedziała naprzeciwko nich z CV w dłoni.

„Dzień dobry” – powiedziała spokojnie. „Przeprowadzę z tobą wstępną rozmowę kwalifikacyjną. Zacznijmy od twojego wykształcenia technicznego”.

Diane wyprostowała się, obdarzając ją swoim pewnym siebie uśmiechem z sali sądowej. „Chociaż nie mam bezpośredniego doświadczenia technicznego, nadzorowałam kilka projektów transformacji cyfrowej w kancelariach prawnych. Zarządzałam zespołami, które wdrażały nowe oprogramowanie do zarządzania sprawami”.

Sarah nawet nie mrugnęła. „A jakie konkretnie problemy techniczne udało się Państwu rozwiązać podczas tych wdrożeń?”

Diane się zawahała. „No cóż… koordynowałam harmonogramy, dbałam o zgodność, ułatwiałam komunikację między dostawcami a personelem…”

„Których platform dostawcy?” naciskała Sarah. „Jakie protokoły bezpieczeństwa? Czy konfigurowałeś któryś z systemów samodzielnie?”

Twarz Diane poczerwieniała, gdy jąkała się, próbując odpowiedzieć i ukryć swoją niewiedzę żargonem.

Sarah zwróciła się do Jamesa. „A ty? W twoim CV jest napisane, że doradzałeś firmom w zakresie „nowych technologii”. Możesz to rozwinąć?”

James uśmiechnął się słabo. „Badałem trendy branżowe – sztuczną inteligencję, blockchain i tego typu rzeczy. Myślę, że kryptowaluty naprawdę zmienią świat”.

Sarah przechyliła głowę. „Jak? Konkretnie? Jakie aplikacje dla klientów korporacyjnych?”

Jego uśmiech zbladł. „No cóż… to jest destrukcyjne. Demokratyzuje finanse. Blockchain jest… bezpieczny”.

Długopis Sary drapał po notatkach. „Rozumiem.”

Po dwudziestu minutach grillowania Sarah zamknęła teczkę. „Dziękuję. To kończy tę rundę”.

Kiedy odeszła, Diane gwałtownie odetchnęła, jej pewność siebie zgasła. James bębnił palcami po stole, unikając jej spojrzenia.

Runda druga

Następnie do akcji wkroczył Marcus Rodriguez, nasz Dyrektor ds. Innowacji. Marcus słynął z rozbrajającej uprzejmości, zadając przy tym najbardziej druzgocące pytania.

„Porozmawiajmy o przyszłości technologii” – zaczął. „Jakie widzisz najważniejsze trendy w ciągu najbliższych pięciu lat?”

Diane spróbowała pierwsza. „Sztuczna inteligencja, oczywiście. Ona wszystko zmienia”.

Marcus skinął głową. „Jak to? Podaj mi przykład aplikacji AI, w którą Twoim zdaniem Blackwood Innovations powinno zainwestować”.

Diane mrugnęła. „No cóż… automatyzacja. Sztuczna inteligencja potrafi automatyzować… dokumenty. Umowy.”

„Które platformy? Jakie algorytmy? Jakie modele danych?”

Cisza.

Marcus zwrócił się do Jamesa. „A ty?”

James pochylił się z zapałem. „Metawersum. To jest przyszłość. Wszyscy będą żyć i pracować w wirtualnej rzeczywistości. Powinniśmy się do tego zwrócić”.

Marcus uśmiechnął się lekko. „A jak proponujesz to spieniężyć? Jakich inwestycji infrastrukturalnych by to wymagało? Jak zintegrowałbyś to z naszą obecną architekturą?”

James przełknął ślinę. „Cóż… najpierw musiałbym zobaczyć więcej danych. Ale to dużo. Ogromnie.”

Kiedy Marcus wyszedł, oboje rodzeństwo wyglądali na kompletnie wstrząśniętych.

Potem pojawiło się dwóch kolejnych dziennikarzy – dyrektorów finansowych i operacyjnych. Każdy z nich zadawał precyzyjne, techniczne pytania. Każdy z nich obserwował, jak wypolerowana fasada Diane rozpada się w pył, a slogany Jamesa tracą sens.

W końcu Diane pękła.

„Czy to jakiś żart?” – zapytała. „Jesteśmy tu na rozmowach kwalifikacyjnych na stanowiska kierownicze , a nie po to, żeby nas przesłuchiwano jak stażystów. Gdzie jest OW Blackwood? Powinniśmy się spotykać z osobami decyzyjnymi”.

Marcus, profesjonalista do bólu, odpowiedział tylko: „To standardowa procedura dla wszystkich kandydatów”.

Zdesperowany James szybko przerwał: „Przepraszamy. Proszę… kontynuuj”.

Ale szkoda już została wyrządzona. Ich pewność siebie legła w gruzach. Pod koniec ostatniej rundy lusterko Diane pozostało zamknięte, a krawat Jamesa luźno wisiał.

Wyglądali na pokonanych.

A jeszcze nie skończyłem.

„Zaprowadź ich do sali konferencyjnej” – powiedziałem Michaelowi przez słuchawkę.

Kilka minut później wszedłem.

Wyraz ich twarzy był bezcenny – najpierw zdziwienie, potem szok, a na końcu przerażenie.

„Olivio?” wyjąkała Diane. „Co ty tu robisz? Jesteśmy w trakcie wywiadów”.

„Właściwie” – powiedziałem spokojnie, siadając na czele stołu – „dotarliście już do końca rozmów kwalifikacyjnych. I nie poszły dobrze”.

James zmarszczył brwi. „Co masz na myśli? Skąd możesz wiedzieć…”

„Bo” – przerwałem, patrząc im po kolei w oczy – „jestem właścicielem tej firmy. Nazywam się OW Blackwood”.

Nastąpiła ogłuszająca cisza.

Usta Diane bezgłośnie otworzyły się i zamknęły. James chwycił się stołu tak mocno, że zbielały mu kostki.

„To niemożliwe” – wyszeptała w końcu Diane. „Jesteś freelancerem. Pracujesz w kawiarniach”.

Zaśmiałem się. Dźwięk odbił się echem od sterylnych ścian.

„Nie, Diane. Pozwoliłem ci w to wierzyć. Podczas gdy ty naśmiewałaś się z moich „bzdur programistycznych” i oferowałaś mi pracę w dziale wsparcia IT, ja budowałem to ”. Wskazałem gestem na nas. „Blackwood Innovations – firma z listy Fortune 500, warta więcej niż wszystkie kancelarie prawne w Nowym Jorku razem wzięte”.

James powoli pokręcił głową. „Przez te wszystkie lata…”

„Tak” – powiedziałem. „Przez te wszystkie lata. Podczas gdy ty chwaliłeś się swoimi sukcesami w sądzie, ja zamykałem transakcje warte miliardy dolarów. Podczas gdy ty mnie żałowałeś, stałem się jednym z najbardziej utytułowanych przedsiębiorców w kraju”.

Twarz Diane poszarzała. „Dlaczego nam nie powiedziałeś?”

„Dlaczego miałbym?” – zapytałem chłodno. „Kiedykolwiek interesowałeś się moją pracą? Kiedykolwiek mnie wspierałeś, zamiast mnie odtrącać? Nie chciałeś prawdy. Chciałeś porażki, wobec której mógłbyś czuć się lepszy”.

Przesunąłem ich CV po stole. „A teraz jesteście tutaj – aplikujecie na stanowiska, do których nie macie kwalifikacji, licząc na to, że uda wam się płynąć na fali imperium, z którego kpiliście”.

Przyglądali mi się w milczeniu, a w powietrzu unosiło się poczucie upokorzenia.

Wstałem. „Mam jeszcze jedno spotkanie. Z tatą. On nie wie, że zaraz zaoferuje usługi swojej kancelarii córce, o której kiedyś mówił, że nic z tego nie będzie”.

Podszedłem do drzwi i odwróciłem się tylko na chwilę, by dokończyć zadanie.

„A, i nie zawracaj sobie głowy czekaniem na telefony. Nie masz kwalifikacji. Nawet blisko.”

Potem zostawiłem ich tam, siedzących, załamanych.

I po raz pierwszy od dziesięciu lat poczułem się lżejszy od powietrza.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Węgiel drzewny i cytryna – duet o wielu zaletach

Wymieszaj  ½ łyżeczki (około 1 g)  węgla aktywowanego z kilkoma kroplami soku z cytryny. Zanurz szczoteczkę do zębów w powstałej paście i ...

Jak usunąć zaskórniki

Czego NIE robić ❌ Nie używaj pasty do zębów, soku z cytryny ani sody oczyszczonej (niszczą skórę). ❌ Unikaj nadmiernego ...

Pączki Zaparzane: Puszyste, Smaczne i Idealne na Każdą Okazję! 🍩✨

Krok 1: Przygotowanie Zaparki Na patelnię wlej mleko i wsyp mąkę, wymieszaj trzepaczką do dokładnego połączenia. 🥣 Podgrzewaj na małym ...

Leave a Comment