Po powrocie z podróży znalazłam wszystkie swoje rzeczy leżące przed drzwiami wraz z notatką od syna: „Mamo, ten dom jest za mały, nie mam już dla ciebie miejsca”. Po cichu przeprowadziłam się więc do własnego mieszkania i odłożyłam wszystkie plany przeprowadzki. Na spotkaniu rodzinnym, które miało miejsce później, weszłam z mężczyzną siedzącym obok mnie, moim prawnikiem. Nikt nie miał pojęcia, co się wydarzy. – Page 5 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

Po powrocie z podróży znalazłam wszystkie swoje rzeczy leżące przed drzwiami wraz z notatką od syna: „Mamo, ten dom jest za mały, nie mam już dla ciebie miejsca”. Po cichu przeprowadziłam się więc do własnego mieszkania i odłożyłam wszystkie plany przeprowadzki. Na spotkaniu rodzinnym, które miało miejsce później, weszłam z mężczyzną siedzącym obok mnie, moim prawnikiem. Nikt nie miał pojęcia, co się wydarzy.

Biblioteka znajdowała się na rogu Maple i Third Street. Był to ceglany budynek z wysokimi oknami i wyblakłym banerem reklamującym „Letnie czytanie dla każdego wieku!”, mimo że lato już minęło. Spędziłam tam lata z Brendanem, kiedy był mały, trzymając się za ręce tej samej książki, gdy odczytywał nowe słowa. Później, po śmierci Richarda, siedziałam sama przy tych stołach, wypełniając formularze dotyczące świadczeń i emerytur, których nigdy nie spodziewałam się zrozumieć.

W środku powietrze pachniało papierem, kurzem i stęchłą kawą. Grupka studentów zajmowała stolik przy komputerach, z otwartymi laptopami i twarzami rozświetlonymi blaskiem ekranów. Dziecko w dziale dziecięcym szeptało głośno, dopóki matka go nie uciszyła. Gdzieś na górze cicho zadźwięczała winda.

Znalazłem gniazdko przy oknie, podłączyłem telefon i obserwowałem, jak pusty ekran powoli zaczynał znowu świecić.

Po załadowaniu aplikacji zamigotało tylko jedno powiadomienie.

Nieodebrane połączenie.

Brendan.

Żadnej poczty głosowej. Żadnego SMS-a. Tylko znacznik czasu: 23:42. Wieczorem siedziałem na ławce w ogrodzie, szczelniej otulając ramiona płaszczem.

Wpatrywałem się w ekran przez dłuższą chwilę. Mała ikonka telefonu wisiała tam niewzruszona, niczym cyfrowy odpowiednik wzruszenia ramion.

Nie dopytywał. Żadnego „Czy wszystko w porządku?”, żadnego „Gdzie jesteś?”, żadnego „Musimy porozmawiać”.

Zablokowałem ekran i wsunąłem telefon do kieszeni. Cisza między nami się wydłużała, stając się nie tylko pustą przestrzenią, ale i własnym kształtem.

„Maggie?”

Ciszę przerwał znajomy głos, najpierw delikatny, potem wyraźniejszy.

Odwróciłem się i ją zobaczyłem.

„Martina?” zapytałem.

Stała kilka stóp ode mnie, przyciskając do piersi stos zwróconych książek. Jej włosy były teraz krótsze i przetykane siwizną, niż pamiętałem, ale jej oczy były dokładnie takie same, bystre, badawcze i żywe.

Nie widziałyśmy się od prawie sześciu lat. Była moją koleżanką, kiedy pracowałam w dziale prawnym ds. ubezpieczeń, w czasach, gdy moje biurko było zawalone teczkami roszczeń, zakreślaczami i karteczkami samoprzylepnymi z zapisanymi numerami polis. Martina zawsze wyłapywała to, co wszyscy inni przeoczyli.

Inteligentna. Ostra. Kobieta, która potrafi czytać ukryte warunki umowy tak, jak inni ludzie czytają horoskopy.

Zawsze nosiła pewność siebie niczym zbroję.

„Co ty tu, u licha, robisz?” – zapytała, odkładając książki na pobliski stół. „Wyglądasz, jakbyś potrzebował mocnej kawy albo prawnika. Albo jednego i drugiego”.

Śmiech uwiązł mi w gardle i przerodził się w coś innego.

„Po prostu… zabijam czas” – powiedziałem. „Telefon się rozładował. Potrzebowałem ładowarki”.

Martina zmrużyła oczy. Zawsze potrafiła odczytać to, co ludzie mówili, z tego, czego nie mówili.

„Aha” – powiedziała. „A ja jestem królową Anglii”.

Skinęła głową w stronę małego stanowiska z kawą samoobsługową na korytarzu.

„Chodź” – powiedziała. „Rozgrzejmy się, zanim zacznę zadawać wścibskie pytania”.

Szliśmy razem korytarzem, a nasze kroki odbijały się echem od wypolerowanej podłogi. Przy ekspresie do kawy włożyła zmięty banknot dolarowy i nacisnęła przycisk, żeby nalać zwykłą czarną kawę. Ekspres zacharczał i bulgotał, wypluwając strumień ciemnej cieczy, która pachniała mocniej niż smakowała.

Siedzieliśmy przy bocznym oknie, gdzie światło padało miękkim prostokątem na dywan. Przez chwilę rozmawialiśmy o niczym: kolanach bolących od deszczu, wspólnych znajomych, którzy przeszli na emeryturę, rosnących kosztach wszystkiego. Martina narzekała na nowy system komputerowy biblioteki i śmiała się z trudności w nauce.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Szkoda, że nie zobaczyłem tego wcześniej!

7. Nasiona kopru włoskiego: łagodzą gazy i wzdęcia Nasiona kopru włoskiego mają właściwości wiatropędne, co oznacza, że pomagają wydalić gazy ...

Przestań marnować tę część cytryny: sztuczka, którą eksperci chowają w tajemnicy

Jak wykorzystać skórkę z cytryny w swojej pielęgnacji? Domowy peeling do twarzy i ciała Wymieszaj wysuszoną i zmieloną skórkę cytryny ...

Herbata ziołowa, która zwalcza fibromialgię, zawroty głowy, toczeń, zapalenie stawów i przewlekłe zmęczenie

Zawiera również witaminy z grupy B, witaminę A, C i kwas foliowy, a także różnorodne bioflawonoidy i olejki, na przykład ...

Odkrycie, a nie przepis! Japońska technologia gotowania szturmem podbiła już cały świat. Gotuję w każdy weekend

FAQs (Najczęściej zadawane pytania) 1. Czy mogę użyć [Alternative ingredient]? Tak, [explain how it will affect the dish, e.g., Możesz ...

Leave a Comment