Mara prychnęła. „Nie możesz tu tak po prostu wejść i wydawać rozkazów. To nie twoja…”
Arthur zwrócił na nią wzrok i cokolwiek miała zamiar powiedzieć, utknęło jej w gardle. Zimna furia w jego oczach nie była zwykłym gniewem – to było coś głębszego, starszego, jak burza, która narastała od dziesięcioleci.
„Nikt” – powiedział cicho – „nie dotyka mojej rodziny”.
Mara skrzywiła usta. „Twoja rodzina? Masz na myśli tę…”. Wskazała na Siennę, uśmiechając się szyderczo. „Ta biedna mała ofiara? Proszę cię. Ona jest nikim”.
Ale kiedy asystent Arthura szepnął coś do telefonu, a chwilę później pojawił się sam dyrektor szpitala, blady i zdenerwowany, Mara zaczęła zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak. W sposobie, w jaki pielęgniarki stały prosto. W sposobie, w jaki ochroniarze odsuwali się na bok. W sposobie, w jaki wszyscy unikali patrzenia jej w oczy.
„Panie Vaughn” – wyjąkał dyrektor. „Nie wiedzieliśmy, że pan tu jest. Czy wszystko w porządku?”
Artur nie spuszczał wzroku z Sienny. „Zabierz tę kobietę z mojego pola widzenia” – powiedział beznamiętnie.
Mara mrugnęła. „Czekaj – co?”
Dwóch strażników wystąpiło naprzód. „Proszę pani, musi pani iść z nami”.
„To niedorzeczne!” krzyknęła Mara, szarpiąc się, gdy chwycili ją za ramiona. „Wiesz, kim jestem? Narzeczoną Jordana Hola!”
Wtedy Artur w końcu na nią spojrzał. „Jordan Hol” – powtórzył powoli, jakby smakował truciznę. – „To imię jutro nic nie będzie znaczyło”.
Groźba wisiała w powietrzu jak dym. Mara próbowała się roześmiać, ale jej głos brzmiał niepewnie. „Myślisz, że mnie przestraszysz? Zniszczę cię!”
Asystent Arthura, wciąż rozmawiający przez telefon, skinął głową w stronę szefa. „Reporterzy już w drodze, proszę pana”.
W ciągu kilku minut główne wejście szpitala zalało się fleszami. Wieść rozeszła się szybko, gdy padło imię „Arthur Vaughn”.
Świat Mary Steel zaczął rozpadać się na jej oczach.
Gdy strażnicy ją wyprowadzali, Sienna siedziała cicho na krześle, z drżącymi rękami, trzymając się za brzuch. Twarz miała bladą, oddech płytki. Stres, ból – to było zbyt wiele.
Artur uklęknął obok niej. „Jesteś już bezpieczna” – powiedział cicho. „Jesteś bezpieczna”.
Sienna mrugnęła do niego przez łzy. „Dlaczego… dlaczego mi pomagasz?” wyszeptała.
Artur zawahał się, gardło mu się ścisnęło. Ledwo mógł mówić z powodu bólu w piersi.
„Bo” – powiedział w końcu – „nigdy nie powinienem pozwolić ci odejść”.
Zanim zdążyła zapytać, co ma na myśli, podbiegł lekarz. „Zaczyna rodzić!” – powiedział pilnie. „Musimy ją natychmiast przenieść!”
Arthur wstał i cofnął się, gdy pielęgniarki pospiesznie wniosły Siennę na nosze. Po raz pierwszy od lat poczuł, jak jego serce bije szybciej – nie z powodu siły czy strachu, ale z powodu czegoś, co, jak sądził, stracił na zawsze.
Miłość.
Gdy drzwi sali porodowej się zamknęły, Artur położył dłoń na piersi i wyszeptał: „Czekaj, kochanie. Jestem tuż obok”.
Na zewnątrz rozpętała się burza. Reporterzy wypełnili wejście, błyskając fleszami aparatów, a nagłówki pojawiały się szybciej niż fakty:
„Miliarder Arthur Vaughn interweniuje w sprawie napaści na szpital”.
„Mara Steel aresztowana za napaść na ciężarną kobietę”.


Yo Make również polubił
Zupa z pieczonych ziemniaków
Pancarré alla parmigiana: przepis na pyszne i superwłókniste danie
Produkty spożywcze pomagające regulować poziom kwasu moczowego
Kontrowersyjne korzyści mleka w kawie