„Z mediów” – powiedział Alvarez, nie bez złośliwości. „O mało co nie utonęła na przyjęciu z okazji narodzin dziecka w Pacific Palisades, a gościem, który ją uratował, był miliarder? To… historia. Zrobię, co w mojej mocy, żeby twoje imię nie uszło uwadze, ale on jest bardzo popularny. Przygotuj się na telefony”.
Pomyślałam o kamerach, o mikrofonach ustawionych pod kątem jak włócznie, o biciu serca mojego dziecka – o czymś prywatnym, co nagle chciałam zabarykadować za workami z piaskiem i złym nastawieniem. „Dziękuję” – powiedziałam. „Za ostrzeżenie”.
Po tym, jak się rozłączyliśmy, stałem wpatrzony w bugenwillę, aż Maya weszła i szturchnęła mnie biodrem. „Wszystko w porządku?”
„Mogę być postacią w serialu, którego nienawidzę oglądać” – powiedziałem.
„Och, kochanie” – powiedziała – „jesteś finałem sezonu”.
Połączenia i tak zaczęły się tego popołudnia – reporterzy o radosnych głosach i z przekręcanymi nazwiskami, „licząc tylko na komentarz”, co w żargonie medialnym oznacza „opublikujemy coś z twoimi słowami lub bez nich, więc wybierz swoją truciznę”. Pozwoliłem mamie być strażnikiem. Odpowiadała aksamitnym głosem i stalowym kręgosłupem: „Bez komentarza”, „Odpoczywa”, „Kto ci dał ten numer?”. Rozłączyła się z uśmiechem, który spłoszyłby grzechotniki.
Carlos wysłał mi SMS-a, w którym próbował wyrazić skruchę, nie przyznając się do niczego:
Jestem przerażony tym, co się stało. Mogę sobie tylko wyobrazić, co czujesz. Prasa krąży wokół, a mój zarząd jest zaniepokojony. Zajmijmy się tym razem. Proszę, nie rozmawiaj z nikim, dopóki nie opracujemy wspólnego oświadczenia. Powinno ono podkreślać naszą jedność i fakt, że to był odosobniony incydent.
Wpatrywałem się w słowa „nasza jedność”, aż wyglądały jak zadanie matematyczne. Wpisywałem, kasowałem, wpisywałem ponownie, a potem wysłałem: „Jedyne oświadczenie, jakie piszę, jest skierowane do policji”.
Nie odpowiedział. Władza nie znosi, gdy czar pryska.
Daniel napisał później SMS-a, nie akapit, tylko trzy linijki: „Spotkałem się z detektyw. Dałem jej kopię nagrania, które moja ekipa nagrała, na wypadek gdyby wasze „zaginęło”. Mam nadzieję, że to w porządku. Jak tam Yosemite?”
„Yosemite ma się świetnie, jakby park należał do niej” – odpisałam. „I dziękuję”.
„Dobrze. I tak wyślę do ciebie firmę ochroniarską. Nie musisz się kłócić z rzeczoznawcą ubezpieczeniowym. Pozwól mi się przydać.”
„Dobra” – napisałem i zrobiłem pauzę. „Dlaczego tak ci na tym zależy? Przecież się nie znamy”.
Długa chwila. Potem: „Bo to była właściwa decyzja. Bo wyglądałeś na dzielnego, kiedy byłeś przerażony. Bo gdyby moja siostra, mama albo dyrektor finansowy (jest bardziej okrutna niż my wszyscy razem wzięci) byli na twoim miejscu, chciałbym, żeby ktoś pobiegł w stronę rozprysku. Bo ratowanie życia jest łatwe; chronienie go jest trudniejsze. Staram się robić jedno i drugie”.
Coś w mojej piersi się rozluźniło, jakby węzeł rozwiązały ciepłe dłonie.
Tej nocy sen przychodził i odchodził jak kot: tu, tam, potem znikał, powracał na własnych zasadach. Obudziłam się o trzeciej w cichym domu i głośnym umyśle. Poszłam do kuchni i zrobiłam herbatę, nie chcąc budzić matki jękami moich myśli. Płytki były chłodne pod stopami. Dziecko obracało się niczym mała planeta, krążąca po prywatnej orbicie, a ja masowałam brzuch, zataczając nieobecne koła, mówiąc cicho do jedynej osoby, która na pewno mnie słyszała.
„Wszystko w porządku” – wyszeptałam. „Będzie dobrze”.
Mój telefon zawibrował na blacie. Numer, którego nie rozpoznałem. Pozwoliłem, żeby przełączył się na pocztę głosową. Zawibrował ponownie. Ten sam numer. Po trzecim sygnale odebrałem, bo lęk utwierdza cię w przekonaniu, że nieodebranie jest śmiercią.
“Przędzarka?”
Jej głos pełzał po mojej skórze: Rachel. Opanowany, urywany, jakby upokorzenie było przysięgą złożoną na Wielki Post. Skąd miała mój numer? Jak w ogóle do mnie dzwoniła? Zdałem sobie sprawę, że to telefony z aresztu okręgowego; miała jeden telefon i myślała, że to ja powinienem go odebrać.
„Wrzuciłaś mnie do basenu na baby shower” – powiedziałam uprzejmie jak bramkarz. „I dzwonisz do mnie po co? Po rozgrzeszenie? Po wskazówki dotyczące eyelinera?”
„Dzwonię, bo nie rozumiesz, w jaką grę grasz” – powiedziała. „Myślisz, że policja to naprawi. Nie zrobi tego. Oddadzą sprawę do sądu, bo tak robią, a za sześć miesięcy będę na innej imprezie w innej sukience”.
„Wyznałeś mi” – powiedziałem. „Jest nagranie”.
„Nagranie nie wskazuje na zamiar” – powiedziała. „Widzi ręce i wodę. Mój adwokat powie, że sięgnęłam po ciebie, żeby cię podeprzeć, a ty – gruby i bez równowagi – upadłeś. A co do łazienki, to twoje słowo przeciwko mojemu. Carlos nigdy nie zezna w sprawie, która postawiłaby go w złym świetle”.
„Źle myślisz” – powiedziałem, choć czułem, że czuję dreszcz, bo czasami ludzie robią to, czego najbardziej się obawiasz, że zrobią, po prostu po to, żeby pokazać, że potrafią.
Kontynuowała, jakby udzielała wskazówek dotyczących ruchu. „Chcesz wygrać? Odejdź. Nie czekaj, aż cię rzuci, bo zrobi to w sposób, który da mu narrację. Najpierw zgłoś się. Potem trzymaj język za zębami. Szlachetność cię nie uratuje; strategiczna tak”.
„Pchnąłeś kobietę w ciąży” – powiedziałem cicho. „I rozdajesz strategię”.
„Przeszkadzałeś mi” – powiedziała, jakby recytowała prognozę pogody. „A ja źle oceniłam głębokość. To mój błąd. Nie popełniaj swojego”.
Sygnał dźwiękowy na linii oznajmił koniec czasu. Jej już nie było.
Stałem w kuchni i trząsłem się ze strachu. Miałem ochotę wrzucić telefon do zlewu i go ochrzcić. Zamiast tego zadzwoniłem do detektyw Alvarez i zostawiłem wiadomość: „Dzwoniła do mnie. Jest niepoprawna, zbyt pewna siebie, a do tego przerażająco praktyczna”.
Potem zadzwoniłam do Daniela, bo jeśli mam poświęcić jeden (1) dzień na rozporządzanie, to trzecia w nocy jest momentem, w którym to się liczy.
Odebrał po pierwszym sygnale. „Tak?”
„Zadzwoniła do mnie z więzienia” – powiedziałem, szczękając zębami, choć wcale mi nie było zimno. „Myśli, że system to przełknie i uzna za wykroczenie”.
U jego boku zawibrował niski dźwięk, który mógł być przekleństwem albo modlitwą. „Jenny, posłuchaj. Nie pozwolimy, żeby to zostało zbagatelizowane”. Brzmiało to jak głosy więcej niż dwóch osób. „Poproszę adwokata o złożenie wniosku o naruszenie przepisów dotyczących kontaktu z ofiarą. Prokuratura okręgowa musi wiedzieć, że próbuje cię zastraszyć. Prześlij mi ten numer. Włącz tryb samolotowy i napij się herbaty”.
„Czy zawsze każesz kobietom robić rumianek o nieludzkiej porze?” – próbowałam zażartować, bo kolejny płacz był zbyt blisko.
„Tylko ci, którzy omal nie umarli w moich ramionach” – powiedział cicho. „I tylko przez jeden (1) dzień”.
„Twój dzień prawie dobiega końca.”
„W takim razie wykorzystam pozostałe minuty, żeby powiedzieć: najpierw złóż wniosek. Nie dlatego, że ona to zasugerowała, ale dlatego, że najczystsza linia to ta, którą narysujesz.”
Po tym, jak się rozłączyliśmy, siedziałem z obtłuczonym kubkiem mamy, ogrzewając dłonie i wpatrywałem się w magnes na lodówce, na którym widniał napis: „Wszystko będzie dobrze na końcu. Jeśli nie jest dobrze, to nie koniec”. Banalna mądrość unosi się w powietrzu, bo jest radosna; wie, kiedy nadejść.
Rano zadzwoniłam do prawnika. Recepcjonistka – bystra, niewzruszona – powiedziała: „Czekamy na twój telefon”, co sprawiło, że poczułam się zaopiekowana i jednocześnie doinformowana przez Alerty Google. W południe siedziałam w sali konferencyjnej z kobietą o imieniu Rhea Patel, której spojrzenie potrafiło skompletować dokumenty. Była chirurgiczna pod każdym względem, jakiego potrzebowałam. „Składamy dokumenty” – powiedziała, wysłuchawszy mojej historii niemal do końca. „Wnosimy o wyłączne prawo do korzystania z mieszkania do czasu porodu. W razie potrzeby uzyskujemy nakazy sądowe. I pod żadnym pozorem nie pozwalamy mu dyktować, jak mamy pisać”.
„A co z prasą?” zapytałem, ponieważ brzęczenie nie ustawało przy drzwiach.


Yo Make również polubił
Tarta z amaretti i jabłkami
A co jeśli Twoje oczy próbują Ci coś powiedzieć?
Jak Oczyścić Ruszt z Grilla lub Piekarnika bez Szorowania: Prosty Trik z Torbą
Szybki sernik w szklance – gotowy w 10 minut! 🥄