Zanim zdążył kontynuować, odezwała się niezależna dyrektorka, kobieta po sześćdziesiątce o stalowosiwych włosach i z dyplomem z Harvardu za plecami.
„Jesteśmy tutaj, ponieważ Cross Technologies zakończyło naszą fuzję” – powiedziała. „A także dlatego, że nasze akcje spadły o dwanaście procent w ciągu dwóch dni. I dlatego, że nasi najwięksi akcjonariusze instytucjonalni domagają się wyjaśnień”.
„To wypowiedzenie umowy było nieporozumieniem” – powiedział Harold stanowczo. „Rozmawiałem z panem Crossem…”
„I powiedział ci” – powiedziała – „że nie rozważy tego ponownie, dopóki będziesz dyrektorem generalnym”.
Harold zacisnął szczękę.
„Uważam, że nie powinniśmy pozwalać osobom z zewnątrz dyktować nam decyzje dotyczące przywództwa” – powiedział.
Inny dyrektor, jeden z niewielu, który swoje stanowisko wywalczył, a nie odziedziczył, pochylił się do przodu.
„Może powinniśmy” – powiedział. „Kiedy osoba z zewnątrz kontroluje firmę, to zapewni nam wypłacalność”.
„To chwilowa burza” – powiedział Harold. „Przetrwaliśmy już gorsze chwile”.
Stłumiony odgłos sceptycyzmu rozbrzmiał w sieci.
„Naprawdę?” – zapytał ktoś. „Naprawdę?”
Dyskusja trwała dalej.
Sophia patrzyła w milczeniu, skulona obok mnie, z kolanami podciągniętymi do piersi. Nie drgnęła, gdy ktoś wspomniał o wybuchu gniewu Harolda przy kolacji. Nie zareagowała, gdy Martin powiedział wprost: „Nazwał tego człowieka ‘śmieciem’. Nagrał to na papierze. Przed połową miejskiej elity finansowej”.
W końcu siwowłosy dyrektor znów się odezwał.
„Możemy debatować nad długoterminową wizją strategiczną całą noc” – powiedziała – „ale rzeczywistość jest prosta: bez Crossa zostaniemy pożarci żywcem. Albo przez dług, albo przez konkurencję, która potrafi wprowadzać innowacje szybciej, niż my zdążymy wysłać notatkę. Potrzebujemy tej umowy. On” – skinęła głową w stronę Harolda – „uczynił ją osobistą. Teraz jedynym sposobem na jej uratowanie jest podjęcie innej, osobistej decyzji”.
„Chcesz mnie zwolnić” – powiedział Harold.
„Chcę cię odwołać ze stanowiska prezesa” – powiedziała. „Zarząd może cię zaprosić do pozostania na stanowisku emerytowanego doradcy, żeby ułatwić ci przejście na nowe stanowisko. Ale tak. Dla dobra firmy. Dla dobra ludzi, którzy tam pracują. Dla akcjonariuszy, których emerytury są uwikłane w nasze akcje. Myślę, że musimy to zrobić”.
„Popieram” – powiedział ktoś.
Głosowanie nie było nawet bliskie.
Gdy na ekranie wyświetlił się wynik – osiem głosów za usunięciem, trzy przeciw i jeden wstrzymujący się – Sophia chwyciła mnie za rękę.
Na ekranie Harold siedział zupełnie nieruchomo.
Przez chwilę myślałem, że zacznie krzyczeć. Albo czymś rzucić. Albo uda, że z godnością rezygnuje, przedstawiając to jako swój pomysł.
Zamiast tego zrobił coś, co mnie zaskoczyło.
Sięgnął po szklankę z wodą ręką, której drżenie było niemal niezauważalne.
„Zrozumiałem” – powiedział.
Następnie zakończył połączenie.
Siatka zamigotała. Jego kwadrat zrobił się czarny.
Siedząca na naszej kanapie Sophia siedziała z opuszczonymi ramionami.
„Myślałam, że tak będzie lepiej” – powiedziała.
„A nie?” – zapytałem.
„Tak i nie” – powiedziała. „On jest… wieloma rzeczami. Wliczając mojego ojca”.
„Wiem” – powiedziałem.
„Nadal chcesz się żenić z kimś z tego bałaganu?” zapytała, próbując zażartować i prawie jej się to udało.
Ścisnąłem jej dłoń.
„Nie wyjdę za mąż za twojego ojca” – powiedziałem. „Wyjdę za ciebie”.
Uśmiechnęła się lekko.
„Dobrze” – powiedziała. „On jest fatalny w zmywaniu”.
W poniedziałkowy poranek przygotowano już komunikaty prasowe.
„Blackwood Industries ogłasza zmianę kierownictwa” – czytamy w oświadczeniu. „Założyciel i wieloletni dyrektor generalny Harold Blackwood ustępuje ze stanowiska, pozostanie na stanowisku doradcy specjalnego”.
W naszym komunikacie czytamy: „Cross Technologies i Blackwood Industries zawarły wstępne porozumienie w sprawie strategicznego połączenia pod nowym kierownictwem”.
Rynek zareagował niczym spadająca kolejka górska.
Akcje Blackwood, które gwałtownie spadły po wiadomości o zwolnieniu, odbiły się od obietnicy mojej infrastruktury. Nasze wzrosły po przejęciu doświadczonego gracza i PR-owym blasku prezesa, który przeszedł drogę od pucybuta do milionera i nie toleruje braku szacunku.
Reporterzy nazwali to „najdroższą zniewagą w historii korporacji”.
Nie poprawiłem ich.
Nie chodziło o obrazę.
Chodziło o to, co ujawniła ta zniewaga.
Harold nie przyszedł już do stołu negocjacyjnego.
Martin uczynił to w towarzystwie członków zarządu i zewnętrznego doradcy prawnego.
Omówiliśmy szczegóły w ciągu następnych kilku tygodni. Integracja operacyjna. Struktura zarządzania. Pakiety odszkodowawcze. Transakcje swapowe.
W czwartek przed podpisaniem umowy dostałem telefon z nieznanego numeru.
„Adrien” – usłyszałem głos w słuchawce, kiedy odebrałem. „To Harold”.
Brzmiał starzej.
Bardziej zmęczony.
Nie przypominał człowieka przyzwyczajonego do tego, że drzwi mu się otwierają, a raczej człowieka, który widział, jak kilka z nich zatrzasnęło się za nim.
„Harold” – powiedziałem.
„Chciałem…” – urwał. „Nie. To nieprawda. Nie chcę tego robić. Ale powinienem”.
Czekałem.
„Nie doceniłem cię” – powiedział.
„To” – powiedziałem – „jest mało powiedziane”.
„A ja myliłem się co do ciebie i Sophii” – powiedział. „Co do… wielu rzeczy”.
Wypowiedział te słowa, jakby wyrywał gwoździe.
„Nie proszę o wybaczenie” – dodał szybko, zanim zdążyłem odpowiedzieć. „Wiem, że na nie nie zasłużyłem. Po prostu… chciałem, żebyś wiedział, że rozumiem, ile mnie to kosztowało”.
„Masz na myśli utratę firmy?” – zapytałem.
Zaśmiał się raz, gorzko.
„Firma to liczby w bilansie” – powiedział. „Ludzie o tym zapominają. Straciłem złudzenie, że mogę traktować ludzi tak, jak chcę, bez żadnych konsekwencji. Że moje pieniądze zawsze będą stanowić bufor między mną a skutkami mojego zachowania”.
„Trudno się oduczyć tego nawyku” – powiedziałem.
„Może gdybym wyrósł inaczej”, powiedział, „zobaczyłbym to wcześniej”.
„Dorastanie w bogactwie nie czyni z ciebie dupka” – powiedziałem. „To, że nie postrzegasz innych ludzi jako ludzi, już tak”.
Zapadła cisza.
„Kochasz ją?” zapytał nagle.
„Tak” – powiedziałem. „Tak.”
„Czy ona cię kocha?” zapytał.
“Tak.”
Wydechnął.
„Więc nie pozwól, aby moje błędy zatruły to, co masz” – powiedział.
Nie wiedziałem, co z tym zrobić.
„Nie zrobię tego” – powiedziałem w końcu.
„Dobrze” – powiedział. „Opiekuj się nią”.
„Planuję” – powiedziałem.
Rozłączył się bez pożegnania.
Stałem w swoim biurze przez dłuższą chwilę, trzymając telefon w dłoni i słuchając sygnału wybierania numeru.
Sophia zapukała do drzwi.
„To był on?” – zapytała.
„Tak” – powiedziałem.
Weszła, objęła mnie w talii od tyłu i oparła swój policzek między moimi łopatkami.
„Czy on jest w porządku?” zapytała.
„Tak będzie” – powiedziałem. „W końcu”.
Skinęła głową w stronę moich pleców.
„My też tak zrobimy” – powiedziała.
Fuzję sfinalizowano w deszczowy wtorek.
Nasze drużyny klaskały w sali konferencyjnej, gdy podpisy schły, a szampan strzelał.
Podniosłem kieliszek i rozejrzałem się po twarzach – niektóre znajome, niektóre nowe. Stare pieniądze i nowe zajęcie dzieliły przestrzeń powietrzną.


Yo Make również polubił
Szybki sernik w szklance – gotowy w 10 minut! 🥄
Babka Majonezowa w 15 minut : Słodki Sekret, Który Zaskoczy Twoich Gości i Domowników 🍰✨
„Napój, który piłem szklankę dziennie i który pomógł mi schudnąć 25 kilogramów przed ślubem”
Parkiet będzie lśnił jak nigdy dotąd dzięki temu wspaniałemu babcinemu sposobowi