Skinąłem głową i czekałem na kontynuację.
„Wiem, że to dla ciebie trudne” – powiedział ostrożnie – „ale myślę, że musisz coś zrozumieć. Nie chodzi tylko o to, co zrobiła Cassandra, czy o pieniądze. Chodzi o ciebie, Alano. Tak długo walczyłaś, próbując udowodnić, że tu pasujesz, że jesteś godna ich miłości. Ale ich już nie ma. A prawda jest taka, prawda o twojej adopcji… zmienia wszystko”.
Poczułam dreszcz na dźwięk jego słów. Nie prawda mnie drażniła – to, jak to mówił, jakby to był ostateczny werdykt. Jakbym musiała zaakceptować, że tak naprawdę nie jestem częścią rodziny, do której myślałam, że należę.
„Nie potrzebuję, żebyś mi mówił, co mam myśleć o moich rodzicach ani o adopcji” – powiedziałam, a mój głos stał się ciaśniejszy. „Nie potrzebuję, żeby ktokolwiek mi mówił, w co mam wierzyć. Chcę tylko, żebyś był przy mnie, Jake. Myślałam, że o to właśnie chodzi”.
Jake spojrzał w dół, przeczesując dłonią włosy. „Jestem tu dla ciebie. Ale musisz stawić czoła rzeczywistości tej sytuacji. Nie możesz wciąż trzymać się przeszłości. Rodzina, którą myślałeś, że masz – nie chroniła cię. Nie chroniła cię przed Cassandrą. A teraz po prostu trzymasz się czegoś, co już odeszło”.
Jego słowa zabolały, bardziej niż się spodziewałam. Nie chodziło tylko o szorstkość jego tonu; chodziło o sugestię, że żyłam w jakiejś fantazji, że byłam głupia, wierząc w miłość, którą okazali mi rodzice. A co najgorsze? Widziałam, że to ma sens. Zawsze wiedziałam, że nie jestem ich biologicznym dzieckiem. Nigdy nie poznałam całej prawdy, ale zawsze czułam się kochana. Prawda? Czy to nie wystarczyło?
„Nie tylko pozbywam się przeszłości” – powiedziałam drżącym głosem. „Próbuję nadać wszystkiemu sens, zrozumieć, kim jestem teraz. Nie dam rady, jeśli nie będę miała kogoś, kto mnie wesprze”.
Jake spojrzał na mnie, a jego wyraz twarzy nieco złagodniał. „Chcę cię wspierać, Alano. Ale myślę też, że musisz porzucić to wyobrażenie o tym, kim byli twoi rodzice. Nie byli idealni. Skrywali sekrety i pozwalali ci wierzyć w rzeczy, które nie były prawdą. Teraz musisz skupić się na sobie, a nie na nich”.
Wstałem, nie mogąc dłużej powstrzymywać frustracji. „Nie przyszedłem tu po to, żebyś mnie pouczał. Przyszedłem tu po to, żebyś mnie wysłuchał. Myślałem, że jesteś po mojej stronie”.
Jake też wstał, patrząc na mnie z mieszaniną żalu i konsternacji. „Jestem po twojej stronie. Ale nie będę udawał, że wszystko jest w porządku, kiedy tak nie jest”.
Wziąłem głęboki oddech, próbując uspokoić ogień, który we mnie zapłonął. „Musisz odejść, Jake. Nie potrzebuję teraz twojej rady. Potrzebuję kogoś, kto we mnie wierzy”.
Otworzył usta, jakby chciał zaprotestować, ale odwróciłam się i wyszłam z kawiarni, zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej.
Część trzecia:
Dni po konfrontacji z Jakiem brzmiały, jakbym stąpała we mgle. Jego słowa rozbrzmiewały w mojej głowie, mieszając się z rewelacjami na temat mojej rodziny. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co powiedział – że muszę odpuścić przeszłość, że trzymałam się czegoś, co nie istniało. W pewnym sensie to miało sens. Ale jednocześnie czułam, że tracę kontrolę nad tym, kim jestem, nad tym, jak wyobrażałam sobie swoje życie.
Szedłem bez celu przez Milbrook, wzrokiem wodząc po znajomych ulicach, które teraz wydawały się obce. Każdy zakątek, każdy sklep przypominały mi życie, które, jak mi się zdawało, wiodłem. Życie, które, jak mi się zdawało, było moje. Ale teraz nie byłem już tego taki pewien.
Miasto się ode mnie odwróciło. Szepty były wszędzie. Zostałam odrzucona, obwiniana za rzeczy, których nie zrobiłam, i nagle stałam się outsiderką we własnym domu. Nie tylko Cassandra była zdeterminowana, żeby mnie zniszczyć; całe miasto zdawało się być w to zamieszane. Wszyscy, którzy kiedyś uśmiechali się do mnie przelotnie, teraz odwracali wzrok, udając, że mnie nie widzieli. Farmaceuta, który znał mnie od podstawówki, kelnerka w barze, kasjerka w lokalnym banku – wszyscy unikali kontaktu wzrokowego, a ich twarze wykrzywiał grymas dyskomfortu za każdym razem, gdy wchodziłam do pokoju.
Nie tylko kłamstwa na mój temat bolały. Bolała mnie prawda, którą poznałam o moich rodzicach – prawda, że tak długo trzymali mnie w niewiedzy, że nigdy nie byłam ich biologicznym dzieckiem. Nie tylko to przede mną ukrywali; zbudowali wokół tego całe życie. Ale też mnie kochali. A przynajmniej tak mi się wydawało. I może tak było. Musiałam w to uwierzyć, bo inaczej wszystko poszłoby na marne.
Ale ból zdrady ze strony Cassandry, bezwzględny sposób, w jaki próbowała odebrać mi wszystko, był jak otwarta rana, której nie mogłam zignorować. Mój telefon zawibrował, gdy dostałam SMS-a od cioci Dorothy. Była jedną z niewielu osób, które stanęły po mojej stronie, gdy prawda o mojej adopcji wyszła na jaw, i zawsze mogłam liczyć na jej głos rozsądku.
Alana, muszę z tobą porozmawiać. Czy możesz spotkać się ze mną dzisiaj w kawiarni w południe?
Od razu odpisałem, zgadzając się na spotkanie. Nie widziałem ciotki Dorothy osobiście od pogrzebu i wiedziałem, że jest jedną z niewielu osób, których nie splamił bluźnierstwo Cassandry.
Kawiarnia na Maple Street była mała, ale przytulna. To było miejsce, gdzie barista znał imię każdego, gdzie zapach świeżej kawy mieszał się z odgłosami cichych rozmów. Przybyłem wcześnie, znalazłem stolik przy oknie i usiadłem, czekając na ciocię Dorothy. Weszła kilka minut później, z siwymi włosami spiętymi w luźny kok, a na jej twarzy malowały się ślady lat mądrości i życzliwości. Wyglądała jak zawsze, ale dziś w jej oczach było coś łagodniejszego.


Yo Make również polubił
Moi rodzice ciągle włamywali się do mojego mieszkania, więc przeprowadziłem się bez ich wiedzy i pozwoliłem im zostać aresztowanym
Ważne Wskazówki, Jak Unikać Typowych Błędów
Jak łatwo usunąć plamę z wybielacza z ubrania
Włoskie ciasteczka z płatkami kukurydzianymi: pyszny włoski przepis na tradycyjne róże pustynne