Część I
Blender był tak głośny, że musiałam się oprzeć o drzwi kuchenne, żeby go przekrzyczeć. Allison nigdy niczego nie odmierzała, robiąc smoothie; po prostu nalewała i wylewała, ufając, że silnik zamieni chaos w coś na tyle jasnego, że można by go uznać za śniadanie. Banan, mleko migdałowe, garść szpinaku, którego inaczej nigdy by nie zjadła. W kuchni unosił się zapach waniliowej odżywki proteinowej i perfum, których nie rozpoznałam.
Gdy wyłączyła blender, cisza powróciła jak policzek.
„Kim jest Jay?” zapytałem.
Jej ramiona napięły się, jakbym upuścił szklankę. Potem odwróciła się z uśmiechem, którego nie znałem – uśmiechem z kącikami ust, uśmiechem, który mnie nie obejmował. „Zastanawiałam się, kiedy w końcu załapiesz, Michaelu”. Upiła łyk, po czym dodała, jak zwykle, tonem pogody: „Jay jest moim szefem. I tak, sypiam z nim od dwóch miesięcy”.
Istnieje rodzaj uczciwości, który jest okrutniejszy niż kłamstwo. Nosiła tę uczciwość jak biżuterię.
„Potrzebowałam prawdziwego mężczyzny” – powiedziała, tak jak mówi się komuś, że brakuje mu więcej błonnika. „Kogoś, kto wie, czego chce i dąży do tego. Nie kogoś, kto spędza weekendy, grając z Jacobem w gry wideo i oglądając głupie filmy”.
Trzy lata i to był nagłówek. Nie ta roślina doniczkowa, którą razem utrzymywaliśmy przy życiu. Nie te podróże samochodem z playlistami, o które się kłóciliśmy. Nie te gratulacje, które mi wysłała, kiedy w końcu pokonałem ten niemożliwy poziom o drugiej w nocy, bo małe zwycięstwa liczą się w długim tygodniu. Tylko „głupie filmy” i „Jacob”, jakby cała moja osobowość zmieściła się w piwnicznej kanapie z kontrolerem na stoliku kawowym.
„Czy Chloe wie?” zapytałem, ponieważ nie jestem mężczyzną stworzonym do krzyczenia; jestem mężczyzną stworzonym do zadawania pytań, które ujawniają prawdę.
„Och, ona wie o tym od tygodni” – zaśmiała się Allison. „Większość naszych znajomych wie. Rozumieją. Jay naprawdę potrafi zapewnić przyszłość, a nie tylko marzenia i wymówki”.
To zabolało. Nie dlatego, że to była prawda, ale dlatego, że powtarzałam sobie te słowa w gorsze noce – Masz jakiś plan? A może tylko listę? Nigdy nie sądziłam, że usłyszy to, co mówię tylko w myślach.
Mój telefon leżał ekranem do dołu na blacie i tym razem nie chciałem, żeby ekran był pusty. Otworzyłem czat grupowy z Jacobem i Chloe. Czy to prawda? Wszyscy wiedzieliście? – zapytałem. Kropki zaczęły się bulgotać, a potem odpowiedź Jacoba brzmiała jak ton, którego nie da się odzwyczaić: Stary, jesteś świetny, ale Allison zasługuje na kogoś bardziej doświadczonego. Nie bierz tego do siebie. Chloe wtrąciła się chwilę później: Nie chcieliśmy cię skrzywdzić, ale może to jest ten sygnał ostrzegawczy, którego potrzebujesz.
Spojrzałem w górę. Allison mi się przyglądała. Znów ten uśmieszek. Chciała sceny – łez, trzaskających drzwi, historii, którą mogłaby przedstawić życzliwej publiczności. Biedny, niedojrzały Michael traci panowanie nad sobą. Już widziałem podpis.
Zamiast tego się uśmiechnąłem. Nie buntowniczo. Nie bez nerwów. Po prostu… gotowy.
Poszedłem korytarzem i wyciągnąłem torbę podróżną spod łóżka – tę małą torbę podróżną, którą trzymałem na weekendowe wypady nad jezioro w ostatniej chwili. Dodałem laptopa i zewnętrzny dysk twardy z plikami, bo jestem człowiekiem, który robi kopie zapasowe swojego życia, nawet jeśli wciąż wierzy, że należy do niego. Wziąłem klucze.
Kiedy wracałam przez kuchnię, uśmiech Allison nieco zbladł. „Dokąd idziesz?” – zapytała, nagle mniej triumfalnie.
„Wynoś się” – powiedziałem i sięgnąłem po zasuwkę. Potem się zatrzymałem. „A Allison… zatrzymaj mieszkanie. Jestem pewien, że Jay pomoże z czynszem”.
Nie czekałem na ostatnie słowo, którym chciała rzucić jak talerzem. Drzwi zamknęły się za mną z zdecydowanym kliknięciem, które wydawało się lepsze niż jakakolwiek riposta.
W samochodzie wyłączyłem telefon. To było drobiazgowe i idealne. Chęć obrony w chwili porażki jest silna. Ale czasami najrozsądniej jest wycofać się z dyskusji i pozwolić ludziom, którzy kochają dźwięk własnej narracji, mówić do pustego pokoju.
Jechałem bez celu i wylądowałem w motelu na skraju miasta – takim miejscu, gdzie automat do lodu ma akcent, a wszystkie drzwi otwierają się na parking. Napis na szyldzie głosił SUNSET LODGE , neon migoczący na S. W biurze pachniało kawą, która przeżyła już trzy życia.
„Tygodniowa stawka?” – zapytałem.
Mężczyzna za ladą miał na sobie plakietkę z napisem PETE i koszulkę z napisem NAJLEPSZY DZIADEK . Miał minę kogoś, kto słyszał wszystko, co warte usłyszenia, co najmniej dwa razy. „Sto pięćdziesiąt” – powiedział, po czym zmrużył


Yo Make również polubił
Naturalny środek na pasożyty i infekcje dróg moczowych
Różnica między hipoterynerstwem a hiperczynstomą tarczycy: czy zwiększasz lub tracisz na wadze?
Najpotężniejszy środek owadobójczy na komary jest w kuchni: sprawisz, że znikną za darmo
Tak, soda oczyszczona czyści i nabłyszcza płytki: Oto jak jej używać