Część III:
Tydzień po rozprawie spotkałem Silvę w barze ze skórzanymi kabinami i przyćmionym światłem, które dodawało wszystkim urody. Miał postawę, jaką można uzyskać tylko po dekadach kazania innym mężczyznom siedzieć prosto. Burbon, którego wysłałem, trafił na półkę za barem i do dwóch niskich kieliszków.
„Prawdzie” – powiedział.
„Za wytrwałość” – powiedziałem, bo czasami wytrwałość to wszystko, czego potrzeba, żeby poznać prawdę i wyjść z ukrycia.
Zapytał o dom. Ja zapytałem o jego sprawy. Opowiedział mi o człowieku, który przez rok fałszował faktury, a potem wysłał sobie zeznanie niczym list z żądaniem okupu, z którego wycięto listy z gazet. Opowiedział mi o zbiegłej nastolatce, którą znalazł w miasteczku oddalonym o trzy godziny drogi. Pracowała w całodobowej restauracji, gdzie kucharze na nocnej zmianie utworzyli wokół niej ochronny krąg z papierosów i sarkazmu. Nie wszystkie jego historie kończyły się źle. Niektóre kończyły się tak, jak chcesz, żeby się kończyły: czyjś powrót do domu.
„Wszystko w porządku?” zapytał, gdy przyniesiono rachunek.
„Uczę się być” – powiedziałem. „To jeszcze nie pamięć mięśniowa, ale podnoszę ciężary”.
Zaśmiał się w sposób, w jaki śmieją się ludzie, którzy widzieli różne rzeczy: cicho, jak opona tocząca się po żwirze.
Wychodząc, położył mi dłoń na ramieniu, ojcowskim gestem błogosławieństwa. „Sama powie swoją wersję” – powiedział. „Nie musisz się z nią kłócić. Żyj po swojemu”.
W następnym tygodniu spakowałem pudła. Opisałem je z precyzją, która zachwyciłaby kontrolera ruchu lotniczego. Znalazłem rzeczy, o których istnieniu nie wiedziałem: szalik, który nie był mój; pięć ładowarek do telefonów, które wyglądały jak ten sam wąż i walczyły jak on; zestaw kieliszków do wódki z wygrawerowaną datą z wieczoru kawalerskiego, który ledwo przeżyłem. Wrzuciłem kieliszki do pudełka na darowizny. Ktoś inny mógł je zapamiętać.
Carolina nie odzywała się. Nakaz zakazu kontaktu wisiał na ladzie jak tabliczka z napisem PROSZĘ NIE PUKNĄĆ W SZKŁO. Nie gniew mnie do tego zmuszał, tylko równowaga. Co innego iść dalej. Co innego iść bez wahania.
Monika wysłała list. Nie SMS-a. List, jakbyśmy żyli w czasach, gdy znaczki miały znaczenie, a papier mógł być sceną, na której wypowiadało się skomplikowane kwestie. Koperta była kremowa; pismo staranne.
Rob, czytałem, nie proszę cię o wybaczenie czegokolwiek. Proszę cię tylko, żebyś nie stwardniał w sposób, który sprawi, że następna osoba będzie żałować, że cię poznała. Byłem współwinny. Bałem się o siostrę i uczyniłem ze strachu powód do okrucieństwa. Przepraszam za to. Jeśli to odrzucisz, nie winię cię. Jeśli doczytasz do końca, wiedz, że życzę ci spokojnych dni. —M.
Przeczytałem to dwa razy. Schowałem do szuflady. Nie dlatego, że musiałem do tego jeszcze raz zajrzeć. Bo czułem się nieswojo wyrzucając przeprosiny, które dotarły do mnie pocztą.
Poszłam na terapię, co – jak mówią ludzie z mojej grupy demograficznej – jest sposobem, w jaki postanowiłam odstawić meble na swoje miejsce . Terapeutka, kobieta o życzliwym spojrzeniu i praktycznych butach, miała w gabinecie roślinę, która rozkwitała pomimo tego, że przez lata toczyły się przed nią życia. Miała sposób zadawania pytań, które zmuszały mnie do odpowiedzi na te, których nie chciałam.
„Kiedy przestałaś prosić o to, czego chciałaś?” – powiedziała podczas naszej drugiej sesji, jakby nie bała się serca obcej osoby.
„Nie jestem pewien” – powiedziałem, po czym poprawiłem się: „Jestem pewien. Kiedy pragnienie zaczęło przypominać proszenie o zbyt wiele”.
Rozmawialiśmy o pokoju we mnie, gdzie gniew próbował się wkraść i rozwieszać plakaty. Rozmawialiśmy o samotności, która mieszka w parach, o tym, jak można być w łóżku, a jednocześnie być na oddzielnych wyspach, wycinając różne drzewa. Rozmawialiśmy o przebaczeniu nie jako o darze, który dajesz drugiej osobie, ale jako o sposobie na odciążenie własnego plecaka, aby móc się wspinać.
„Skąd będziesz wiedział, że jej wybaczyłeś?” zapytała.


Yo Make również polubił
Łatwy przepis na domowy chleb
Pomarańczowy sernik z mascarpone: Kremowa rozkosz z cytrusowym akcentem
rolada z nadzieniem bananowym i czekoladą
Nigdy więcej nie podlewaj storczyków: podlewaj je tą odżywką, aby uzyskać spektakularne kwitnienie