Umówiliśmy się na spotkanie. Zakończyłem rozmowę i oddałem telefon.
Travante zerknął na listę ostatnich połączeń. Numer był nieznany, bez nazwiska. Rozluźnił ramiona.
„Grzeczna dziewczynka” – powiedział pod nosem. „Widzisz, Kessia? Oprzytomniała. Zaraz tu kogoś przyślemy, papiery załatwione, wszyscy zadowoleni”.
„No, chodź” – zaśpiewała Kessia z korytarza. „Nie możemy ich po prostu zostawić na schodach. To sprawa sądowa, która tylko czeka”.
Z przesadną troską pomogli Corneliusowi wrócić do pokoju, otulając mu stopy kocem, poprawiając poduszkę, a nawet przynosząc szklankę wody ze słomką. To był teatr, a oni grali przed jedną publicznością: przed sobą.
Myśleli, że wygrali.
Nie wiedzieli, że cicha kobieta składająca u stóp łóżka kołdrę z ptasim wzorem, właśnie wyciągnęła z własnych podstaw historię pełną napięcia.
Następne kilka dni przypominało stanie na spokojnej tafli oceanu, podczas gdy za horyzontem zbierała się burza.
Na pozór nic się nie zmieniło. Zmywałam naczynia, składałam pranie, nalewałam Corneliusowi rosół do ust, liczyłam tabletki. Lodówka szumiała. Mały magnes w kształcie flagi podtrzymywał listę zakupów napisaną moim pismem: mleko, jajka, Tylenol, więcej taśmy.
Na górze słyszałem głuchy odgłos pudeł ciągniętych po podłodze, szmer głosów dyskutujących o „otwartej przestrzeni” i „odsprzedaży” tamtego. Wykonawcy przyszli obejrzeć ścianę między salonem a gabinetem. Trzymałem się z dala od nich, nasłuchując głosów spływających po schodach.
„Nienośny”.
„Wyczyść tę sekcję.”
„Zarządzaj wyspą tutaj.”
Mówili o moich ścianach tak, jak się mówi o domku dla lalek.
We wtorek rano, kiedy wyjmowałam ciasteczka z piekarnika, Kessia siedziała przy stole i przeglądała kolorowy magazyn.
„Kochanie” – powiedziała do mojego syna – „spójrz na to. Jeśli pomalujemy wszystko na biało i zrobimy ten marmurowy wodospad na wyspie, to podniesie to wartość o co najmniej siedemdziesiąt pięć tysięcy. Łatwizna”.
„Mhm…” mruknął, biorąc do ust tosta z awokado.
„Poza tym, jeśli zburzymy tę ścianę z gabinetem, będziemy mogli przyjmować tu klientów. Będzie wyglądać jak te miejsca w programach o designie. Ludzie zwracają na to uwagę”.
Mówiła o pokoju, w którym kiedyś o drugiej w nocy kołysałam nasze cierpiące na kolkę dziecko, podczas gdy Cornelius przepisywał notatki na maszynie IBM Selectric. O pokoju, w którym Langston trzymał zdjęcie ze swoich zajęć stacjonarnych i półkę pełną książek z zakresu historii Afroamerykanów, niektóre podpisane, a niektóre niemal niemożliwe do odtworzenia.
Położyłam ciasteczka na stole, nalałam kawy i starałam się dbać o to, żeby moja twarz była jak najgładsza.
„Mur nie jest twoim największym problemem” – pomyślałem. „Już nie”.
W środę powiedziałem im, że muszę jechać do miasta po leki, których nie mieli w lokalnej aptece.
Travante wyciągnął z portfela kilka dwudziestodolarowych banknotów, jakby dawał napiwek.
„Weź taksówkę” – powiedział. „I nie zwlekaj. Wykonawca wróci o trzeciej”.
Kessia pomogła mi założyć brązowy płaszcz i wyprostowała kołnierz.
„Nie zapomnij telefonu, pani Idella” – powiedziała. „Wyślij SMS-a, jeśli będziesz czegoś potrzebować”.


Yo Make również polubił
Masz ochotę na dobrą, orzeźwiającą lemoniadę?
Moi teściowie próbowali wyrzucić mojego ojca z domu – jego sprytna zemsta pozostawiła ich bez słowa
Podczas świątecznej kolacji mój bogaty dziadek wręczył każdemu z nas „fałszywy” czek w ramach żartu. Moi rodzice wybuchnęli śmiechem: „To tylko na pokaz”. Uśmiechnąłem się i ostrożnie schowałem swój, wciąż doceniając go jako prawdziwy prezent. Następnego ranka zadzwonił bank – zrealizowano tylko jeden czek. Dziadek powiedział po prostu: „Dobrze. Teraz wiem, kim jest ta osoba”.
Czy słodkie ziemniaki naprawdę mogą zapobiegać rakowi? Prawda stojąca za twierdzeniami