Jutro doręczę im wezwanie, z panem Aysem jako świadkiem. A potem będę czekać, bo ludzie tacy jak Richard nie poddają się pod presją. Oni dają upust emocjom. Popełniają błędy.
I byłbym na to gotowy.
Następnego ranka, 26 grudnia, obudziłam się wypoczęta i pełna energii. Leżałam na kanapie w biurze ze sztywnym karkiem i jasno sprecyzowanym celem. Wzięłam prysznic w małej łazience, włożyłam proste ubranie robocze – ciemne dżinsy i elegancki sweter – i ciasno zaplatałam włosy w warkocze.
Wyglądałem na spokojnego, opanowanego i nieporuszonego. Moje odbicie było obce i to mi się podobało.
Słyszałem, jak krzątali się po kuchni: cichy pomruk głosu mojej matki, obronny okrzyk Richarda, brak dźwięku od Bianki.
Przygotowałam kawę w małym ekspresie do kawy w biurze; w powietrzu unosił się intensywny aromat prywatnego luksusu.
O 9:55 otworzyłem drzwi i wyszedłem na korytarz. Rozmowa w kuchni natychmiast ucichła. Usiedliśmy we troje przy stole – moim kuchennym stole – otoczeni resztkami wczorajszego posiłku.
Wyglądali, jakby nie spali. Oczy mojej mamy były opuchnięte. Na twarzy Richarda malował się znajomy wyraz urazy i autorytatywności. Bianca po prostu wyglądała na znudzoną i przewijała ekran telefonu.
„Cleo” – zaczęła mama, wstając. „Dobra, twoja kolej. Usiądźmy i porozmawiajmy jak dorośli”.
„Nie ma o czym rozmawiać” – powiedziałem spokojnie.
Minąłem ich i podszedłem do drzwi wejściowych, otworzyłem je szeroko. Zimne poranne powietrze wpadło do środka.
„Co ty robisz?” warknął Richard. „Jest lodowato.”
Pan Aerys już szedł ścieżką przed domem, ubrany w schludny wełniany płaszcz i szalik, z życzliwym, zatroskanym wyrazem twarzy.
„Dzień dobry, Cleo” – powiedział, wchodząc. Skinął grzecznie głową mojej zmieszanej rodzinie.
„Linda, Richard” – powiedziała moja mama, zdezorientowana. „Co? Co się dzieje?”
„Pan Aerys jest tu jako niezależny świadek” – wyjaśniłem.
Sięgnąłem po teczkę, którą zostawiłem na konsoli w holu. Wyciągnąłem trzy kopie oficjalnego zawiadomienia o eksmisji i trzy kopie zaznaczonego punktu umowy najmu.
Jak poinformowano Cię wczoraj wieczorem w wiadomości e-mail, zgodnie z artykułem 4B podpisanej przez Ciebie umowy najmu, masz 72 godziny od oficjalnego osobistego doręczenia niniejszego zawiadomienia na opuszczenie lokalu. Termin ten upływa 29 grudnia o godzinie 10:00.
Jeden plik dokumentów położyłam przed mamą, drugi przed Richardem, a trzeci zatrzymałam dla siebie.
Pan Ays może potwierdzić czas, datę i dostawę.
Moja matka wpatrywała się w kartkę, jakby była napisana w obcym języku.
Twarz Richarda poczerwieniała, poczuł niebezpieczne mrowienie. Nie dotknął reklamy.
„Ty niewdzięczny gnojku…” syknął, a jego maska całkowicie opadła. „Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy, po tym, jak cię przyjęliśmy…”
„Mieszkasz w moim domu, Richard” – powiedziałem cicho. „Zostało ci sześć miesięcy. Płacisz 400 dolarów miesięcznie za pokój, który normalnie wynajmowałbyś za 1600 dolarów. To nie jest spór. To zawiadomienie prawne”.
Wstał tak szybko, że jego krzesło zaskrzypiało.
„To rodzina. Nie używaj prawnych bzdur, jeśli chodzi o rodzinę. Natychmiast to zniszcz i przeproś”.
Pan Aerys odchrząknął. „Richard, jestem tu tylko po to, żeby poobserwować, ale muszę powiedzieć… Słyszałem wczoraj niezłe zamieszanie. Wydaje się to uzasadnione, biorąc pod uwagę okoliczności”.
Richard zwrócił się do niego. „To nie twoja sprawa, staruszku. Wynoś się z mojego domu”.
„To dom Cleo” – powiedział pan Era cicho, ale stanowczo. „Akt własności jest na jej nazwisko. Widziałem go”.
Ta prawda, wypowiedziana przez kogoś z zewnątrz, zdawała się fizycznie oddziaływać na Richarda. Cofnął się.
Bianca w końcu odłożyła telefon, a jej nudę przerwał dźwięk budzika.
“Tato, co to jest?”
„W porządku, kochanie” – powiedział, starając się złagodzić głos. „To tylko kolejny atak złości Cleo. Przejdzie jej”.
Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym błagania i gniewu jednocześnie.
„Cleo, bądź rozsądna. Dokąd jedziemy? Są święta. Naprawdę chcesz, żeby twoja matka była bezdomna?”
To był ten sam szantaż emocjonalny, ten sam nudny scenariusz, ale widownia była teraz inna.
Nie dałem się nabrać.
„Twoja sytuacja mieszkaniowa nie leży w mojej gestii” – powiedziałem. „Masz 72 godziny. Oczekuję, że spakujesz swoje rzeczy i zostawisz klucze. Jeśli nie wyprowadzisz się do tego czasu, wszczęję przyspieszone postępowanie eksmisyjne z szeryfem. Dalsze kroki zostały opisane w e-mailu od mojego prawnika”.
Moja matka w końcu odzyskała głos, chociaż brzmiał on słabo i krucho.
Masz prawnika? Kiedy go znalazłeś? Dlaczego nam to robisz?
Spojrzałem na nią. Naprawdę na nią spojrzałem. Na kobietę, która raz po raz wybierała pokój zamiast chronić córkę.
Robię to, bo twój mąż powiedział mi wczoraj wieczorem, że nie jestem częścią jego prawdziwej rodziny i fizycznie odepchnął mnie od stolika. To on jest powodem. To ja w końcu uznałam, że zasługuję na coś lepszego.
Zwróciłem się do pana Aerysa. „Dziękuję za poświęcony czas. Myślę, że skończyliśmy”.
Skinął głową. „Byłem świadkiem porodu 26 grudnia o 10:07. Masz mój numer, Cleo, jeśli potrzebujesz oświadczenia”.
Spojrzał na moją matkę ze smutkiem i współczuciem, na które nie zasługiwała, i odszedł.
Drzwi się zamknęły, pozostawiając nas czterech w ogłuszającej ciszy.
Wtedy Richard wybuchnął. Chwycił papier i podarł go na pół, a potem jeszcze raz na pół, rozrzucając kawałki po całym ciele.
To wszystko. Koniec. Teraz usiądź i wyjaśnij, w co grasz.
Nie odpowiedziałem na podarty papier.
„Mam kopie i dowód cyfrowy. Podarcie ich nie zmieni prawa, Richard. To tylko dowód na to, że sąd otrzymał od ciebie ważne wezwanie i że działałeś w złej wierze”.
Słowo „sąd” w końcu przebiło się do bańki Bianki.
„Sąd? Który sąd? Tato, co się dzieje?”
„Twoja siostra próbuje nas nastraszyć” – krzyknął.
Ale jego pewność siebie legła w gruzach. Był sprzedawcą bez towaru, królem bez królestwa, a mury go otaczały.
„72 godziny” – powtórzyłem.
Poszedłem do kuchni, wziąłem z szafki mój ulubiony kubek – ten sam, którego zawsze używała Bianca – i nalałem sobie resztę świeżej kawy.
Przeszedłem obok nich i wróciłem do biura.
Tuż przed zamknięciem drzwi usłyszałem płacz mojej matki i cichy, rozpaczliwy głos Richarda.
„Nie martw się, Linda. Zajmę się tym. Ona nie da rady. Zadzwonię. Wykonam kilka telefonów.”
Zamknąłem drzwi, usiadłem przy biurku i otworzyłem laptopa.
Musiałem wykonać jeszcze jeden telefon. Nadszedł czas, żeby wezwać fachowca.
Otworzyłem kontakty i znalazłem numer szefowej Leah, Susan Gray, światowej klasy prawniczki specjalizującej się w nieruchomościach. Nacisnąłem przycisk.


Yo Make również polubił
Mała dziewczynka i tajemnicza dama
Biały ocet: tajna broń w walce o śnieżnobiałe ubrania i puszyste ręczniki!
Naukowcy opracowali wstrzykiwalny hydrożel wzmacniający kości
Staromodne ciasto rodzynkowe