„Firma” – powiedziała Eleanor, wracając wzrokiem do ekranu. „Firma mojego ojca. Nigdy nie zostawiłabym jej w rękach człowieka, który uważa lojalność za coś bezużytecznego”.
„Kto?” – krzyknął Richard do ekranu. „Kto to dostanie? Nie ma nikogo innego! Clara sobie z tym nie poradzi! Ty nie masz nikogo!”
„Odchodzę z Vance Holdings” – powiedziała Eleanor głosem złagodzonym głęboką dumą – „jedynemu mężczyźnie, który kiedykolwiek naprawdę mnie chronił. Synowi, którego się wyrzekłaś, bo nie chciał być twoim klonem”.
„Julian?” Richard zaśmiał się głośno, histerycznie i donośnie. „Julian? Hipis? Artysta? Nie odzywał się do nas od dziesięciu lat! Pewnie maluje kozy w Alpach Szwajcarskich! Nie potrafi prowadzić stoiska z lemoniadą, a co dopiero konglomeratu!”
„Naprawdę nie spojrzałaś, prawda?” zapytała Eleanor. „Zakładasz po prostu, że skoro odrzucił ciebie, odrzucił też mnie”.
Ekran zrobił się czarny.
Richard siedział tam, ciężko dysząc, z warstwą potu na czole. „To blef. Musi być. Julian jest nieudacznikiem. Nawet jeśli dostanie spadek, będę nim manipulować. Zostanę jego powiernikiem. Zajmę się tym za kulisami. On jest słaby”.
Ciężkie mahoniowe drzwi otworzyły się ponownie.
A temperatura w pomieszczeniu spadła o dwadzieścia stopni.
Wszedł mężczyzna. Był wysoki, miał takie same ciemne, falowane włosy jak Richard, ale jego oczy przypominały oczy Eleanor. Nie miał na sobie poplamionego farbą kombinezonu. Miał na sobie grafitowy, trzyczęściowy garnitur, który kosztował więcej niż mój samochód, skrojony tak, by podkreślać jego zdyscyplinowaną i imponującą sylwetkę. Niósł elegancką aluminiową teczkę.
Nie wyglądał jak hipis. Wyglądał jak rekin, który właśnie wyczuł krew w wodzie.
„Witaj, Ojcze” – powiedział Julian. Jego głos był głębokim, eleganckim barytonem, który rozbrzmiewał w cichym pomieszczeniu.
„Julian?” Richard zamrugał zdezorientowany. „Mój chłopcze. Ty… ty wyglądasz świetnie.”
„Chciałbym móc powiedzieć to samo o tobie” – odparł Julian, mijając Richarda i siadając na czele stołu. Nie usiadł. On dominował.
„Julian, posłuchaj” – powiedział Richard, z trudem podnosząc się i przywołując na twarz swój najpiękniejszy uśmiech sprzedawcy. „Twoja matka… źle się czuła. Narobiła bałaganu. Ale możemy to naprawić. Ty i ja. Ojciec i syn. Mogę cię poprowadzić. Świat biznesu to basen rekinów; potrzebujesz doświadczenia”.
„Mam doświadczenie” – rzekł chłodno Julian.
„Ty… ty malujesz góry” – wyjąkał Richard.
„Mam podwójny tytuł magistra finansów międzynarodowych i prawa korporacyjnego z LSE” – poprawił go Julian, otwierając teczkę. „Przez ostatnie sześć lat byłem starszym partnerem w kancelarii McKenzie & Co w Londynie, specjalizującej się w wrogich przejęciach i księgowości śledczej. Moja mama nie zadzwoniła tylko po to, żeby się przywitać, Richard. Ona mnie zatrudniła”.
Richard oparł się o stół. „Czy ja cię zatrudniłem?”


Yo Make również polubił
Jak Raz na Zawsze Pozbyć się Rybików Cukrowych z Domu: Skuteczne Porady i Naturalne Metody
Znaczenie zauważenia żółtej biedronki
Sekret babci: Jak liść laurowy i sól mogą zmienić twoje gotowanie?
Jeśli jesz ogórki codziennie, oto co dzieje się z twoim ciałem