Mama mojego chłopaka spojrzała na mnie i stwierdziła, że ​​nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna. Nie byłam bogata ani atrakcyjna, a już na pewno nie taka, jaką sobie wyobrażała. Ale ja nie cofam się przed wyzwaniami. Więc zamiast z nią walczyć, złożyłem jej ofertę… taką, której odrzucenie byłoby głupotą.

Tylko w celach ilustracyjnych
Kiedy mama mojego chłopaka spojrzała na mnie, jakbym była czymś, co kot zaciągnął w błocie, zanurzył w ściekach i rzucił prosto na swój designerski dywan… Miałam do wyboru dwa wyjścia: podwinąć ogon i czmychnąć albo postawić nogi na ziemi i upewnić się, że wie, że nigdzie się nie wybieram.

Wybrałem opcję numer dwa…

„Miło mi cię w końcu poznać” – powiedziała Linda podczas naszego pierwszego spotkania, omiatając mnie wzrokiem od stóp do głów. „Ryan nam opowiedział… parę rzeczy o tobie”.

Pauza przed słowami „pewne rzeczy” zawisła między nami niczym oskarżenie.

Nie żebym zrobił coś złego. Byłem przyjazny. Przyniosłem jej ulubione cytrynowe kwadraciki, które zasugerował Ryan. Uzupełniłem jej nieskazitelny dom starannie ułożonymi zdjęciami rodzinnymi… na żadnym z nich nie znalazłbym się ja, gdyby postawiła na „jej” pomysł.

„Te zdjęcia są piękne. Twoja rodzina ma takie cudowne wspomnienia” – powiedziałem.

„Tak, jesteśmy bardzo wybredni, jeśli chodzi o to, kto do nich należy” – odpowiedziała z uśmiechem, który nie sięgał jej oczu.
Tylko dla ilustracji.
Bez względu na to, jak bardzo się starałem, czułem, jak mnie ocenia za każdym razem, gdy byliśmy w tym samym pokoju. Jakbym był przedmiotem na wyprzedaży, w który nie mogła uwierzyć, że kupił go jej syn.

Prawdę mówiąc, Ryan jest jej dumą i radością. Doszedł do wszystkiego sam, odniósł sukces, ma własne mieszkanie i jeździ eleganckim samochodem. W jej umyśle jest praktycznie główną nagrodą w teleturnieju. A ja „nie byłam” dokładnie tą olśniewającą uczestniczką, z którą go sobie wyobrażała.

„Myślisz, że twoja mama kiedyś mnie polubi?” – zapytałem Ryana pewnego wieczoru po kolejnej napiętej rodzinnej kolacji.

Przyciągnął mnie do siebie, dotykając czołem mojego. „Nie daj się jej zwieść. Ona jest po prostu opiekuńcza”.

„Ochronne czy terytorialne?” – wymamrotałam, opierając się o jego ramię.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama