CZĘŚĆ PIERWSZA: Miejsce, którego nie było

Zdarzyło Ci się kiedyś wejść do pokoju i jeszcze przed wejściem wiedzieć, że nie jesteś mile widziany?

Tak wyglądały moje zeszłoroczne święta Bożego Narodzenia.

Dom moich rodziców był rozświetlony niczym okładka katalogu wakacyjnego – złote światełka oświetlały werandę, wieniec był tak wielki, że wyglądał jak z witryny domu towarowego, a z okien sączyła się ciepła poświata. Taka poświata, która mówi: „ Witaj w domu” , nawet jeśli wiesz, że nie.

Kiedy przekroczyłam próg, zapach uderzył mnie pierwszy – pieczony indyk, cynamon, puree ziemniaczane zalane masłem. To był zapach, który powinien dawać ukojenie. Zamiast tego poczułam się, jakbym weszła w czyjeś życie.

Twarze wokół stołu

Wszyscy już byli zebrani. Mój brat Brandon, jego żona Ava, ich dwójka dzieci – które podskakiwały na krzesłach jak sprężyny – mój kuzyn, kilku przyjaciół rodziny, a nawet Leo, facet, który kiedyś ukradł mi 500 dolarów z schowka, mieli przed sobą talerz.

Stół był długi, szeroki, nakryty najlepszą świąteczną porcelaną mojej mamy. Świece migotały między talerzami z jedzeniem, rzucając blask niczym z filmu na twarze, z którymi dorastałem.

Ale moje krzesło? Mój talerz? Moje miejsce?

Nie było ani jednego.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama