„Doskonale” – powiedziałem. „Będzie im miło”.
Tego wieczoru, podczas kolacji, dotknąłem ramki podczas rozmowy, z szacunkiem, jakbym żegnał się z czymś bezcennym.
Wzrok Thadiusa podążał za moją dłonią niczym kot za wskaźnikiem laserowym.
„Piękny utwór” – powiedział.
„Niezastąpiony” – odpowiedziałem.
Technicznie rzecz biorąc, to prawda. Nie da się zastąpić czegoś, co nigdy nie było wartościowe.
Reprodukcja kosztowała 200 dolarów. Rama 150. Wyraz jego twarzy później będzie bezcenny.
Tej nocy, w ich sypialni, nie potrzebowałem kamer bezpieczeństwa, żeby wiedzieć, co mówią. Ich głosy niosły się przez podłogę.
„On jest zafascynowany tym portretem” – powiedział Thaddius. „Siedem razy wspominał o jego zachowaniu, bo jest wart fortunę”.
Głos Buli był piskliwy i pełen podniecenia.
„I jest sentymentalny w tej kwestii” – powiedziała. „Sentymentalni starzy mężczyźni podejmują decyzje, których żałują”.
„Co masz na myśli?” zapytał.
„No bo co, gdyby mu się coś stało?” – powiedziała. „Nic… nic złego. Po prostu naturalnie”.
„Mówię, że potrzebujemy planu” – kontynuowała. „Ten portret trafia do mnie. Jedynak”.
„Nie jestem jedynaczką” – poprawiła się. „Lemuel jest w Japonii. Nie interesują go takie rzeczy”.
Cisza.
„Musimy być w testamencie jak należy” – powiedziała w końcu. „Pozostańmy doskonali, oddani, niezastąpieni”.
Odszedłem od ich drzwi i wróciłem do swojego studia. Zamknąłem je na klucz i przeniosłem się do tylnego kąta za stołem kreślarskim.
Duże płótno stało oparte o ścianę, przykryte tkaniną. Przechodziłem obok niego tygodniami, celowo je ignorując.
Teraz odsunęłam tkaninę.
Wyłonił się prawdziwy portret.
Promienna cera. Prawdziwa technika XVIII wieku. Mistrzowska kompozycja.
Prawdziwy obraz Cornelii Duchamp Harrison namalowany w 1789 r.
Odwróciłem go. Na odwrocie, zabezpieczony folią archiwalną, znajdował się oryginalny certyfikat autentyczności. Wycena Christie’s z 1998 roku. Umowa o przekazaniu dzieła do muzeum, podpisana w 2020 roku. Darczyńca anonimowy.
Do plastiku przyczepiona była karteczka samoprzylepna z moim pismem.
„Zostaną ujawnione po mojej śmierci. Niech cieszą się z fałszu. — CH, 2020.”
Zrobiłem zdjęcie i wysłałem je Sidowi.
„Polisa ubezpieczeniowa” – wpisałem.
Potem usiadłem wygodnie i przyjrzałem się arcydziełu wartemu milion dolarów, a potem spojrzałem na telefon, na którym była podróbka z salonu.
„Polują na duchy” – powiedziałem do pustego studia. „Piękne, drogie duchy”.
Ponownie zakryłem prawdziwy portret i znów go ukryłem.
Jutro uroczysta kolacja.
Czas pokazać im, na co zasłużyli swoją „uprzejmością”.
Mój telefon zawibrował.
Sid: „Dokumenty gotowe. Oficjalny urzędnik ds. darowizn dla muzeum od jutra. Jesteś tego pewien?”
Ja: „Oczywiście.”
Sid: „Stracą rozum”.
Ja: „Taki jest pomysł.”
Na górze nadal słychać było stłumione głosy.
„Jeśli będziemy wyjątkowo mili, może rozważy ponowne rozpatrzenie testamentu” – powiedziała Bula.
„Portret mógłby być nasz latem” – odpowiedział Thaddius.
Poszedłem do sypialni i zatrzymałem się w drzwiach.
„Lato” – wyszeptałam. „Optymistyczne”.
Sześć nakryć. Dobra porcelana. Kryształowe kieliszki. Jadalnia wyglądała na gotową na przyjęcie.
Nie było.
Bula wszedł, zobaczył wszystko i zatrzymał się.
„Tato, to jest piękne” – powiedziała. „Z jakiej okazji?”
„Spotkanie rodzinne” – powiedziałem, poprawiając widelec. „Ważne ogłoszenie”.
Jej oczy rozbłysły.
„Ogłoszenie o twoim majątku?” zapytała.
„Czas pewne rzeczy uznać za oficjalne” – powiedziałem.
Prawie wibrowała, gdy pisała pod stołem SMS-a do Thaddiusa.
Przyglądałem się jej twarzy.
Czysta, nieskomplikowana chciwość przebrana za radość.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
„Spodziewasz się kogoś?” zapytała.
„Nasz świadek” – powiedziałem.
Otworzyłem drzwi.
Sid stał tam z teczką w ręku.
Uśmiech Buli zamarł.
„Świadek?” powtórzyła.
Kolacja przebiegała w serdecznej atmosferze. Nalano wina. Pogawędka o drużynie piłkarskiej Braxtona. O zajęciach plastycznych Cellophiny. Thaddius miał na sobie garnitur, który pożyczył z mojej szafy. Nie pasował idealnie.
Po daniu głównym wstałem, unosząc kieliszek.
„Chcę wam wszystkim podziękować za to, że tu jesteście” – powiedziałem. „Rodzina jest najcenniejsza”.
„Tato, to takie miłe” – powiedziała Bula, pochylając się do przodu.
„Rozważałem swoje dziedzictwo” – kontynuowałem. „Co po sobie zostawię”.
„Masz przed sobą lata”, powiedział Thaddius. „Dekady”.
„Być może” – powiedziałem. „Ale mając siedemdziesiąt lat, człowiek myśli o takich rzeczach”.
Zatrzymałem się.
„Podjąłem decyzję w sprawie portretu prababci Kornelii” – powiedziałem.
Oddech Buli ustał.
„Przekazuję to Muzeum Canyon Road” – powiedziałem. „Papiery podpisane. Przelew w przyszłym tygodniu”.
Cisza.
Kieliszek Buli przechylił się. Sid złapał go, zanim się wylał.
„Kim jesteś?” wyszeptała.
Twarz Thaddiusa zmieniała barwy w szybkim tempie – blady krem, pomidorowa czerwień, a w końcu fiolet przejrzałego bakłażana. To było jak oglądanie zachodu słońca na południowym zachodzie.
„Tato, zaczekaj” – powiedziała Bula. Jej głos się załamał. „Ten portret jest w naszej rodzinie od pokoleń”.
„Właśnie dlatego powinien trafić do muzeum” – powiedziałem. „Właściwa konserwacja, kontrola klimatu, bezpieczeństwo”.
„Ale to twoja własność” – powiedziała, wymuszając uśmiech. „Twoja decyzja”.
„Udało mi się” – powiedziałem.
Jej uśmiech stał się cienki i kruchy.
„Czy nie powinieneś był najpierw omówić tego z rodziną?” – zapytała.
„Mówię ci to teraz z grzeczności” – odpowiedziałem. „Muzeum jest zachwycone. Nazwą sali galerii imieniem naszej rodziny. Sala Harrisona”.
Bula tak mocno zaciskała zęby, że martwiłam się o stan jej zębów.
„Tak hojny, tato” – powiedziała zdławionym głosem. „Gratulacje”.
„Muzeum ma szczęście” – dodał Thaddius. Jego ton mówił co innego.
„Oni są” – powiedziałem. „My też. Nasze nazwisko rodowe, zachowane na wieki”.
Sid wyszedł o dziewiątej. Przy drzwiach skinął mi znacząco głową.
„Dobrze zrobione” – wyszeptał.
„Dziękuję, że tu jesteś” – powiedziałem.
„Nie przegapiłbym tego” – odpowiedział.
Spojrzał w stronę jadalni.
„Oni coś planują” – powiedział.
„Niech planują” – odpowiedziałem.
Poszedłem wcześnie spać i leżałem, nie mogąc zasnąć, nasłuchując odgłosów domu.
O dziesiątej drzwi ich sypialni zatrzasnęły się.
„Rozdał je” – krzyknęła Bula. „Rozdał milion dolarów”.
„Mów ciszej” – syknął Thaddius.
„Nie obchodzi mnie to” – powiedziała. „Rozumiesz, co się właśnie stało?”
„Tak, byłem tam” – odpowiedział. „To była nasza emerytura. Nasz fundusz na dom. Wszystko”.
„Nigdy nie było ‘nasze’” – dodał.
„Miało być nasze” – powiedziała.
Zatrzymała się.
„Kiedy on… no wiesz… umrze” – wyszeptała.
Teraz płaczę.


Yo Make również polubił
Naturalny przepis na ukojenie kaszlu i oczyszczenie płuc
Dlaczego wielu kierowców naciska dwa przyciski sterowania szybami jednocześnie? Ukryta funkcja sterowania szybami
Zanim włożysz papier do pieczenia do piekarnika, zastanów się dwa razy, bo może się zapalić!
Naturalny środek na pasożyty i infekcje dróg moczowych