— Tato, kto właściwie tym zarządzał? — zapytała, marszcząc brwi i nie odrywając wzroku od papierów.

— O, to niezła historia… — Walerij Georgiewicz potarł nos, jak zawsze, gdy rozmowa schodziła na nieprzyjemne tematy. — Kiedyś odwiedziła mnie kuzynka. Wyszła za mąż, urodziła syna… Facet nie był zły — inteligentny, wykształcony, pozornie zdeterminowany. Ale, jak to mówią, życie nie było dla niego łaskawe.

Zatrzymał się, jakby przypominając sobie, jak to wszystko się zaczęło.

— Nasza siostra to skomplikowana osoba; nasze relacje nigdy nie były ciepłe. Żeby nie pogorszyć sytuacji, zaproponowałem jej synowi — Antonowi — stanowisko dyrektora. Wtedy firma była bardzo mała, ale planowałem rozwijać dział. Ty właśnie wyjechałeś za granicę na studia…

Zastanowił się chwilę, pogrążony we wspomnieniach.

— Na początku wszystko szło dobrze. Facet miał dobre wykształcenie, szybko podejmował decyzje. Ale potem — bum! — zniknął. Po prostu zrezygnował i odszedł. Nie wiem gdzie. Wkrótce potem siostra wróciła i zaproponowała ojca, mówiąc, że bardzo pomagał i był zamieszany we wszystkie interesy. Więc ten stary cwaniak zajął miejsce syna. I od tamtej pory… Bóg jeden wie, co się tam działo.

— Ale dlaczego nie interweniowałeś wcześniej?

zobacz więcej na następnej stronie Reklama