Część 2
Poranne słońce przebijało się przez zasłony mojego pokoju hotelowego, ale ja już nie spałem, siedziałem po turecku na łóżku z otwartym laptopem. Stłumiony szum miejskiego ruchu na zewnątrz wydawał się dziwnie kojący – odległy, stały, przewidywalny. Zupełnie inny niż moje obecne życie.
Na moim ekranie pojawiły się pingi z e-mailami, ale je zignorowałam. Miałam dziś wrócić do Seattle, dokończyć konferencję i wygłosić przemówienie na temat etyki zarządzania projektami. Ironia sytuacji nie umknęła mojej uwadze. Podczas gdy wygłaszałam wykład o zaufaniu i odpowiedzialności , mój mąż i jego matka planowali wrogie przejęcie mojego domu.
O 8:45 chwyciłem torbę, rzuciłem klucze hotelowe na biurko i ruszyłem w stronę samochodu.
Julia już napisała:
Julia: Spokojnie. Nie krzycz. Niech on pierwszy zacznie mówić.
Ja: Spokojnie, nie słabo. Rozumiem.
Podjechałem pod dom piętnaście minut później, parkując przy krawężniku. Ciężarówka do przeprowadzek odjechała. Dobry początek. Przez okno zobaczyłem ruch – Andrew krążył przy kominku, z rękami we włosach.
Kiedy mnie zobaczył, wyszedł na werandę. Jego oczy były puste, a włosy potargane. „Mamy nie ma” – powiedział natychmiast. „Odwiozłem ją wczoraj wieczorem do domu”.
Skrzyżowałem ramiona. „Dobrowolnie?”
Westchnął. „W końcu. To… trochę trwało.”
Nie odpowiedziałam, po prostu otworzyłam drzwi wejściowe i weszłam do środka. Zapach pasty do mebli i odświeżacza powietrza uderzył mnie jak ściana – kwiatowy i duszący, zupełnie jak Diana. Ale pod spodem mój dom znów pachniał mną .
Szary narożnik wrócił. Nowoczesne reprodukcje sztuki zostały powieszone na nowo. Blaty kuchenne lśniły – choć kilka ozdobnych bibelotów Diany wciąż wisiało jak duchy.
Andrew poszedł za mną do środka. „Wiem, że to nie wystarczy” – powiedział cicho. „Ale przepraszam, Olivio. Nigdy nie powinienem był się zgodzić na jej plan”.
„Nie, nie powinieneś był tego robić” – powiedziałem spokojnie. „Pytanie brzmi: dlaczego to zrobiłeś?”
Wyglądał na wyczerpanego. „Ona po prostu… ma taki sposób, że wszystko brzmi sensownie. Mówiła, że ciągle podróżujesz, że dom jest pusty, że jej obecność sprawi, że będzie się tam czuł bardziej jak w domu rodzinnym. A ja…” Urwał, kręcąc głową. „Chyba nigdy nie byłem dobry w odmawianiu jej.”
Zaśmiałam się gorzko. „To mało powiedziane”.
Opadł na krzesło naprzeciwko mnie. „Nie wiedziałem, że planuje pozbyć się twoich rzeczy ani o tej pracy w Kalifornii. Mówiła, jakby miała zostać tylko na kilka tygodni”.
Przyjrzałem mu się uważnie. „Naprawdę nie wiedziałeś?”
„Przysięgam” – powiedział. „Nie wiedziałem o tym”.
Przyglądałem mu się przez dłuższą chwilę. Wyglądał na szczerego – i zawstydzonego. Może po raz pierwszy uświadomił sobie, jak głęboko matka go kontrolowała.
Sięgnęłam do torby i wyciągnęłam telefon. „Posłuchaj, jak ona o mnie mówi” – powiedziałam, otwierając nagranie. Głos Diany wypełnił pomieszczenie – zadufany, protekcjonalny, bez wątpienia okrutny.
„Zaufaj mi, kiedy wszystko się ułoży, nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko to zaakceptować. Dom jest za duży dla kogoś, kto nigdy tu nie bywa. Andrew potrzebuje matki, a nie jakiejś żony zapatrzonej w karierę”.
Andrew skrzywił się, jakbym go uderzył. „Jezu…”
„To nie wszystko” – powiedziałem cicho. „Zadzwoniła do kogoś o imieniu Margaret. Podobno załatwiła mi „przeniesienie” do Kalifornii. Pracę, o którą nigdy nie aplikowałem”.
Przeczesał włosy obiema dłońmi, mamrocząc przekleństwo. „Nawet nie wiem, co powiedzieć”.
„A co z prawdą?” – zapytałem. „Chcesz małżeństwa, Andrew, czy matki, która żyje w tobie?”
Spojrzał w górę, jego oczy były wilgotne. „Pragnę cię. Zawsze cię pragnąłem. Po prostu… myślałem, że jeśli będę ją uszczęśliwiał, wszystko będzie łatwiejsze”.
„To nie jest małżeństwo” – powiedziałem. „To tchórzostwo”.
Wzdrygnął się, ale nie protestował.


Yo Make również polubił
Pij to raz dziennie i popraw swoje zdrowie!
Mam 60 lat i dzięki temu pokarmowi poprawił się mój wzrok, zniknął tłuszcz w wątrobie, a jelito grube zostało oczyszczone.
Szkoda, że nie dowiedziałem się tego wiele lat temu
Sernik bez żelatyny: przepis na łatwe i smaczne ciasto na zimno