Nie była.
Jej wzrok przesunął się po drewnianej rampie, którą zbudowałem, żeby pomóc Evanowi wsiąść do samochodu. „Niezatwierdzona modyfikacja nadwozia” – powiedziała. „To kolejny mandat. Proszę usunąć w ciągu dwudziestu czterech godzin albo grozi kara dzienna”.
Poczułem, jak podnosi mi się ciśnienie. „Mój syn jest chory. Jedziemy do szpitala”.
„Nagłe przypadki medyczne” – powiedziała sztywno – „nie są uwzględniane jako wyjątki w procesie oceny architektonicznej”.
Przysięgam, że widziałem na czerwono. „Ma zapalenie wyrostka robaczkowego”.
Nabazgrała coś na swojej podkładce: „Brak planowania z wyprzedzeniem nie jest problemem stowarzyszenia”.
Wtedy wyszła moja sąsiadka, pani Duca . Siedemdziesięcioletnia, emerytowana pielęgniarka, z akcentem z Brooklynu tak ostrym, że można nim było ciąć marmur.
„Loretta” – warknęła – „przesuń swój skuter, albo ja zrobię to za ciebie, i nie spodoba ci się moja metoda”.
Usta Loretty zadrżały. Przesunęła wózek – ledwo – na tyle, żebym mogła się przecisnąć.
Ale nie skończyła. O nie.
Kiedy spojrzałem w lusterko na pierwszych światłach, była za nami, z migającymi światłami awaryjnymi jak parada. Jechała za nami aż do szpitala Saint Mary’s , mamrocząc coś do telefonu.
Na czerwonym świetle otworzyła szybę i zamachała notesem jak bronią. „To jeszcze nie koniec!” – wyszeptała.
Powiedziałem sobie, że to nie ma znaczenia. Muszę tylko wpuścić Evana do środka. Reszta może poczekać.
Szpital był na szczęście sprawny. W ciągu kilku minut byliśmy już na sali przedoperacyjnej , Evan podłączony do monitorów, pielęgniarki poruszały się jak anioły na kofeinie.
Potem weszła Loretta.
Nie mam na myśli, że weszła – ona przybyła . Jak samozwańcza królowa dokonująca inspekcji chłopów.
Poszła prosto do izby przyjęć. „Ten pacjent” – oznajmiła – „mieszka w Cedarbrook Landing i obecnie łamie liczne zobowiązania społeczne. Jest winien około 1400 dolarów grzywny”.
Urzędnik mrugnął. „Proszę pani, to jest szpital”.
Nie mrugnęła. „Nie mogę z czystym sumieniem pozwolić na wykorzystanie zasobów społeczności, dopóki te sprawy nie zostaną rozwiązane”.
Chłopak przy biurku, mający pewnie jakieś dwadzieścia trzy lata, powiedział z cierpliwością świętego: „Proszę pani, leczymy pacjentów ze względu na ich potrzeby medyczne, a nie… ze względu na pielęgnację trawnika”.
Loretta zacisnęła usta, jakby poczuła smak octu. „Zobaczymy”.
Następnie przeszła obok znaku informującego o strefie ograniczonego dostępu.
Zamarłam. Pielęgniarki krzyczały. Próbowałam iść za nimi, ale mnie powstrzymały – przygotowywały Evana. Przez małe szklane okienko widziałam, jak pochyla się nad jego łóżkiem, szturchając monitory, jakby pstrykała włącznikami światła.
I wtedy zaczęło się pikanie — szybkie, nieregularne, paniczne.
Monitor pracy serca krzyczał.
Doktor Mei Chen , chirurg, odwrócił się od stołu zabiegowego, a jego oczy płonęły.
„Proszę natychmiast odsunąć się od sprzętu” – powiedziała cicho, ale groźnie.
Loretta ani drgnęła. Włączyła przełącznik, uśmiechnęła się i powiedziała: „Wstrzymujemy to, dopóki nie zapłaci mandatu za wycinkę trawnika”.
Na sekundę świat się zatrzymał. Nawet maszyny zdawały się oszołomione.
Wtedy dr Chen zadzwonił do interkomu. „Ochrona na sali przedoperacyjnej numer trzy. Natychmiast. I wezwać pogotowie ratunkowe. Osoba nieupoważniona ingeruje w opiekę nad pacjentem”.
Loretta mrugnęła, szczerze zdezorientowana, jakby nie mogła pojąć, dlaczego ktoś mógłby kwestionować jej autorytet.
„Jestem prezesem stowarzyszenia właścicieli domów” – oznajmiła.
Dr Chen zacisnął szczękę. „Fantastycznie. Świetnie będzie to wyjaśnić policji”.
Pielęgniarka obok niej szepnęła coś do słuchawki. W ciągu kilku sekund pojawili się dwaj ochroniarze szpitala – potężni mężczyźni w granatowych mundurach, którzy wyglądali, jakby widzieli już wszystko, tylko nie to .
„Proszę się odsunąć” – powiedział ktoś – „i położyć ręce w miejscu, gdzie mogę je widzieć”.
Loretta próbowała się uśmiechnąć, ściskając podkładkę. „Reprezentuję Stowarzyszenie Właścicieli Domów”.
„A ja reprezentuję kajdanki” – powiedziała policjantka, wchodząc za nimi, z błyskającą odznaką. „Porozmawiajmy”.
Następne kilka minut przypominało oglądanie programu telewizyjnego w czasie rzeczywistym – trochę niedowierzania, trochę ulgi.
Funkcjonariusze rozdzielili nas. Jeden z nich zaczął mnie przesłuchiwać, podczas gdy dr Chen wyjaśniał, co się stało: nieautoryzowany dostęp, ingerencja w leczenie nieletniego, ryzyko skażenia.
Przybyła menedżerka ds. ryzyka – wysoka kobieta w szarym garniturze, niosąca segregator, który mógłby zatrzymać kulę. Mówiła tonem osoby, która zjada pozwy sądowe na śniadanie.
„Dotykanie sprzętu medycznego bez zezwolenia jest przestępstwem i utrudnianiem opieki nad pacjentem ” – powiedziała, przerzucając czerwoną zakładkę. „Przestępstwo, jeśli dotyczy osoby nieletniej”.
Twarz Loretty z różowej stała się purpurowa. „To nękanie” – wyrzuciła z siebie. „Wypełniałam swój obowiązek wobec społeczności!”


Yo Make również polubił
Kinder Maxi King Torte: Pyszne ciasto bez mąki, które zachwyci każdego!
8 wczesnych objawów zapalenia stawów, których nie należy ignorować
Nie tylko ocet i soda oczyszczona, ale z cytryną krany są jak nowe
5 najczęstszych przyczyn obrzęku kostek