CH2 – HOA Karen sprzedała moje miejsce parkingowe online — więc przyjechałem z policją!… – Page 6 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

CH2 – HOA Karen sprzedała moje miejsce parkingowe online — więc przyjechałem z policją!…

Komentarze były zabawne:

„Ten człowiek to bohater”.
„Chrońcie Evana Taylora za wszelką cenę”.
„Niektórzy ludzie po prostu chcą patrzeć, jak płoną wspólnoty mieszkaniowe – i jesteśmy im za to wdzięczni”.

W ciągu kilku godzin post zebrał dziesiątki tysięcy głosów „za”.

Ktoś nawet zaprojektował mema: zdjęcie mojego laminowanego znaku z podpisem:
„Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny. Niektórzy po prostu mają miejsce parkingowe nr 24”.

W tamten weekend nie mogłam nigdzie pójść, żeby ktoś nie nazwał mnie „Legendą miejsc parkingowych”.

Dzieciaki do mnie machały. Ktoś zostawił mi na progu kartę podarunkową Dunkin’ z notatką: „Dla morale lokalnej społeczności”.

Denise natomiast wyglądała, jakby w ciągu jednego tygodnia postarzała się o dziesięć lat.

Unikała kontaktu wzrokowego, prawie nie wychodziła ze swojego oddziału, a gdy już to robiła, mamrotała do telefonu, jakby przygotowywała groźby sądowe.

To była poetycka sprawiedliwość, ale wiedziałem, że ona jeszcze nie skończyła.

Pozostał jej jeszcze jeden desperacki ruch do wykonania.

A gdy w końcu jej się to udało, efekt był tak spektakularny, że cała ta afera z miejscem parkingowym wydała się błaha.

Część 4: 

Gdybyś kilka miesięcy wcześniej powiedział mi, że moim największym osiągnięciem w życiu będzie laminowany akt własności i viralowy post na Reddicie, wyśmiałbym cię.
Ale oto byłem – „Legendą miejsc parkingowych” z Maplewood Estates, podmiejskim superbohaterem, zaprzysiężonym wrogiem bardzo niestabilnego prezesa wspólnoty mieszkaniowej.

W tym momencie okolica podzieliła się na dwa obozy:

Lojaliści – mała, ale głośna grupa zagorzałych zwolenników Denise (w większości tych samych, którzy plotkowali o przerośniętych krzewach).
Reszta z nas – wszyscy inni, którzy mieli już dość jej bzdur i teraz oglądali rozwój wydarzeń, jakby to był finał sezonu reality show.I uwierzcie mi, Denise nie zamierzała poddać się bez walki.

Wszystko zaczęło się w niedzielny poranek od zbiorczego e-maila od zarządu wspólnoty mieszkaniowej zatytułowanego „WAŻNE WYJAŚNIENIE DOTYCZĄCE SPOŁECZNOŚCI”.

Otworzyłem, spodziewając się kolejnego mandatu. Zamiast tego znalazłem ten klejnot:

*„Do wszystkich mieszkańców:

Dotarły do ​​nas informacje, że pewne osoby rozpowszechniają oszczercze i fałszywe informacje na temat władz wspólnoty mieszkaniowej (HOA). Zarząd pragnie potwierdzić swoje zaangażowanie na rzecz uczciwości i rozwoju lokalnej społeczności. Apelujemy do wszystkich mieszkańców o ignorowanie zniesławiających postów w internecie i zgłaszanie wszelkich przypadków nękania bezpośrednio do biura wspólnoty.

Ponadto, ze względu na trwające zakłócenia, uprawnienia Jednostki 12B są obecnie poddawane przeglądowi w oczekiwaniu na decyzję zarządu.”*

Tłumaczenie:Denise dosłownie się załamywała.

Właśnie wypowiedziała cyfrową wojnę mężczyźnie, który miał po swojej stronie zarówno dokumenty prawne , jak i Reddit. Odważny ruch.

Ale nie zdawała sobie sprawy, że system poczty elektronicznej wspólnoty mieszkaniowej nie był zbyt szczelny.
W ciągu dziesięciu minut ktoś kliknął „Odpowiedz wszystkim” – i rozpętał chaos.

Ron B .: „Czyli udajemy, że nic się nie stało z policją?”
Janice T .: „Denise, dosłownie przyłapano cię na próbie sprzedaży miejsca parkingowego”.
Harold (członek zarządu) : „Proszę, nie odpowiadaj wszystkim”.
Joyce M .: „Harold, może zarząd powinien zamiast tego wydać oświadczenie o odpowiedzialności”.
Denise H .: „To nie jest właściwy kanał do dyskusji”.
Ron B .: „Więc co to jest, Denise? Facebook Marketplace?”

To był najbardziej zabawny e-mail, jaki kiedykolwiek czytałem.

Do końca dnia cała społeczność praktycznie zamieniła skrzynkę odbiorczą HOA w otwarte forum do krytykowania Denise. Ktoś nawet załączył GIF-a przedstawiającego pożar śmietnika z podpisem „Porządek obrad zarządu”.

Próbowała wysłać kolejnego e-maila, ostrzegając wszystkich, że niewłaściwe wykorzystanie kanałów komunikacji społecznościowej może skutkować karami finansowymi — ale nikt jej nie słuchał.

Kolejny cios przyszedł z najmniej spodziewanego źródła:
od faceta, który prawie kupił moje miejsce parkingowe.

Nazywał się Calvin Pierce i pewnego popołudnia pojawił się w klubie z teczką pełną wydrukowanych zrzutów ekranu i wyrazem szczerej, sprawiedliwej furii na twarzy.

Najwyraźniej Denise nigdy nie zwróciła mu kaucji — a gdy ją z tym skonfrontował, powiedziała mu, że wspólnota mieszkaniowa „nie zajmuje się indywidualnymi transakcjami”.

Więc Calvin poszedł w stronę energii jądrowej.

Opublikował całą rozmowę — zrzuty ekranu, wiadomości, znaczniki czasu, a nawet fałszywą „tymczasową przepustkę”, którą mu wysłała — bezpośrednio w grupie społecznościowej na Facebooku.

Sekcja komentarzy eksplodowała.

„O mój Boże, ona naprawdę wzięła pieniądze!”
„Czy to nie oszustwo?”
„Więc próbowała oszukać DWIE osoby?”
„Zadzwoń jeszcze raz na policję!”

Ktoś nawet oznaczył stronę z lokalnymi wiadomościami.

Wtedy wiedziałem, że będzie naprawdę ciekawie.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

To ciasto jest tak pyszne, że pożałujesz, jeśli jeszcze go nie próbowałeś

Przygotowanie: Biszkopt: Rozgrzej piekarnik do 180°C. Oddziel białka od żółtek. Białka ubij na sztywną pianę ze szczyptą soli. Żółtka ubij ...

Poruszający gest papieża Franciszka przed śmiercią

Ostatnie przesłanie miłości i wiary Dzień przed śmiercią papież Franciszek, osłabiony, ale zdeterminowany, chciał wystąpić publicznie po raz ostatni. Dzięki ...

Świetny klasyk za niską cenę

3. Sadzenie: – Zdejmij patelnię z ognia i przelej krem ​​czekoladowy do garnków lub foremek. – Pozostawić do ostygnięcia w ...

Dzięki tej prostej sztuczce nawet najbardziej pożółkła toaleta znów będzie lśnić bielą!

Pomaga rozpuścić tłuszcz, plamy moczu i brązowe krawędzie. Szorowanie szczotką toaletową Zobaczysz, jak żółta mgiełka dosłownie zaczyna znikać . Opłukać... i gotowe! ...

Leave a Comment