Wewnątrz hangaru — Rytuał
W hangarze Warthoga świat znów się skurczył.
Żadnych oklasków.
Żadnego tłumu.
Żadnych pochwał.
Tylko nity ze stali, zapach płynu hydraulicznego i odległy klekot skrzynek narzędziowych.
Jej sanktuarium.
Odłożyła kask na ławkę.
Wyciągnęła nakolannik.
Przewróciła na nową stronę.
I zaczął pisać:
Zużycie paliwa: 9% powyżej szacunków
Dryf wiatru: +2 węzły w środku doliny
Czas przejścia: stały
Rozstaw wrogów: taktyczne warstwowanie z pozycjami odwrotnymi
Harmoniczne odrzutu GAU-8: odchylenie 2%
Prądy grzbietowe: silniejsze nad zachodnim odgałęzieniem — zaktualizuj notatki dotyczące symulacji
Zanotowała każde podejście.
Każdy kąt.
Każdą anomalię.
Nie dlatego, że musiała komukolwiek cokolwiek udowadniać.
Bo dyscyplina nie śpi.
Nieśmiertelnik jej ojca cicho brzęczał, gdy pracowała, uderzając o jej kamizelkę.
To było uziemiające.
Przypomniało jej to linie ogrodzeń o świcie.
Puszki po napojach na słupkach.
Dźwięk głosu ojca:
„Spokojny oddech.
Zwolnij spust.
Daj się zaskoczyć strzałowi.”
Zwolniła spust.
A dolina nigdy jej nie zauważyła.
Spotkanie dowodzenia
Później Hayes wezwał ją do sali odpraw.
Spodziewała się nagan, papierkowej roboty, zawieszenia.
Czekał sam, z rękami na stole i nieodgadnionym wyrazem twarzy.
„Kapitanie Cruz” – zaczął powoli – „winien jestem panu przeprosić”.
Zamrugała.
Tego się nie spodziewałem.
Wydechnął.
„Zignorowałem cię. Nie raz. Zignorowałem twoją intuicję. twoją wiedzę. twoje ostrzeżenia.”
Cisza.
„Myślałem, że jesteś… no…”
Nie mógł dokończyć zdania.
Nie musiał.
Ona wiedziała.
Wszyscy wiedzieli.
„Pułkowniku” – powiedziała spokojnie – „moim zadaniem jest być przygotowanym. Nie potrzebuję uznania, żeby robić to, co słuszne”.
„Ale ja tak” – powiedział gorzko. „Dziś dowiedziałem się, jak ślepy może być człowiek, gdy przeszkadza mu duma”.
Wyprostował się.
„Nie popełnię już tego błędu”.
Zatrzymał się.
„Twój ojciec byłby dumny.”
Nic nie powiedziała.
Tak czy inaczej, gardło miała ściśnięte.
Potem Hayes dodał coś, co ją zaskoczyło:
„Batalion rekomenduje cię do pochwały.”
Potrząsnęła głową.
„Nie, proszę pana.”
„Nie?” powtórzył zszokowany.
„Nie latałem dla pochwał”.
Przyglądał się jej przez dłuższą chwilę.
„Czego więc chcesz ?”
Odpowiedziała bez wahania.
„Żeby nigdy więcej nie siedzieć na ławce rezerwowych”.
Hayes skinął głową.
„To” – powiedział – „najprostsze polecenie, jakie wydałem w tym roku”.
Wieść rozeszła się szybko.
Nie oficjalnymi kanałami.
Nie papierkową robotą.
Nie przemówieniami.
Przez Marines.
A żołnierze piechoty morskiej niosą ze sobą historie niczym koła ratunkowe.
W stołówce ci sami mężczyźni, którzy kiedyś wstawali, gdy ona siadała, teraz pozostali na swoich miejscach — zrobili jej miejsce, powitali ją, przyciągnęli do siebie bez słowa.
Żadnych żartów.
Żadnych uśmieszków.
Żadnych mamrotanych obelg.
Po prostu cichy, bezwarunkowy szacunek.
W parku samochodowym żołnierze SEALs skinęli jej głowami – nie spontanicznie, ale w sposób typowy dla wojowników, którzy wspólnie przeszli przez piekło.
Jeden z żołnierzy SEAL mruknął coś, przechodząc obok:
„Balast dla mojego tyłka.”
Na pokładzie samolotu młody szef załogi, który kiedyś patrzył przez nią, teraz patrzył na nią.
„Proszę pani?” powiedział cicho. „Wszystkiego pani potrzebuje… o każdej porze.”
Ale Anna nie rozwodziła się nad tym.
Nie rozkoszowała się tym.
Nie obnosiła się z tym.
Wróciła do swoich wykresów.
Jej dzienniki.
Jej notatki.
Ponieważ wiedziała coś, czego nie wiedział nikt inny:
Byłaby jeszcze jedna dolina.
Kolejna zasadzka.
Kolejny killbox.
A kiedy ten dzień nadejdzie, będzie musiała być gotowa – nie na pochwały, nie na uznanie, ale na Marines, którzy znów będą na niej polegać.
Cicho.
Rozpaczliwie.
Całkowicie.
Tej nocy, gdy słońce chowało się za ciemnymi grzbietami Blackthorne, ktoś zaczął filmować w pobliżu ogniska.
Stary Bill — nieoficjalny gawędziarz placówki, emerytowany żołnierz piechoty morskiej, który został cywilnym wykonawcą — rozstawił kamerę, odkurzył mikrofon i powiedział:
„Wyobraźcie sobie.
Pięciuset czterdziestu marines w zamknięciu.
Bez CAS.
Bez nadziei.
Dowództwo już spisuje liczbę ofiar.
A potem jeden pominięty pilot zapiął pasy, zignorował regulamin i poleciał batalionem żywym do domu”.
Sekcja komentarzy pod jego transmisją na żywo rozbłysła.
„Gdzie to się wydarzyło?”
„Czyja to historia?”
„Kto był pilotem?”
A Bill uśmiechnął się powoli i dumnie.
„Nazywa się” – powiedział – „kapitan Anna Cruz. Sygnał wywoławczy Viper 206. Zapamiętaj go”.
Świat miał to zapamiętać.
Nie dlatego, że tego chciała.
Ponieważ wymaga tego dokładność.


Yo Make również polubił
„Wyluzuj! Chcę, żeby główna sypialnia została wyremontowana, jak tylko wprowadzimy się do twojego nowego, luksusowego domu” – oznajmiła podczas niedzielnego brunchu. Mój brat tylko się uśmiechnął. „To sprawiedliwe – będziemy tam mieszkać na stałe”. Wszyscy się śmiali. Dwadzieścia cztery godziny później mama zadzwoniła do mnie w panice: „O mój Boże… co ona czyta do kamery?!”.
Ten starożytny domowy sposób w mgnieniu oka ukoi ból pleców, stawów i kolan!
Niedoczynność tarczycy – nie musisz stosować lewotyroksyny
Przeterminowana żywność: 10 produktów, które można spożywać po upływie daty ważności