540 marines pozostawionych na pewną śmierć — pilotka zignorowała protokół i uratowała batalion – Page 5 – Pzepisy
Reklama
Reklama
Reklama

540 marines pozostawionych na pewną śmierć — pilotka zignorowała protokół i uratowała batalion

Chwila ciszy.

Następnie:

„…Viper 206? To Cruz.”

Ktoś sapnął przez sieć.

„Nie ma mowy. Martwy balast? TEN Cruz?”

Odezwał się inny głos — napięty, zdyszany, niedowierzający.

„Cruz… robi TO?”

A potem znów Ror – zmieniający ton, z podziwem wlewającym się w każdą sylabę.

„Tu kapitan Anna Cruz. Viper 206. Zrozumiano?”

Zignorowała połączenie.

Nie przyszła tu po uznanie.

Była tu na matematyce.

A obliczenia nie zostały wykonane.

Skrzynia śmierci zaczęła się rozpadać szybciej.

Chwile ciszy.
Przerwy w ogniu.
Zmieniający się pęd.

Marines ruszyli naprzód —

Odbijanie.
Ciągnięcie rannych.
Ogień osłonowy.
Odzyskiwanie inicjatywy.

Nadzieja zabłysła.

Jeszcze nie pewność siebie – tylko krucha świadomość, że nie są sami. Nie zostali porzuceni. Nie było im pisane tu umrzeć.

„Naprzód! Naprzód natychmiast!” – ryknęli dowódcy oddziałów.
„Mamy osłonę! Ruszajcie się!”
„Ktoś tam oczyszcza przejścia – START!”

Dolina nie była już grobowcem.

To był korytarz.

Brutalny, wąski korytarz wyrzeźbiony przez jednego pilota.

Warthog znów przemknął nad ich głowami — nisko, na tyle blisko, że marines mogli poczuć przez ziemię dudniące bicie serca GAU-8.

Młody szeregowy patrzył w górę przez popękane gogle.

„To ona…” wyszeptał.
„To naprawdę ona”.
„Cruz nas ratuje”.

Nie myślała o mężczyznach, którzy z niej szydzili.

Albo sierżanci, którzy ją zwolnili.

Albo policjanci, którzy kazali jej pozostać na swoim pasie.

Nie myślała o uznaniu.
Ani o zemście.
Ani o udowodnieniu czegoś.

Myślała o kątach.
Czasach wyprzedzenia.
Termicznych.
Harmonicznych odrzutu.
Spalaniu amunicji.
Poziomach paliwa.
Trasach wroga.
Wektorach ucieczki.

Jej nakolannik leżał przymocowany do uda, a strony zapełnione były miesiącami przygotowań, które wszyscy ignorowali.

Te strony były niczym ewangelia.

Latała dokładnie tak, jak ją wyszkolono — cicho, równomiernie, obsesyjnie.

A pole bitwy pochylało się wokół niej.

Godziny wydawały się minutami, minuty biciami serca.

W końcu, po tym, co wydawało się trwać całe życie, w sieci odezwał się głos:

„Pierwszy ptak w locie!”
„Zdejmijcie kurz! Zdejmijcie kurz! Strefa lądowania jest gorąca, ale otwarta!”
„Ruszajcie rannych! Ruszajcie! Ruszajcie!”

Płuca Anny się ścisnęły.

Mogli wyjść.

Mogli się wydostać, ponieważ ona utrzymała dolinę otwartą za pomocą jednego samolotu i nie godziła się z nieuchronnością.

Śmigłowce wlatywały do ​​korytarza, który wyrzeźbiła.

Wzbijał się pył.

Marines rzucili się do biegu.

Podnoszono rannych.

Rozpoczęła się strzelanina.

Zneutralizowała zagrożenia zanim dotarli do strefy lądowania.

Wojownik pędzący w stronę helikoptera z ładunkiem wybuchowym?
Wymazała go.

Drużyna RPG szykująca się do desperackiego, samobójczego strzału?
Zmiażdżyła ich.

Karabinista maszynowy wyłaniający się z jaskini?
Uciszyła go.

Nie mrugnęła.
Nie zawahała się.
Nie złamała się.

Ona właśnie rozwiązała zadanie matematyczne.

Każda sekunda.
Każdy kąt.
Każdy oddech.

„Zero zostało”.

Kilka minut później w sieci rozległ się chrapliwy, surowy, przepełniony emocjami głos Komandora Rora.

„Wszystkie jednostki, zgłoście swoją odpowiedzialność”.

Dowódcy oddziałów meldowali się jeden po drugim.

Niektórzy z załamanym głosem.
Niektórzy przez łzy.
Niektórzy przez otępienie i szok po przetrwaniu.

Na początku przerwy.

Potem usłyszały głosy.

A potem jeszcze więcej.

I więcej.

Dopóki-

„Delta uwzględniona”.

„Echo uwzględnione.”

W końcu, po wahaniu, które wydawało się trwać wieczność:

„Ostatni ptak w górze. Wszyscy obecni. Zero pozostawionych.”

Słowa te uderzyły ją mocniej, niż odrzut kiedykolwiek.

Nic nie zostało.

Cud stworzony przez dyscyplinę.

Za pomocą matematyki.

Przez jednego pilota.

Anna się nie uśmiechnęła.

Nie płakał.

Nie wypuściła nawet powietrza, dopóki nie była pewna, że ​​ostatni ptak opuścił już grzbiety.

Następnie włączyła bezpiecznik, rozluźniła uchwyt i skierowała Warthoga w stronę domu.

Nie zwyciężył.

Nie triumfujący.

Po prostu spokojnie.

Po prostu robiła to, do czego zawsze była zdolna.

Robiąc to, na co czekała miesiącami — a nawet latami — czekając, aż ktoś jej na to pozwoli.

zobacz więcej na następnej stronie Reklama
Reklama

Yo Make również polubił

Ale czemu odpowiadają te plamy?

Co sprzyja powstawaniu rogowacenia Słońce, i to bez przerwy! To główny winowajca rogowacenia słonecznego. W przypadku łojotokowego lub mieszkowego zapalenia ...

Plamy na ścianie, nie farba: trik, dzięki któremu znikną w mgnieniu oka

Składniki: Cytryna. Procedura: 1- Zanurz gąbkę w soku z cytryny. 2- Nałóż na plamę i odczekaj 60 minut. 3- Spłucz ...

Alert lekarza: Jeśli odczuwasz swędzenie w tych 3 miejscach, Twoja oczekiwana długość życia będzie krótka

Oprócz miejscowego świądu, marskość żółciowa wątroby może powodować świąd w innych częściach ciała. Ten rodzaj świądu jest często intensywny i ...

Wow, mieszam 125 g twarogu z budyniem waniliowym, a ciasto ze śmietaną jest gotowe w 10 minut!

1. Wystarczy wymieszać twaróg z mlekiem, olejem, jajkiem i cukrem. Następnie wymieszaj proszek do pieczenia i mąkę z masą twarogową ...

Leave a Comment